Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 03 lutego 2020, 7:03

Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia, marzec 2019

Tym razem relacja mniej górska, nieco egzotyczna, z wieloma przygodami, bardzo pouczająca, mocno refleksyjna i … znacznie spóźniona 😊.
Odwiedzając w marcu 2019 Tajwan (po raz piąty) miałem już wszystko dokładnie zaplanowane.
Pracę w firmie naszych tajwańskich kooperantów skończyliśmy w piątek, sobotę miałem wolną a lot powrotny dopiero w niedzielę późnym popołudniem.
Korzystając z okazji – bo może kolejnej nie będzie – wymyśliłem sobie rzecz nieco szaloną: jednodniowy wypad do … Japonii, a konkretnie na Okinawę, oddaloną o 1,5 godziny lotu z Tajpej.
Można tam dolecieć lokalnymi tanimi liniami lotniczymi, co wychodziło porównywalnie jak lot Wizzem czy innym Ryanem z Katowic Pyrzowic do powiedzmy Sztokholmu czy innego Dusseldorfu.
Plan był nieco napięty: wylot z Tajpej o 6:00 rano, a powrót z Okinawy o 20:30.
W podróż zabrałem zatem tylko bagaż podręczny – mały plecak z lustrzanką i kamerą. I jedną koszulkę na zmianę w razie potrzeby. No i książkę na lot i czekanie na lotnisku.
Wszyscy moi tajwańscy przyjaciele nieco dziwili się temu co wymyśliłem, ale mocno kibicowali w moich zamiarach.
Jednak ciekawie zaczęło się już rano na lotnisku w Tajpej – większość Tajwańczyków, jak ustaliłem podczas rozmowy ze stojącą za mną sympatyczną Tajwanką, lata na Okinawę na kilka dni na zakupy.
Zabierają zatem duże, ale puste walizki i spędzają kilka dni na intensywnych zakupach.
Jest to z jednej strony kwestia cen ale z drugiej – zupełnie innego asortymentu dostępnego w Japonii.
Niestety ja wzbudziłem duże podejrzenia personelu lotniskowego (byłem zresztą jedynym białym w samolocie na trasie Tajpej – Okinawa) – gdy powiedziałem że mam tylko bagaż podręczny a w dodatku lecę na jeden dzień, zostałem … zabrany na kontrolę osobistą na zaplecze.
No nie powiem, mimo że nic nie miałem na sumieniu to mocno się spociłem.
Rozebrali mnie do bielizny, dokładnie przeszukali, dodatkowo prześwietlili, przetrząsnęli cały plecak a na końcu zostałem jeszcze … obwąchany przez psa do wykrywania narkotyków !!!
Chociaż trzeba przyznać, że wszystko odbyło się w największą kulturą i szacunkiem dla mojej osoby. Na końcu zostałem grzecznie przeproszony i poza kolejką wprowadzony już poza strefę kontroli osobistej (bo już mnie dokładnie sprawdzili).
Lot upłynął szybko, ale niespokojnie – przez ostatnie dwadzieścia minut były naprawdę straszliwe turbulencje. Lądowanie w Naha na Okinawie jest ciekawe, bo pas sięga nieco dalej w ocean na takiej specjalnej grobli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okazało się, że to nie koniec zabawy w kontrole – japoński oficer imigracyjny kazał mi poprawić formularz na wizę wjazdową do Japonii, bo nie wypełniłem rubryki „Place of your stay in Japan”. Wyjaśniłem, że nie zatrzymuję się w żadnym hotelu ani u nikogo na miejscu, bo … dzisiaj wieczorem wracam z powrotem na Tajwan. Po raz kolejny wzbudziło to mocne podejrzenia (szpieg czy przemytnik narkotyków ?) i skończyło się kolejną kontrolą osobistą. Tym razem wiedziałem już czego się spodziewać, więc podszedłem do tego bardziej spokojnie. Procedura była niemal identyczna jak w Tajpej, ale zamiast pieska mieli elektroniczny wykrywacz narkotyków (!!!) jak mi to potem wyjaśnili. No jednak Made in Japan to nie jest pusty slogan.
Najpierw jednak podróż autobusem z bocznego terminala (remont) do terminala głównego.
Autobus kolorowy; zwróćcie uwagę na groźną minę kierowcy (w lusterku):

Obrazek

Na lotnisku też kolorowo od kwiatów – są po prostu wszędzie:

Obrazek

Po wszystkim pobrałem japońskie pieniądze i wsiadłem do taksówki.
Tutaj kilka słów wyjaśnienia – długo zastanawiałem się nad konkretnym celem do zwiedzenia na Okinawie. Ponieważ miałem do dyspozycji tylko kilkanaście godzin, a musiałem mieć rezerwę na nieprzewidziane zdarzenia, to rozważając wszystkie z i przeciw, decyzja mogła być tylko jedna.
Muzeum i park pamięci poświęcony bitwie o Okinawę. Mieszczący się dokładnie na polu tej strasznej bitwy, na wybrzeżu.
Trochę wcześniej poczytałem o tej jednej z decydujących bitew II Wojny Światowej, ostatniej na tak duża skalę na Pacyfiku, która miała miejsce między 1 kwietnia a 21 czerwca 1945 (tak, tak, to tylko w Europie II WŚ skończyła się w maju 1945).
W bitwie po stronie Aliantów, głównie Amerykanów wzięło udział:
- ponad pół miliona żołnierzy,
- 1300 okrętów (!!!),
- 400 czołgów
- 500 samolotów.
Wykrwawieni Japończycy z kolei wystawili:
- 130 tys. żołnierzy,
- kilkadziesiąt czołgów,
- 1000 samolotów
Amerykanów zginęło ponad 12 tysięcy, ale Japończyków aż 130 tysięcy.
W dodatku w wyniku używania cywilów jako żywych tarcz (o czym dalej), masowych samobójstw spowodowanych psychozą i osobliwie pojmowanym honorem i oddaniem cesarzowi, zginęło ponad 140 tysięcy ludności cywilnej (o tym również nieco dalej).
Tak więc pojechałem z taksówkarzem te 25 km tam, gdzie się to działo 74 lata temu.

Tu jeszcze mała dygresja odnośnie samochodów, bo było to dla mnie ciekawe doświadczenie,
Wiadomo wszem i wobec, że Japonia motoryzacją stoi a słowo Toyota jest znane chyba na całym świecie. Jest to zresztą ulubiona marka samochodów terenowych wykorzystywanych przez ISIS …
Nauczony moimi doświadczeniami w tym względzie z mojej wizyty w Korei Płd. wiedziałem wprawdzie, że w Japonii powiniem się spodziewać nieco innych japońskich samochodów niż u nas, ale o takich modelach nigdy nie słyszałem …
No to po kolei:
Honda Freed
Honda Fit
Honda Life
Mazda Demlo
Nissan Serena
Nissan Moco
Toyota Aqua
Toyota Comfort
Toyota Vitz
Toyota Crown
Toyota Premio
Toyota Regius
Suzuki Palette
Przyznać się proszę, kto z Was znał chociaż jeden z tych modeli ?
Jak wyglądają, to można sobie wygooglować.
Najwięcej – i największych – jest Toyot, praktycznie wszystkie taksówki to Toyoty, zwłaszcza – wyglądające jak luksusowe Mercedesy – Toyoty Comfort albo Crown.
Co do motoryzacji jeszcze, to w Japonii obowiązuje ruch lewostronny, więc trochę nieswojo się czułem na początku.
Taksówki mają bardzo komfortowe, w zasadzie wyłącznie duże, przestronne limuzyny.
Wewnątrz jest bardzo czysto i jakby luksusowo.
Jedna rzecz szczególnie mnie zadziwiła – podchodząc do taksówki nie trzeba otwierać drzwi, a Pan taksówkarz nie wysiada, żeby nam je otworzyć, ale wciska specjalny przycisk, który steruje małym elektrycznym siłownikiem otwierającym nam drzwi przed nosem. Bardzo elegancko – tutaj zdjęcie jak to wygląda.

Obrazek

Obrazek

Niestety problemem jest to, że praktycznie nigdzie nie ma terminali do kart płatniczych, co sprawiło, że musiałem z taksówkarzem podjechać kilka km do „atiema” (jak to wymawiał Pan złotówa, przepraszam, Pan Yen), czyli bankomatu.
Tych ostatnich też jak na lekarstwo – na całym lotnisku Naha (uwaga – to jest port międzynarodowy) było ich raptem trzy sztuki a żeby do nich się dostać musiałem dreptać przez pół lotniska i kilka pięter.
Taksówkarze, żeby już ten temat wyczerpać to w zdecydowanej większości starsi, bardzo starsi panowie – mój drugi wyglądał na jakieś 90 lat … Bardzo uprzejmi, uśmiechnięci i bardzo energiczni. Problem jedynie w ich słabej (lub wcale) znajomości angielskiego.
Jeden z nich mówił nieco lepiej i zrobił mi jeszcze gratis małą wycieczkę objazdową, żeby pokazać gdzie mieszka 😊.

No ale do rzeczy …
Muzeum, którego oficjalna nazwa brzmi „Okinawa Prefectural Peace Memorial Museum” zajmuje bardzo duży teren położony na stromych klifach tuż nad oceanem. Tworzy dość specyficzny kompleks składający się z głównego budynku (dość rozległego z wieloma salami i niezwykle ciekawą ekspozycją), parku pamięci w postaci granitowych płyt z wyrytymi dziesiątkami tysięcy nazwisk poległych, położonymi wśród niskich drzewek – robi to wstrząsające wrażenie (porównywalne chyba tylko z wizytą na cmentarzu wojennym na polu bitwy pod Ypres, gdzie byłem w 2013 roku), oraz bardzo długiego ciągu kapliczek, pomników i pomniczków ciągnących się wzdłuż wybrzeża i sięgających dżungli, kończących się na wzgórzach na nad-oceanicznych klifach.
Wszechobecna zieleń jest naprawdę intensywna, soczysta – coś wspaniałego.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W sklepiku przy wejściu do muzeum jest jeszcze bardziej kolorowo – aż razi w oczy; takie kolorowe łańcuchy w formie origami:

Obrazek

Eskpozycja robi wrażenie – jest tu dużo zdjęć poległych żołnierzy, spalonych zwłok, są artefakty w postaci pocisków, broni, hełmów.

Obrazek

Obrazek
Obrazek

Obrazek
Obrazek

Obrazek
Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Są oryginalne ruiny zabudowy, przywiezione tutaj z wielu miejsc, są odtworzone jaskinie, gdzie szukali schronienia cywile i gdzie japońscy żołnierze popełniali masowe samobójstwa (co można zobaczyć m.in. w wojennych filmach Clinta Eastwooda).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest sala pamięci z zachowanymi wspomnieniami tych, co przeżyli to piekło. Tutaj było najwięcej ludzi – spotkałem wyłącznie Japończyków.

Obrazek

Są odtworzone koszary armii amerykańskiej (wraz z bazą bombowców B52) i nawet w skali 1:1 amerykański klub-kantyna „New York” oraz sklep (też skala 1:1) z zaopatrzeniem dla armii USA, okupującej po wojnie Okinawę.
Do dzisiaj zresztą jest tutaj największa zagraniczna baza wojskowa USA (nie liczę wyspy Guam, bo ta – chociaż baza większa – jest terytorium USA).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wszystko dość dokładnie objaśnione, opisane i skomentowane w języku angielskim.
I tak po jakichś dwóch godzinach zwiedzania i czytania zaczęło we mnie narastać nieodparte wrażenie, że tak słowo za słowem, zdanie za zdaniem, tablica za tablicą Japończycy za pomocą tego muzeum uprawiają coś w rodzaju swojej własnej polityki historycznej.
Tak nienachalnie, delikatnie, ale konsekwentnie przedstawiają się jako …. ofiary (a nie współsprawcy) II Wojny Światowej, wybielają swoje winy pisząc np. o tym, że „w latach przedwojennych w otoczeniu cesarza Japonii pojawili się „agresywni militaryści”, którzy nakłonili cesarza do militaryzacji i „włączenia” się w lokalne konflikty zbrojne wobec Chin i Korei”. O Pearl Harbor nic, o masakrze nankińskiej (nieznających odsyłam do źródeł, choćby do Wiki) ani słowa, o okupacji Korei oraz Tajwanu i Chin kontynentalnych – żadnej wzmianki. Tylko ciągle o najeździe USA, ataku amerykańskiej armii, hekatombie japońskiej ludności cywilnej itp.

Takie to wszystko dość znajome – trochę jak u naszego zachodniego sąsiada, prawda ?

Ostatnio zacząłem lekturę przerażającej książki dokumentalnej nieżyjącej już amerykanki chińskiego pochodzenia Iris Chang (urodziła się i spędziła całe życie w USA) pt. „Historia zapomnianego ludobójstwa. Rzeź Nankinu”. Książka opisuje masakrę cywilnej ludności Nankinu (Chiny kontynentalne), dokonaną w 6 tygodni od 13 grudnia 1937 przez wojska japońskie. Japończycy w bardzo brutalny sposób (do wyczytanie i zobaczenia w necie) wymordowali (w niecałe 1,5 miesiąca) od ćwierć miliona do 350 tysięcy chińczyków z Nankinu.
Jak pisze Iris Chang „(Japończycy) kamuflowali rolę narodu w wywołaniu wojny, kultywując mit, iż Japończycy byli ofiarami, a nie sprawcami II wojny światowej. Groza, która dotknęła Japończyków wraz z atomowymi bombardowaniami Hiroszimy i Nagasaki, pomogła mitowi zastąpić historię”.
W innym miejscu Iris Chang pisze: „Japończycy jako naród chronili, pielęgnowali i podtrzymywali swoją zbiorową amnezję – wręcz negację – kiedy konfrontowano ich z zapisem własnego postępowania w tamtym okresie”.
Niestety w tym muzeum było to dość mocno odczuwalne …

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Są też opisy łamania praw człowieka przez wojska okupujące Okinawę po II wojnie światowej:

Obrazek

Po zwiedzeniu wystawy wychodzę na zewnątrz i ruszam do wspomnianego parku pamięci, zorganizowanego w postaci granitowych płyt z wyrytymi dziesiątkami tysięcy nazwisk poległych, położonymi wśród niskich drzewek – robi to wstrząsające wrażenie (porównywalne chyba tylko z wizytą na cmentarzu wojennym na polu bitwy pod Ypres, gdzie byłem w 2013 roku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Uwaga – dla tych, którzy mogą się zastanawiać, dlaczego na tym ostatnim zdjęciu ze zbliżeniem jednej z płyt powtarzają się wielokrotnie te same znaki na początku – małe wyjaśnienie.
W Japonii, podobnie jak w Chinach, Korei i na Tajwanie (krąg tzw. starej tradycyjnej kultury chińskiej), zapisuje się najpierw nazwisko a potem imię danego człowieka. Np. Czang Kaj-Szek miał na nazwisko „Czang” (jego syn to Chang Czing-Kuo), a Mao Zedong miał na nazwisko Mao, obecny prezydent Chin to Xi Jinping (o nazwisku „Xi”). Dlatego też na tych płytach wymienione są całe rodziny, stąd też początkowe znaki oznaczające nazwiska powtarzają się tyle razy.

Potem, mimo niesprzyjającej aury decyduję się na dalszą wzdłuż wspomnianych pomników w dżunglę i na okoliczne wzgórza. Jest w miarę ciepło, ale bardzo mocno wieje i jest duża wilgotność. Zapach dżungli i oceanu jest niesamowity. Przez jakieś 3 godziny wędruję samotnie (nie ma żadnych ludzi – wszyscy zostali w muzeum), chłonę piękno przyrody i rozmyślam sobie o tej bitwie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znowu pomniki i pomniczki, ciągną się już ze trzy kilometry:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wędruję głębiej w dżunglę i wciąż towarzyszy mi ta niesamowicie intensywna zieleń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pewnym momencie natrafiam na chyba najbardziej tragiczne miejsce – grota, zabezpieczona kratą. Jak głosi napis – była to jedna z ostatnich kryjówek (o ile nie ostatnia – na końcu nawet dowództwo było bardzo rozproszone i nikt już w zasadzie nad niczym nie panował) dowództwa armii japońskiej, gdzie kilkudziesięciu oficerów popełniło zbiorowe samobójstwo aby nie dostać się do amerykańskiej niewoli. Przed wejściem widać figurkę lokalnego bóstwa, ludzie przynoszą kwiaty i oddają hołd poległym. Chwilę się zatrzymuję i rozmyślam.

Obrazek

Obrazek

Ruszam dalej przez dżunglę – moim celem jest najwyższe wzniesienie w okolicy: Mabuni Hill, które po kilkudziesięciu minutach osiągam. Można dojrzeć panoramę miasteczka z jednej a oceanu z drugiej strony.

Obrazek

Obrazek

Na szczycie Mabuni Hill:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można powiedzieć, że moja pierwsza góra w Japonii zdobyta. Niska wprawdzie i na Okinawie (prowincja), ale od czegoś trzeba zacząć.

Znowu przedzieram się przez dżunglę, samotnie – nikogo nie spotkałem od kilku godzin.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Robi się ciasno, stromo, idę wąskim wąwozem wśród skał i lian.

Obrazek


W pewnym momencie wśród gęstwiny zauważam stary kamienny znak z napisami (a może to zapomniany nagrobek ?) , odkopuję go spod sterty liści i kamieni:

Obrazek

Gdzieś na samym końcu, po kilkudziesięciu minutach pojawiają się nawet schody, których w tym miejscu zupełnie się nie spodziewam.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomału czas wracać.
W recepcji muzeum zamawiam taksówkę z dowozem do bankomatu (o czym wcześniej wspominałem) i po kilkunastu minutach oczekiwania ruszam z powrotem na lotnisko.

Tutaj jeszcze ciekawostka – w drodze powrotnej na moją prośbę zahaczamy o bazę słynnych „Marines” Armii USA. Udaje mi się zrobić tylko zdjęcie napisu na zewnętrznym ogrodzeniu, gdy nie wiadomo skąd pojawia się … patrol wojsk USA.
Potężnie zbudowani Marines grzecznie, ale stanowczo zwracają mi uwagę, że nie wolno robić zdjęć, proszą o pokazanie telefonu i tego jakie zdjęcia zrobiłem. Ponieważ alternatywa nie jest pewnie wesoła to pokazuję im jedyne zdjęcie jakie zrobiłem. Pozwalają mi je zachować i jeszcze raz mówią, że więcej nie wolno.
Grzecznie potwierdzam, że „dotarło” i odjeżdżamy. Ja to jednak lubię przygody …

Podczas odprawy znowu ta sama historia (histeria ?) – oficer imigracyjny już ma wbijać wizę wyjazdową, gdy dostrzega datowane na ten sam dzień: wizę wyjazdową z Tajwanu oraz wizę wjazdową do Japonii. Widzę zaskoczenie w jego oczach i już przeczuwam, jak się to skończy.
Nie mylę się – kilka pytań i … kontrola osobista już trzecia tego dnia – pomału zaczynam się przyzwyczajać. Znam już procedury więc już całkiem spokojnie do tego podchodzę.
Znowu kulturalnie i bez problemów – no i znowu poza kolejnością za bramki.

Teraz już spokojnie obserwuję przez szybę ruch na lotnisku.
Moją uwagę zwraca coś niespotykanego gdzie indziej – okazuje się (jak potem wypytałem) że lotnisko pełni podwójną funkcję: cywilnego i … wojskowego.
Wygląda to tak, że w pewnym momencie do kolejki oczekujących cywilnych samolotów dołącza … wojskowy transportowiec (!!!). Nic poza kolejnością, tylko ustawia się grzecznie w kolejce i czeka na swój slot. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
W czerwonym kółku wojskowy samolot ustawiający się w kolejce za zwykłym cywilnym pasażerskim:

Obrazek

A tutaj z bliska:

Obrazek

W bardzo kolorowym automacie z napojami kupuję zapas na drogę powrotną i pomału kieruję się do bramek.

Obrazek

Obrazek

Po wylądowaniu w Tajpej około 22:00 zaczynam pomału odczuwać zmęczenie, a tutaj jeszcze trzeba odstać kilkadziesiąt minut w kolejce do oficera imigracyjnego po wizę.
Tenże widząc mój paszport z trzema już wizami z tego samego dnia … głupieje i pyta o co tu chodzi i co ja robię ? Zapytał nawet, czy coś zostawiłem w hotelu, że wracam z Japonii na Tajwan. Tym razem odbywa się bez osobistego przeszukania, ale i tak biorą mnie na bok, do biura i zadają kilkanaście pytań. Tłumaczę im cierpliwie co i jak, a sprawę kończy, gdy pokazuję im bilet powrotny na lot do Polski następnego dnia. Jest bowiem pewna metoda (nie żebym polecał, ale w razie czego – warto wiedzieć) na przedłużanie sobie pobytu na Tajwanie na wizie turystycznej praktycznie w nieskończoność.
Sposób jest prosty – wjeżdżając na Tajwan (tak normalnie) dostajemy bezpłatną wizę turystyczną na 90-dni. Żeby zostać dłużej trzeba mieć albo „dyplomatkę” albo inny rodzaj wizy, który wiąże się z biurokracją i kosztami. Jednak jeżeli np. po 89 dniach pobytu opuścimy Tajwan i tego samego dnia wrócimy (np. tak jak ja na Okinawę – terytorium Japonii), to po powrocie wbiją nam na lotnisku kolejną wizę na następne 90-dni. I wszystko będzie zgodne z prawem, choć nieco podejrzane. I to również tajwańska straż emigracyjna chciała sprawdzić. Znajomy Polak, który mieszka na Tajwanie od ponad roku właśnie tak robi co 90 dni, ale wraca do Polski, co jednak trochę kosztuje.

Tutaj zdjęcia z mojego paszportu – zwróćcie uwagę ile wiz z tą samą datą – datą mojej „wycieczki” na Okinawę: 09.03.2019:

Obrazek

Obrazek

Do hotelu docieram około północy, zmęczony, ale szczęśliwy, nucąc pod nosem wielki hit Alphaville – „Big in Japan”.

Udało się, byłem w Japonii.
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
Dziadek;)
Moderator
Moderator
Posty: 994
Rejestracja: 20 maja 2014, 15:14

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dziadek;) » 03 lutego 2020, 21:49

Nie górska relacja ale mnie wciągnęła jak mało która :)
>Nec temere, nec timide. Bez zuchwałości, ale i bez lęku.<
>Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu.<
>Kobiety nie zmienisz-możesz zmienić kobietę ale to nic nie zmieni :)<
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 04 lutego 2020, 6:53

Dziadek;) pisze:
03 lutego 2020, 21:49
Nie górska relacja ale mnie wciągnęła jak mało która :)
Dziękuję bardzo :>
Zapraszam również do lektury innych moich relacji z Azji, które powinny się dość regularnie pojawiać.
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2822
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Pudelek » 04 lutego 2020, 14:26

Takie to wszystko dość znajome – trochę jak u naszego zachodniego sąsiada, prawda ?
u wschodniego - owszem. U zachodniego - nie. Niemcy nie wypierają się winy za II wojnę światową, ich muzea pełne są wystaw o dojściu Hitlera do władzy i dalszych etapach szaleństwa, bez zamiatania pod dywan. Japończycy chyba nigdy do końca się pogodzili z klęską, więc kombinują (podobnie jak wiele innych narodów).

A wyprawa całkiem fajna jak na jeden dzień :spoko:
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 05 lutego 2020, 9:13

Pudelku słuszna (prawie) uwaga.
Chociaż ja powiedziałbym, że i u wschodnich i u zachodnich.
Motywy wypierania odpowiedzialności za zbrodnie wojenne Japończyków to temat na dłuższą dyskusję historyczną.
Wymieniłem w relacji cytaty z Iris Chang na ten temat.

Co do zachodnich sąsiadów, to oczywiście nie wypierają się, ale ostatnimi kilkunastoma laty zmienił się język i sposób narracji: to nie byli Niemcy, ale "naziści" i "hitlerowcy". Do tego dochodzi konsekwentnie realizowana polityka historyczna w postaci filmów, książek, widowisk, artykułów ukazujących Niemców raczej jako ofiary, nie sprawców.
Stąd moje skojarzenia, bo w Japonii to nie byli "Japończycy" tylko "militaryści".
Ale starczy chyba dyskusji polityczno-historycznych, bo nas zbanują.

Chętnie pogadałbym kiedyś z Tobą przy piwku na te tematy :).
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2822
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Pudelek » 05 lutego 2020, 13:12

Dariusz Meiser pisze:
05 lutego 2020, 9:13
Co do zachodnich sąsiadów, to oczywiście nie wypierają się, ale ostatnimi kilkunastoma laty zmienił się język i sposób narracji: to nie byli Niemcy, ale "naziści" i "hitlerowcy".
ale przecież to nie tylko domena Niemców, u nas też się mówi, że po wojnie nie mordowali Polacy, a komuniści :D

Chociaż zmiana nazewnictwa ma pewien sens, wśród masowych morderców byli oprócz Niemców przedstawiciele różnych narodowości - Ukraińcy, Litwini, Rosjanie, o międzynarodówce SS i Austriakach nie wspominając ;) Bez nich wszystkich sami Niemcy nie daliby rady. Tak samo jak ludzie radzieccy to nie tylko Rosjanie...
Do tego dochodzi konsekwentnie realizowana polityka historyczna w postaci filmów, książek, widowisk, artykułów ukazujących Niemców raczej jako ofiary, nie sprawców.
wydaje mi się, że to raczej inicjatywy oddolne, a nie odgórne. Przeciętny obywatel ma zapewne dość nieustannego słuchania o tym, że jest członkiem paskudnego narodu i co robił jego ojciec i dziadek, więc szuka odtrutki. Inna sprawa to taka, że Niemcy niewątpliwie ofiarami wojny też byli.
Chętnie pogadałbym kiedyś z Tobą przy piwku na te tematy :).
póki co pozostaje się stuknąć wirtualnie :piwo:
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
HalinkaŚ
Moderator
Moderator
Posty: 4473
Rejestracja: 10 września 2009, 8:11

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: HalinkaŚ » 06 lutego 2020, 19:09

Darku, wiedziałeś o tym, że najwięcej stulatków mieszka na wyspie Okinawa. Według komisji EAT-Lancet, która badała zwyczaje mieszkańców wyspy, kluczem do ich długowieczności jest ich dieta i styl życia. Własnie czytałam ciekawy artykuł i ta Okinawa przyciągnęła moją uwagę. Sam pomysł odwiedzenia w jeden dzień wyspy był niesamowity, czy gdybyś wiedział, ze poddadzą Cię tym kilkukrotnym kontrolom, też byś tam pojechał ?
Ciekawie nam pokazałeś to niesamowite miejsce .
Góry upajają. Człowiek uzależniony od nich jest nie do wyleczenia.:)
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2822
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Pudelek » 06 lutego 2020, 22:23

te kontrole to była dodatkowa atrakcja ;) Ale... chyba wypinać się nie musiałeś? :kukacz:
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 07 lutego 2020, 7:11

HalinkaŚ pisze:
06 lutego 2020, 19:09
Darku, wiedziałeś o tym, że najwięcej stulatków mieszka na wyspie Okinawa. Według komisji EAT-Lancet, która badała zwyczaje mieszkańców wyspy, kluczem do ich długowieczności jest ich dieta i styl życia. Własnie czytałam ciekawy artykuł i ta Okinawa przyciągnęła moją uwagę. Sam pomysł odwiedzenia w jeden dzień wyspy był niesamowity, czy gdybyś wiedział, ze poddadzą Cię tym kilkukrotnym kontrolom, też byś tam pojechał ?
Ciekawie nam pokazałeś to niesamowite miejsce .
Halinko, tak, słyszałem o tym. Nawet mój taksówkarz, jak napisałem, wyglądał na jakieś 90 lat.
Gdy porównałem to z tym co widziałem w Seulu, Tajpej czy Szanghaju to faktycznie - na Okinawie ludzie żyją inaczej, spokojniej, są uśmiechnięci i nigdzie się nie śpieszą.

Gdybym wiedział jak będzie z tymi kontrolami, to raczej pojechałbym, ale stres byłby bardzo duży.
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 07 lutego 2020, 7:12

Pudelek pisze:
06 lutego 2020, 22:23
te kontrole to była dodatkowa atrakcja ;) Ale... chyba wypinać się nie musiałeś? :kukacz:
Przynajmniej będzie co wspominać na starość :).
Nie, aż takich atrakcji to nie było :twisted:
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 25 lutego 2020, 10:00

Jako uzupełnienie parę słów o kolejnej ciekawostce kulturowej, a raczej „kulinarnej”.
Chodzi o …. pałeczki do jedzenia.
Są one jednym z wielu chińskich wynalazków – powstały ponad 3 tysiące lat temu, w epoce dynastii Shang.
Ich prototypem były zwykłe ułamane gałązki, dzięki którymi można było jeść gorące posiłki nie parząc sobie rąk.
W miarę rozwoju cywilizacji gałązki zostały zastąpione pałeczkami o wyglądzie mniej więcej takim jaki obecnie znamy: mają one prosty, regularny kształt, górna część każdej z nich jest grubsza i kwadratowa, a część dolna cieńsza i okrągła.
Mimo, że obecnie w Chinach kontynentalnych i na Tajwanie można kupić różne ich wersje, wykonane z różnych materiałów i niektóre bogato zdobione, to myślałem, że nic mnie raczej już nie zaskoczy.
Tutaj typowe tajwańskie pałeczki: te po lewej wykonane z bambusa, te z prawej - z ciemnej laki:
Obrazek

Zazwyczaj pałeczki są bogato zdobione; górna wersja z bamusa, dolna z ciemnej laki:
Obrazek

Wyraźnie widoczne są kwadratowe kształty uchytów.

Jednak podczas wizyty w Japonii na Okinawie okazało się, że Japończycy stworzyli własny „dizajn” pałeczek – te japońskie mają formę stożkowatą.
Dowiedziałem się o tym podczas dyskusji ze sprzedawczynią w sklepiki, gdy kupowałem na pamiątkę japońską wersję pałeczek.
A tutaj wersja japońska - końcówki faktycznie są okrągłe:

Obrazek

Japońskie nie są aż tak ozdobne, ale co ciekawe, czerwona para dla kobiet a niebieska dla mężczyzn :)
Obrazek

Resztę doczytałem w bardzo ciekawej publikacji „Chińskie ABC” wydanej przez Chińskie Radio Międzynarodowe.

Byłem nieco zaskoczony, że nawet w tak błahej, jakby się wydawało kwestii wykształciły się pewne drobne różnice między Chinami i Japonią.
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 8021
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: PiotrekP » 25 lutego 2020, 17:21

Może są zróżnicowane kształty, bo służą do jedzenia innych potraw. W naszej kulturze też sztućce są różne do różnych potraw.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1943
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: Dariusz Meiser » 26 lutego 2020, 7:05

PiotrekP pisze:
25 lutego 2020, 17:21
Może są zróżnicowane kształty, bo służą do jedzenia innych potraw. W naszej kulturze też sztućce są różne do różnych potraw.
No jednak nie, Piotrek.
Dokładnie tak, jak napisałem - w Japonii i w Chinach mają inny styl.
Zauważ, że inne są uchwyty (te części pałeczek, które trzyma się w ręce) a nie końcówki, którymi chwyta się potrawy.
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 8021
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Re: Big in Japan, czyli jeden dzień na Okinawie, Japonia

Post autor: PiotrekP » 26 lutego 2020, 14:06

Krótko " co kraj to obyczaj" . Widać jednym to odpowiada innym co innego.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
ODPOWIEDZ