Suche jedzenie na szlak

W tym dziale rozmawiamy o sprzęcie górskim i wspinaczkowym. Omawiamy ich wady, zalety, parametry i atesty. Opisujemy wszelki przetestowany oraz testujemy nowy sprzęt. Warto tu zapytać o mapy, kosmetyki oraz sklepy i firmy ze sprzętem górskim. Możesz również poinformować o sprzedaży/kupnie szpeju jak i zapytać o możliwość jego wypożyczenia.

Moderatorzy: PiotrekP, Moderatorzy

piter872
Turysta
Turysta
Posty: 37
Rejestracja: 26 lutego 2018, 17:42

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: piter872 » 03 listopada 2020, 16:09

Dżola Ry pisze:
01 listopada 2020, 22:24
Ta, do której zamieściłeś link nie ma gwintu, jest nabijana na kartusz.
Nie wiem, czy te do nabijania nie są trudniej dostępne niż te z gwintem.

Poza tym, czy z takiego nabijanego kartusza można zdjąć palnik przed całkowitym zużyciem gazu? Dowiedz się, bo noszenie takiego zintegrowanego urządzenia (wziąwszy pod uwagę, że to gaz) nie wydaje mi się ani bezpieczne, ani wygodne.
Tak masz rację, nie wziąłem tego pod uwagę!
Dżola Ry pisze:
01 listopada 2020, 22:24
Powodzenia na GSS!
dziękuje, plan na przyszły rok, ale przygotowania sprzetowe już teraz :)

p.s jeszcze znalazłem taka poddaje do Waszej oceny tę ostatnią i już tyłka nie zawracam:)
https://allegro.pl/oferta/palnik-do-kar ... XBUfpZTWaU
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6231
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: Dżola Ry » 03 listopada 2020, 17:18

piter872 pisze:
03 listopada 2020, 16:09
p.s jeszcze znalazłem taka poddaje do Waszej oceny tę ostatnią :)
Ta wygląda atrakcyjnie. Szczególnie podoba mi się ten zapalnik piezoelektryczny. Dobre rozwiązanie. Ja co prawda odkąd zaczęłam używać krzesiwa, które mieści mi się w futerale od palnika też nie narzekam, ale uważam ten zapalnik za duży plus.

Jedyne czego się "czepię" to ta niezdecydowana moc :zoboc: :D :lol:
No bo albo
Bardzo wydajna, moc 1800 W
albo
Uzyskuje wysoką temperaturę oraz dużą wydajność - moc 3000W
albo
ja tych parametrów nie rozumiem ;)
piter872 pisze:
03 listopada 2020, 16:09
plan na przyszły rok, ale przygotowania sprzetowe już teraz
Wiadomo, samo planowanie i przygotowywanie już mają posmak przygody!
piter872 pisze:
03 listopada 2020, 16:09
i już tyłka nie zawracam
Z przyjemnością daję go sobie zawracać!
Bardzo mnie cieszy, że mogę się podzielić swoim doświadczeniem i zdecydowanie polecam się w takiej tematyce. Bo np. w sąsiednim temacie o zimowym sprzęcie przy moim znikomym doświadczeniu nie wypowiadam się :)
Awatar użytkownika
Moskit
Turysta
Turysta
Posty: 5
Rejestracja: 18 lutego 2021, 19:46

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: Moskit » 21 lutego 2021, 18:26

Czy macie doświadczenie z produktami Huel ? Jeżeli tak to jakie wrażenia?
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6231
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: Dżola Ry » 25 lutego 2021, 22:05

Moskit pisze:
21 lutego 2021, 18:26
Czy macie doświadczenie z produktami Huel ? Jeżeli tak to jakie wrażenia?
@Moskit, nie mam niestety, ale jestem tym również bardzo zainteresowana więc jakbyś miał jakieś informacje to podziel się nimi tutaj, proszę :)
I nie tylko jedzonko tej firmy, ale i innych.
Dla mnie najlepsze są liofilizaty Lyofood, ale chętnie poznam inne, tańsze zamienniki o niezłej jakości (o ile to możliwe ;) )
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3159
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: jck » 26 lutego 2021, 8:47

Huela nie jadłem, więc w tym temacie nie pomogę.
Doświadczeń z innymi markami trochę miałem i podchodzę do tego w ten sposób, że na dłuższy wyjazd (gdzie liofy jem codziennie przez 2-3 tygodnie) staram się mieszać posiłkami z różnych firm. Lyo jest dobre, ale mają specyficzny rodzaj przypraw, który po kilku dniach jest dla mnie po prostu niejadalny (zwłaszcza na większej wysokości). Z każdej marki znalazłem jeden - dwa posiłki które są smaczne i na takiej podstawie staram się budować menu wyjazdowe.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6231
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: Dżola Ry » 28 lutego 2021, 22:55

Podziel się @jck swoim doświadczeniem.
Wiem, że możemy wszyscy mieć inne smaki, ale warto wiedzieć, co spróbować.

Moje doświadczenie nie jest tak "długoterminowe", jak Twoje. Jeśli jem liofilizaty to nigdy dłużej niż tydzień i nie w jakichś szczególnie trudnych warunkach więc mam łatwiej.
Lubiłam danie z soczewicy z Decathlonu, ale przed chwilą sprawdzałam i nie mają już chyba w ofercie, a każdym razie nie znalazłam.
Sporadycznie jadłam coś innego i już nawet nie pamiętam, jakich firm.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3159
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: jck » 01 marca 2021, 11:03

To dość indywidualna kwestia więc takimi zestawieniami się ma co sugerować.
Przede wszystkim: lubię dania proste, a na większej wysokości, zwłaszcza przy słabszej aklimatyzacji, wszelkie udziwnienia stają mi kością w gardle.

Zatem Lyo:
Przede wszystkim bigos i farfalle ze szpinakiem i gorgonzolą. Zazwyczaj te dania zostawiam 'na ostatnie dni, gdy będę najwyżej i chęć jedzenia będzie najmniejsza. Z Lyo lubię jeszcze beef-strogonoff i schab w sosie koperkowym (aczkolwiek trzeba uważać, bo kawałki mięsa są dość duże i ciężko je dobrze uwodnić). Dodatkowo zupy: grzybowa i paprykowo-pomidorowa.
Kiedyś lubiłem też bolognese, ostatnio jednak coś mi już nie pasowało, wolę to z travellunch.
Nie lubię: kurczaka tikka-masala (bo jest zwyczajnie za ostry) i zupy: krem cebulowo-porowy oraz szpinakowo-brokułowy. W domu lubię takie smaki, na wyjazdach nie.
Reszta dań jest mi z grubsza obojętna. Owocki są dobre, ale nie za często, owsianek nie lubię w ogóle więc się nie wypowiem.
Odkrycie z ostatniego wyjazdu: krem kataloński - naprawdę smaczny.

Trek'n'eat:
Do trek'n'eat trudno mi podejść obiektywnie: parę lat temu mieliśmy tylko ich menu przez 3 tygodnie, a z racji, że i wyjazd nieudany to podwójnie negatywne doświadczenia :)
Ale z plusów: chili con carne - nie lubię za bardzo pikantnych dań, ale to jest ok. Dodatkowo smaczne było ragout makaron + grzyby leśne. Obleci też jajecznica. Na plus też desery, które u mnie często pełnią rolę śniadań: legumina ryżowa czy mus czekoladowy, są jednak dość drogie.
Od czasów tego wyjazdu nie mogę patrzeć na kurczaka curry (właśnie dzięki trek'n'eat'). Niezbyt dobrze wspominam też danie z ryżu po bałkańsku.
Aczkolwiek, tak jak pisałem na wstępie: moja ocena jest mocno nacechowana negatywnymi wspomnieniami.

Travellunch:
Przede wszystkim - zupa pomidorowa. Gładki krem, idealny na brak apetytu. Lubię też ich dania z makaronami: carbonarę, bolognese, w sosie śmietanowym.
Rozczarowujące ziemniaczki hot-pot z wołowiną i risotto z warzywami.
Małe odkrycie: paella krewetkowa.

Voyager:
Na Aconcagua testowałem parę dań od nich.
Ogólnie szału nie ma, ani w jedną, ani w drugą stronę. Taki średniak. Jako plus zapamiętałem: ryż z wołowiną i cebulą i łosoś z makaronem i warzywami.

Z pozostałymi markami moje doświadczenia są zbyt wąskie, by coś sensownego napisać.

Na koniec powtórzę: przy dłuższych wyjazdach naprawdę polecam wybierać dania od różnych producentów. Ulubione dania najlepiej na początek (by zaraz w pierwszym dniu się nie zrazić) i na kluczowe dni (atak szczytowy). To jednakże tylko moje przemyślenia, więc przede wszystkim kierujcie się swoimi smakami i preferencjami kulinarnymi.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6231
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Suche jedzenie na szlak

Post autor: Dżola Ry » 02 marca 2021, 15:22

Dzięki Jacku za tak wyczerpującą odpowiedź. Fajnie, że zostanie tu i będzie można łatwo odnaleźć, gdy będzie potrzeba.
To jest świetne na forach :)

Ja z Lyo lubię schab z pieprzem. Ale ja rzadko jadam fiofilizaty i nie uprawiam takich wyczynów jak Ty więc i te posiłki łatwo mi tolerować.
Mnie się w Lyo podoba to, że one są chyba najmniej "chemiczne" z pozostałych, ale mogę się mylić :)
ODPOWIEDZ