Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 06 stycznia 2020, 21:54

„Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady” zaproponowałam spontanicznie mojej koleżance Lucy, która nigdy tam nie była … i nie zdziwiło mnie, gdy po 5 minutach dostałam odpowiedź „zróbmy to!”. Znakiem rozpoznawczym naszej wędrówki okazał się być kolor czerwony, bo właśnie czerwonym szlakiem miałyśmy podążać z plecakiem na naszych garbach, a w nogach miałyśmy poczuć 100 km bieszczadzkiego odcinka GSB. Przyświecał nam więc jeden cel z dopiskiem „Ahoj przygodo!”. Przygód, jak się potem okazało, nam nie brakowało.
Dojazd do Ustrzyk Górnych przez Rzeszów poszedł nam całkiem sprawnie i w sobotę 14 września zameldowałyśmy się na kwaterze w Ustrzykach na dwie godziny przed zachodem słońca. Co prawda chyba nieco zszokowałyśmy gospodarza, który dwukrotnie upewniał się, że łóżko małżeńskie nam nie przeszkadza. Po dłuższej chwili zaproponował, że przyniesie drugą kołdrę i tyle go widziałyśmy… cóż, kolejne doświadczenie. Pogodny i gwiaździsty wieczór zapowiadał dobrą pogodę następnego dnia, więc już nie mogłyśmy się doczekać poranka.
Poranek był co prawda rześki, ale dzień rozpoczynał się bardzo obiecująco. Plan przewidywał dwa noclegi w Ustrzykach, więc w pierwszej kolejności poszłyśmy uzupełnić zapasy żywieniowe. W sklepie usytuowanym na jedynym skrzyżowaniu w Ustrzykach byłam wiele razy i nigdy się nie zawiodłam – lokalny koloryt zawsze dopełniają Panowie z piwkiem o 8 rano, którzy niezmiennie życzą dobrego dnia. Z takim pozdrowieniem nic tylko ruszyć w kierunku Wołosatego. No dobra, żeby nie iść 5 km asfaltem skorzystałyśmy z lokalnego busa, bo przecież po co się tak męczyć. Jeszcze odnotowałyśmy małe problemy techniczne z aparatem Lucy, któremu chyba na początku nie służyło czyste powietrze, ale na szczęście po kilku nerwowych wstrząsach i niecenzuralnych wyrażeniach Lucy skierowanych w jego stronę przestał się buntować. Ulżyło mi, bo Lucy nie rozstaje się z aparatem. O ile w mojej krwi płyną „górofinki”, to w przypadku Lucy z pewnością są to „fotokrwinki”.
Mamy cały dzień, więc spokojnym krokiem ruszamy w kierunku Przełęczy Bukowskiej. Cieszy nas dosłownie wszystko, jak na prawdziwe eksploratorki przystało. Dochodzimy do przełęczy i wiaty, odpoczywamy krótką chwilę i ruszamy dalej w stronę Halicza.
Obrazek


Obrazek

Wyjście na połoniny sprawia, że serce bije nam szybciej, nie tylko za sprawą pokonywanych metrów, ale również odsłaniających się widoków. Lucy, jak w transie, fotografuje każdy centymetr tego krajobrazu. A ten jest naprawdę warty wszystkich zachwytów. Mimo nasilającego się wiatru, dochodzimy przez Rozsypaniec do Halicza, z którego dobrze widać Bukowe Berdo, Szeroki Wierch z Tarnicą, Połoninę Caryńską, Rawki.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Buszujemy w trawach. Skręcamy w kierunku przełęczy Goprowskiej, a potem już tylko schody dzielą nas od Przełęczy pod Tarnicą. Tarnica przyciąga turystów jak magnes, więc nie spędzamy na niej zbyt dużo czasu.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przełęczy decydujemy, że zejdziemy krótszy wariantem do Wołosatego, zbaczamy więc na niebieski szlak. Okazuje się, że to była dobra decyzja. Szybki powrót do Ustrzyk busem i po chwili ulegamy małej słabości – niczym turyści nadmorskich miejscowości zajadamy się goframi i z jeszcze większym optymizmem czekamy na to, co przyniesie nam kolejny dzień.
Obrazek

c.d.n....
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 07 stycznia 2020, 12:35

Bieszczadzka przygoda trwa. Zamierzamy dotrzeć do Smereka, więc przed nami przejście dwóch połonin i zrobienie łącznie około 1 500 m przewyższenia. Ale plany mają to do siebie, że są tylko pewnym założeniem, które często podlega zmianom. Pierwsza część dnia upływa nam na przejściu Połoniny Caryńskiej. Pogoda nie jest już tak dobra, jak poprzedniego dnia, ale póki co nic nam na głowę nie kapie, dokucza tylko silny wiatr. Oczywiście fotkom nie ma końca, co potem przyczyni się do zmian w planie. O ile wejście na połoninę przychodzi nam z łatwością, o tyle strome zejście do Brzegów Górnych daje nam się we znaki.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plecaki też trochę ciążą, ale decydujemy, że idziemy dalej. Przed nami strome podejście na Połoninę Wetlińską. Po drodze spotykamy młodożeńców, którzy zaplanowali sesję ślubną przy Chatce Puchatka. Niestety czas działa na naszą niekorzyść, a zmęczenie daje znać o sobie. Pogoda też wydaje się odbierać nam siły, wiatr nie słabnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wchodzimy do chatki. Prosimy o wrzątek i wrzucamy w siebie cenne kalorie. Analizujemy sytuację i decydujemy, że skrócimy sobie dzisiejszą trasę schodząc z połoniny żółtym szlakiem do Przełęczy Wyżnej, licząc, że uda nam się złapać jakiś transport do Smereka. Schodzimy w towarzystwie zachodzącego słońca, widoki są niesamowite.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Często w takich sytuacjach przekonuję się, że zawsze coś na mnie czeka – tym razem też się udaje. Ucinamy krótką pogawędkę z miejscowym kierowcą busa, który w zasadzie na nikogo już nie czekał, a ja myślę, że właśnie czekał już tylko na nas. Zgadza się nas podrzucić do Smereka, dziwiąc się co robią dwie dziewczyny w Bieszczadach i dlaczego nie towarzyszy nam męska płeć. Te pytania będziemy słyszeć wielokrotnie, ale za każdym razem nie możemy odmówić sobie przyjemności w wymyślaniu ciekawych odpowiedzi, które śmieszą pewnie tylko nas. Docieramy do Smereka i nocujemy w nieciekawym domu wypoczynkowy o tej samej nazwie. Raczymy się jeszcze bieszczadzkim piwem i łapiemy kontakt z naszą pogodynką Kovikiem – następny dzień stoi pod znakiem deszczu.
Awatar użytkownika
zanzara
Turysta
Turysta
Posty: 90
Rejestracja: 15 grudnia 2012, 22:50

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: zanzara » 07 stycznia 2020, 17:01

Ach, te kolory! Piękne zdjęcia i przeżycia :)
Live and let live
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 08 stycznia 2020, 11:53

Poranek okazuje się mglisty i dżdżysty. Chciałyśmy ruszyć wcześniej, ale nie słyszymy budzika, widocznie tak miało być. Startujemy o 9 w kierunku Cisnej, gdzie mamy mieć nocleg w podobno klimatycznej bacówce. Podążamy leśną ścieżką w kierunku Fereczaty, mijając po drodze bojkowski cmentarz. Tylko tyle zostało po tych zaginionych rdzennych góralach Bieszczad.
Obrazek

Obrazek

Wchodzimy w las, a mgła nie odpuszcza. Ścieżka robi się coraz bardziej stroma, napotykamy też niepokojące ślady zwierząt … Czy nie wydaje Ci się, że mijamy coraz większe kupy? – pytam Lucy. Szybka wymiana spojrzeń i postanawiamy uzbroić się w niezbędny sprzęt… oczywiście nagłaśniający. Przyczepiamy klucze do plecaków i no cóż – nie pochwalam głośnego zachowania w lesie, ale trudno, sytuacja jest wyjątkowa – uruchamiamy nasze gardła i liczymy, że nasz niebiański śpiew skutecznie odstraszy te duże drapieżniki niestosownie określanych misiami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczęście nie pada. O ile tempo poprzedniego dnia było spokojne, o tyle w tym dniu pobijamy swoje życiowe rekordy. Tętno bije jak szalone, ale w życiu nie widziałam tylu dużych kup na swojej drodze. Adrenalina sprawia, że docieramy do Fereczaty przed planowym czasem, szczęśliwie spotykając pierwszych ludzi od 3 godzin marszu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed nami kolejny odcinek – dojście do Okrąglika. Patrząc rano na mapę, myślałam, że to będzie żmudny i nudny dzień – trasa przebiega głównie lasem. Jakże się myliłam – bardzo nam się to zróżnicowanie terenu podoba, a po drodze wchodzimy na kilka otwartych przestrzeni z widokami na oddalające się połoniny. Jeszcze tylko kilka polanek do pokonania. Na jednej z nich robimy sobie dłuższy popas z poznanymi chłopakami. Dobrze znają te tereny, a ich opowieści o naszej trasie nie robią na nich większego znaczenia – podobno niedźwiadki lubią tędy przechadzać – pozostaje nam odświeżyć repertuar z Męskiego Grania i z duszą na ramieniu pokonać ostatni odcinek trasy do Cisnej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zejście, jak to w Bieszczadach, jest strome i z wielką ulgą docieramy do słynnej Siekierezady. Rzucamy się w sobie ramiona – a żebyście i Wy poczuli nutkę dramatyzmu, przy bieszczadzkim piwie opowiadam Lucy, jak to na jednym z podejść widziałam coś dużego brązowego chowającego się w krzakach, a 5 minut później musiałyśmy przejść dokładnie obok tego miejsca… chyba nigdy już się nie dowiem, czy to był tylko żart mojego umysłu, czy jednak widziałam to, co widziałam. Po regionalnym posiłku pozostaje nam dostać się już tylko do bacówki Pod Honem, która słynie z niepowtarzalnego klimatu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Faktycznie, miejscówka jest bardzo fajna, a do tego położona na czerwonym szlaku. Siedząc przy piwku rozmyślamy o kolejnym dniu. Dzisiejsze zejście dało mi trochę popalić i odczuwam ból w lewej nodze. Lucy też ma swoje słabości, ale pocieszamy się, że może damy radę przejść jutro aż do Komańczy. Perspektywa ostatnich 30 km tylko lasem i w mało sprzyjających warunkach pogodowych sprawia, że obie przyznajemy – może jednak podjedziemy do Komańczy? Tylko czym? Przecież jesteśmy jakby to kulturalnie powiedzieć „na zadupiu”. Nie tracę jednak nadziei. Lucy idzie się kąpać, a ja rozkminiam co by tu zrobić. Zawsze zostaje opcja stopa, ale drogą, którą chcemy jechać podobno prawie nic nie jeździ. Nagle zrywam się, bo potrzeba wzywa. Udaję się więc do łazienki. Wiem, jak głupio to zabrzmi, ale to właśnie ten moment był decydujący. Mijam się na schodach z Łukaszem, a jak się potem okazuje przy piwie, naszym kierowcą czy jak kto woli „uberem” ochotnikiem, który zgodził się nieco nadrobić drogi do Zagórza, a jego przesympatyczna dziewczyna Ania także nie wyraża sprzeciwu. Lucy wraca, a ja z nieukrywaną satysfakcją oznajmiam, że jutro o 9 rano mamy podwózkę do Komańczy – cóż, ta chwila należała zdecydowanie do mnie… to był mój absolutny rekord w łapaniu stopa
Awatar użytkownika
Dziadek;)
Moderator
Moderator
Posty: 985
Rejestracja: 20 maja 2014, 15:14

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Dziadek;) » 09 stycznia 2020, 8:18

Piękne dziołchy w ładnym miejscu ;)
>Nec temere, nec timide. Bez zuchwałości, ale i bez lęku.<
>Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu.<
>Kobiety nie zmienisz-możesz zmienić kobietę ale to nic nie zmieni :)<
Awatar użytkownika
jedrek4
Turysta
Turysta
Posty: 109
Rejestracja: 26 września 2018, 19:27

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: jedrek4 » 09 stycznia 2020, 10:27

Te szlaki kojarzą mi się z tłumami ludzi a na Waszych fotkach tylko Wy....
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 09 stycznia 2020, 10:55

Okazuje się, że skorzystanie z podwózki było bardzo dobrą decyzją. Ból nogi niestety nie odpuszcza. Jedziemy ciekawą drogą przez Żubracze, Wolę Michową, Nowy Łupków i Radoszyce. Pogoda nieciekawa, ale liczymy, że deszcz nas oszczędzi. Po drodze mijamy wiele ciekawych cerkwi. Żałujemy, że nie możemy skorzystać z kolei wąskotorowej, podobno fajnej atrakcji. Żegnamy się z naszymi nowo poznanymi towarzyszami i postanawiamy dotrzeć najpierw do miejsca noclegowego – Leśniczówki. Mamy cały dzień, więc stwierdzamy, że trzeba się gdzieś ruszyć. Zwiedzamy, zbudowany w klimacie letniskowym, klasztor Sióstr Nazaretanek, greckokatolicką cerkiew, zbudowaną w 1988 roku, a także drugą cerkiew – tym razem prawosławną wybudowaną w 1802 roku, która spłonęła w pożarze w 2006 roku i została całkowicie odbudowana dwa lata później. Pogoda poprawia się, bo od czasu do czasu pojawia się nawet słońce. W drodze powrotnej mijamy ciekawe malunki na budynkach gospodarczych i mostach, zaglądamy też na stację kolejową. Ostatecznie spacer zaliczamy do bardzo udanych, jak i cały wyjazd, mimo licznych zwrotów akcji. Pozostaje nam już tylko powrót do Warszawy….

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No właśnie powrót okazał się być jednym filmem akcji z elementami komedii. Skoro świt, zgodnie z planem, wystartowałyśmy z Komańczy. Niestety w miejscu planowanej przesiadki nie zatrzymał się nasz PKS o znaczącej nazwie PKS Jarosław. Mamy na to swoją teorię ale i z takiej opresji trzeba było wyjść z twarzą. Podczas gdy Lucy próbowała łapać stopa, ja w swoim stylu zaczęłam wypytywać ludzi stojących sobie spokojnie na przystanku o potencjalne opcje wydostania się w kierunku Zagórza, a potem Rzeszowa. Każdy z oczekujących krzyczał, że tylko Tarzan nas uratuje. I rzeczywiście! Jeżeli ktoś nie jechał jeszcze Tarzanem, polecam – naprawdę warto! Z zawrotną prędkością dotarłyśmy do Zagórza, a dosłownie kilka minut później siedziałyśmy już w busie innego przewoźnika i jakże wielka była nasza radość, jak dotarłyśmy do Rzeszowa 30 minut przed odjazdem autokaru naszego kolejnego przewoźnika, którym miałyśmy już dotrzeć do samej Warszawy. W pięknym i spokojnym stylu zdążyłyśmy załatwić wszystkie przyjemności przed ostatnim odcinkiem podróży. Zwarte i gotowe wyczekiwałyśmy naszego autokaru, który z powodu wypadku pod Rzeszowem przyjechał, ale 2 godziny później… po 12 godzinach drogi dotarłyśmy w końcu szczęśliwie do domu. Może nie zrealizowaliśmy naszego planu w 100%, ale i tak było warto rzucić wszystko, choćby na te kilka dni.
Awatar użytkownika
Pudelek
Turysta
Turysta
Posty: 2806
Rejestracja: 23 czerwca 2008, 17:43

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Pudelek » 09 stycznia 2020, 16:47

Zgadza się nas podrzucić do Smereka, dziwiąc się co robią dwie dziewczyny w Bieszczadach i dlaczego nie towarzyszy nam męska płeć. Te pytania będziemy słyszeć wielokrotnie,
no bez jaj :) Bieszczady to przecież nie koniec świata, wielokrotnie widziałem tam samotne kobiety lub te bez facetów. Jacyś dziwni rozmówcy się Was czepiali :D

PS>ładna wycieczka :)
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś"
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 5937
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Dżola Ry » 10 stycznia 2020, 0:45

Piękna wycieczka i fajnie, wesoło opisana! Czytałam z przyjemnością, Basiu :)

A tak poza tym... jeżdżę w Bieszczady każdego roku - bez wyjątku! - od 1992 roku, ale niektórych odcinków z Waszej wycieczki jeszcze nie przeszłam. Mam je w planie od wielu lat, ale jakoś ciągle sie nie składa, niestety. Chodzi o te graniczne odcinki :)
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 10 stycznia 2020, 16:59

zanzara pisze:
07 stycznia 2020, 17:01
Ach, te kolory! Piękne zdjęcia i przeżycia :)
Bieszczady to zawsze dobry pomysł😊
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 10 stycznia 2020, 17:00

Dziadek;) pisze:
09 stycznia 2020, 8:18
Piękne dziołchy w ładnym miejscu ;)
No jacha😊
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 10 stycznia 2020, 17:01

jedrek4 pisze:
09 stycznia 2020, 10:27
Te szlaki kojarzą mi się z tłumami ludzi a na Waszych fotkach tylko Wy....
Tłoczno było tylko w okolicach Tarnicy
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 873
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: Barbórka » 10 stycznia 2020, 18:07

@Pudelek @Dżola Ry dziękuję za dobre słowo.

Jolu, serdecznie polecam szlak z 3 dnia,trzeba tylko uważać na "miśki"😊
laynn
Turysta
Turysta
Posty: 7
Rejestracja: 07 stycznia 2020, 9:52

Re: Rzućmy wszystko i pojedźmy w Bieszczady : 14.09-19.09.2019

Post autor: laynn » 11 stycznia 2020, 12:35

Fajnie poczytać o Bieszczadach. Wycieczka fajna! :)
ODPOWIEDZ