5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 817
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06

5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: sprocket73 » 06 września 2020, 19:14

Trafiła się sobota z ładną pogodą. Tym razem prognozy były dość bezpieczne. Postanowiłem wybrać się w Tatry Zachodnie i zrobić w nich jakieś emeryckie kółeczko. Zaparkowałem pod Spaleną. Dopiero zaczynało się robić jasno, dni są już dużo krótsze - godzina piąta, minut trzydzieści, pobudka była o 2:00.
Na początek trochę zejścia, do chaty Zverovka, byłem tam tuż przed wschodem słońca. Było dość ciepło jak na wrześniowy poranek. Całkowity brak wiatru. Zapowiadał się piękny dzień.

Obrazek

Wszedłem na zielony szlak na Grzesia. Tabliczka wskazywała 4 godziny. Kawał czasu. Słońca długo nie oglądałem. Na początek długie i konkretne podejścia na Przełęcz pod Osobitą, a tam wszedłem w słońce i zobaczyłem taki widok.

Obrazek

Minęło 15 lat od chwili, kiedy byłem tu ostatnio. Wtedy byłem w swojej życiowej formie i kończyłem akurat dzień, w którym w górach przeszedłem najwięcej. Osobita miała być taką kropką nad "i". Odpuściłem wtedy, nie dałem już rady. Może i by była siła, brak widoczności i zasieki zakazów mi nie przeszkadzały, ale pokonały mnie otarcia, otarcia na górnej wewnętrznej stronie ud, od mokrych majtek. Na zejściu z Grzesia bąble pękły i każdy ruch nogą był ogromnym cierpieniem... a miałem jeszcze 10 km do Zuberca. Obecnie zasieki zakazów są wręcz symboliczne w porównaniu z tym co było kiedyś, można ich nawet nie zauważyć.

Obrazek

Idziemy. Jest całkiem konkretna ścieżka.

Obrazek

Piękne widoki.

Obrazek

W tym te dalekie również, np. na Wielki Chocz.

Obrazek

Dwuwierzchołkowy Salatín (2048)

Obrazek

Schodzimy. Tobi nasłuchuje w stronę przełęczy. Za kilka minut wyjdzie na nią od dołu grupa Słowaków z psem biegającym luzem.

Obrazek

Ostatnie spojrzenie na Osobitą (1687). Piękna i bardzo ciekawa góra. Mimo małej wysokości jest mocno wybitna i rozpoznawalna z daleka. Do 1989 można było wyjść na nią legalnie szlakiem. Potem szlak zlikwidowano w imię ochrony przyrody. Patrząc na wielkość ścieżki jaką przebiega szlak na przełęcz, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Tu nigdy nie byłoby tłumów, jest za bardzo na uboczu. Obecnie ścieżka na szczyt jest niewiele mniejsza niż szlak, czyli i tak dość sporo osób wychodzi na górę.

Obrazek

Ruszamy dalej, grzbietem w kierunku Grzesia.

Obrazek

Jest na czym oko zawiesić.

Obrazek

Są już czerwone jagodziny, czyli były pierwsze przymrozki.

Obrazek

Doszliśmy na Grzesia. Całkiem ładne widoki.

Obrazek

Kominiarski Wierch i Giewont.

Obrazek

Ruszamy grzbietem w kierunku Wołowca. Oczywiście rozglądając się na boki. Słowacka strona.

Obrazek

A to nasza piękna Polska.

Obrazek

Podejście na Wołowiec. Niedawno wyremontowane w taki oto sposób. Trochę dużo ludzi chodzi i rozdeptują górę. Może takie tory z drewna pomogą.

Obrazek

Widok z Wołowca. Sporo tych gór tam widać: Trzy Kopy, Hruba Kopa, Banówka, Pachoł, Spalena, Salatyn, Brestowa... a jeszcze Rohacze, które są obcięte z lewej. Teoretycznie w maksymalnym wariancie trasy zaliczyłbym je wszystkie... jak ten "stary byk" z dowcipu.

Obrazek

Ostatnie spojrzenie na Polskę, na najbardziej schodzone przeze mnie Tatry Zachodnie.

Obrazek

Ruszamy dalej, schodzimy na Jamnicką Przełęcz.

Obrazek

Na Rohaczach spory ruch. Zakorkowane łańcuchy.

Obrazek

Cały czas spoglądam na Osobitą. Od zawsze miałem wrażenie, że ona śmieje się ze mnie, że wtedy te 15 lat temu mnie pokonała. Zawsze wyglądała mi na taką wielką, a teraz... jaka malutka w porównaniu z Babią w tle ;)

Obrazek

Rozpoczynamy bardziej techniczną część wycieczki. Tobi z radością prze do góry i patrzy na mnie mówiąc "haj, człowieku, szybciej!"

Obrazek

Na Koniu... po prostu przeszedł. Nie było czasu na fotki i powtarzania, dużo ludzi w kolejce.

Obrazek

Najtrudniejsze miejsce - zakorkowane. Tu przeszliśmy bez problemu na prawo od łańcuchów, tą ścianką co widać na wprost.

Obrazek

Fajne jesienne kolorki już się robią.

Obrazek

Trochę zabawy też było - wychodzenie na kamień nad przepaścią.

Obrazek

Rohacze za nami, schodzimy na Smutną Przełęcz.

Obrazek

Podejście na Trzy Kopy - widok wstecz na Rohacze.

Obrazek

Baraniec - w dole jeszcze zielony.

Obrazek

W obecnej chwili bardziej kręcą mnie jesienne kolory.

Obrazek

Kolejne łańcuchy. Tobi grzecznie czeka w kolejce.

Obrazek

Element, który ostatnio poprawił - schodzenie po bardzo stromym.

Obrazek

Trudny kominek, gdzie zatrzymaliśmy się dłużej. Zejście było problematyczne.

Obrazek

Widok z dołu. To już podczas któregoś z kolei ćwiczebnego przejścia.

Obrazek

Widać skupienie i koncentrację. Tu trzeba skoczyć i od razu podczas lądowania obrócić się o 180 stopni.

Obrazek

Inne ciekawe miejsce. Też zejście i też powtórzone parę razy, aż do osiągnięcia płynności i pewności w ruchach.

Obrazek

A te wszystkie straszne miejsca w pięknych okolicznościach przyrody na wyciszenie.

Obrazek

Trochę czasu na ćwiczenia zeszło. Szlaki opustoszały. W tym momencie miałem zamiar już kończyć. Brakło czasu na ostatni odcinek.
Została jeszcze tylko Banówka (2178) - najwyższy szczyt wycieczki.

Obrazek

Na Banówce byłem świadkiem ciekawej rozmowy. Trzech kolesi liczyło czasy i jeden stwierdził, że na Brestową jest 3:15, to jakby się sprężyć i nadrobić pół godzinki, to o 20:00 się będzie, a potem można zejść z czołówką. Ostatecznie zrezygnowali z pomysłu, ale ich rozumowanie miało sens. Przy okazji zrobili mi zdjęcie.

Obrazek

Stanąłem na Banikowskiej Przełęczy. Gdybym do niej zszedł, nie zobaczyłbym już słońca tego dnia, a i tak byłbym zmęczony, i tak byłbym bardzo późno w domu, jeszcze asfaltowanie na koniec po ciemku. Oceniłem że czuję się dobrze, nic mnie nie boli. Co prawda to nie był mój dzień i od samego rana byłem zmęczony na podejściach, ale to zmęczenie jakby nie narastało. Wiec poszedłem dalej w górę, na Pachoła.

Obrazek

Pod wieczór chmury nad Wysokimi się przerzedziły.

Obrazek

Kolorystyka coraz lepsza. Jednak widok podejścia na Salatyn mnie trochę zmartwił, nie pamiętałem, że jest takie konkretne.
Z lewej Siwy Wierch - pozdrawiam tych co dzisiaj tam byli ;)

Obrazek

Przede mną Spalena.

Obrazek

Na niej kolory najlepsze!

Obrazek

Tylko ten Salatyn, w cieniu - niepkojący

Obrazek

Czas na zdjęcia musiał być.

Obrazek

Obrazek

Pędzimy dalej. Choć prawdę mówiąc nie da się przyspieszyć, szlak trudny, ciągle po kamieniach góra dół, ścieżka niejednoznaczna. Jeszcze ostatnie łańcuchy.

Obrazek

To jest podobno trudne miejsce. Słyszałem to już z wielu źródeł. Jednak nie rozumiem dlaczego. Że obok jest przepaść? No ale przecież ona nie przyciąga.

Obrazek

Widok na Pachoł.

Obrazek

Salatyn coraz groźniej wygląda, a słońce już się chowa za jego grzbiet.

Obrazek

Wszedłem w cień, zrobiło się zimno, więc ubrałem polar, napiłem się, dałem pić Tobiemu, bo przez cały dzień nie znalazł wody i wypił całą swoją. Zwróciłem uwagę, że pojawiły się jakieś dziwne chmurki, na szczycie Pachoła.

Obrazek

I nagle pstryk - ktoś zgasił światło. W momencie zrobiło się ciemno. Słońce znikło, znikąd pojawia się gęsta mgła a do tego mocny wiatr. Ja pierdykam, w pierwszej chwili miałem wrażenie, że może tracę zmysły. Zachciało mi się romantycznego końca dnia w górach. W takich warunkach podchodziliśmy na Salatyn. A na jego szczycie nadeszła jasność i chwilowo przebijało się zachodzące słońce.

Obrazek

Jednak ogólnie było mroczno. Tłumaczyłem Tobiemu, że w górach takie rzeczy się zdarzają.
Momentami widoczność zaczęła wracać. Zobaczyłem Brestową. Na niej nadrobiłem 45 minut względem tabliczek, ale zobaczyłem, że do parkingu mam 2:15, czyli przy aucie o 22:00.

Obrazek

Do końca grzbietu doszedłem korzystając ze światła zmierzchu, a potem czołówka. Dogoniłem kolesia, który mnie rozpoznał z FB. Szliśmy większość zejścia razem rozmawiając o różnych rzeczach. Zejście strome i nieprzyjemne, ale w towarzystwie szybko zeszło. Przy aucie byłem 21:30.

Obrazek

Końcówka może trochę na siłę, ale cieszę się, że się nie wycofałem. Dzięki temu wycieczka była kompletna i dała mi spełnienie pod każdym względem. 16 godzin - konkret. Dystans zaledwie 30 km, ale w trudnym terenie. Różnica wzniesień, 3300 metrów. Wychodzi na to, że jeszcze daję radę, jak na starego byka przystało :)
Ostatnio zmieniony 10 września 2020, 20:11 przez sprocket73, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Kovik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1954
Rejestracja: 18 maja 2010, 22:59
Kontakt:

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: Kovik » 08 września 2020, 15:18

Takie tam krotkie spacerki
http://gorolotni.blogspot.com

Życie zaczyna się po trzydziestce
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 817
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: sprocket73 » 08 września 2020, 19:22

Kovik pisze:
08 września 2020, 15:18
Takie tam krotkie spacerki
... z pieskiem :)
Awatar użytkownika
ceper
Turysta
Turysta
Posty: 98
Rejestracja: 13 kwietnia 2020, 17:33

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: ceper » 09 września 2020, 9:51

Niedawno napisałeś, że od rana czułeś się mocno w wersji tatrzańskiej, chociaż kilka lat temu machnąłem ciut więcej.
Tym razem Twe odczucia były słabe - aż tak słaby nie jestem, chyba że by mnie dopingował Tobi. Szacun stary byku. ;)

P.S. Musisz pomyśleć o wentylacji newralgicznych miejsc ciała: noś rybaczki lub przedłuż suwak w spodniach.
Ewentualnie pomogą otwory wentylacyjne lub modne ostatnio przetarcia (dziury) powyżej kolan. Powodzenia.
Zanika na tym forum zwyczaj pochwał typu "piękne zdjęcia czy fajna wyprawa". Weź się w garść i pokaż moc. :spoko:
Enjoy your life - never look back. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 817
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: sprocket73 » 09 września 2020, 20:41

Ceper, z jednej strony brakuje mi Twoich głębokich komentarzy. Z drugiej ... jak już coś napiszesz... to nie wiem o czym Ty do mnie rozmawiasz... :D
Awatar użytkownika
ceper
Turysta
Turysta
Posty: 98
Rejestracja: 13 kwietnia 2020, 17:33

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: ceper » 10 września 2020, 0:05

Przepraszam kolegę sprocketa i innych forumowiczów, że był to zwykły komentarz bez fajerwerków. 2 tygodnie wspominałeś dwóch banitów tego forum w relacji z tatrzańskiej uczty viewtopic.php?f=6&t=13014&p=356407#p356407
Niezły kilometraż z podejściami, ale napisałeś w niej Czuję się dzisiaj wyjątkowo mocny. Ta relacja to 800m więcej przewyższeń i poza moimi możliwościami, ale napisałeś to nie był mój dzień i od samego rana byłem zmęczony. Strach się bać Twego fatalnego samopoczucia w Tatrach.
Pokonały mnie otarcia, otarcia na górnej wewnętrznej stronie ud, od mokrych majtek - w tej kwestii starałem się zaradzić... :hmmm:

Czytam relacje dość skrupulatnie i pamiętam niektóre szczegóły. Miałem okazje do pogawędek z Tobim, ale on wolał coś dla ciała niż dla ducha, więc nie porozmawialiśmy sobie. Staram się bardziej motywować Cię będąc na szlaku duchem niż Tobi realnie.
Fajna wyprawa i piękne zdjęcia - mój kandydat na relację września.

Wyjaśniłem czy bardziej zagmatwałem? To pytanie typu: lepsza setka czy dwie pięćdziesiątki? To jak z tymi harcerkami (inne forum, inna relacja).
Enjoy your life - never look back. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 817
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: sprocket73 » 10 września 2020, 8:03

Jakiego fatalnego samopoczucia? Nic takiego nie miałem na myśli. Po prostu miałem zwyczajny dzień, jeżeli chodzi o formę fizyczną. Czyli jak było podejście, to odczuwałem normalne zmęczenie. Podczas poprzedniego wypadu miałem tzw. "dzień konia", przynajmniej z rana. Szedłem pod górę, jak po płaskim. Fajne uczucie, jakbyś miał moc supermena... czujesz się jak "młody byczek" z dowcipu ;) Niestety przeważnie kończy się to stanem przeciwnym w drugiej połowie dnia i tak było ;)

Niby coś wyjaśniłeś... ale potem znowu zagmatwałeś... jakie harcerki?
Awatar użytkownika
ceper
Turysta
Turysta
Posty: 98
Rejestracja: 13 kwietnia 2020, 17:33

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: ceper » 10 września 2020, 16:01

Dzień konia - fajnie brzmi i też tak mam prawie codziennie, że przerzuciłbym z rana w ramach gimnastyki hołdę wůngla albo dwie. :paker: :tan:
Temat harcerek był poruszony na innym forum w Twej relacji - zapytałeś wtedy i co z nimi? Młodzieńcze - pytasz mnie, co z nimi robić na odludziu, gdy są w potrzebie? :hmmm:
Zostawić w spokoju i iść dalej - powiada jeszcze starszy byk. :D
Enjoy your life - never look back. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.
Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 817
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: sprocket73 » 10 września 2020, 20:12

ceper pisze:
10 września 2020, 16:01
powiada jeszcze starszy byk.
Takiego byka w dowcipie nie było. Widocznie już nie żyje.
Awatar użytkownika
Dziadek;)
Moderator
Moderator
Posty: 1089
Rejestracja: 20 maja 2014, 15:14

Re: 5.9.2020 - Kółeczko na zakończenie lata w Tatrach Zachodnich

Post autor: Dziadek;) » 10 września 2020, 20:30

Jak się cieszę na widok Twojej relacji :) nigdy tak sie nie cieszyłem na widok żadnej innej relacji na tym forum wtajemniczeni i świadkowie oraz sam autor wiedzą dlaczego :) uffff :)
>Nec temere, nec timide. Bez zuchwałości, ale i bez lęku.<
>Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu.<
>Kobiety nie zmienisz-możesz zmienić kobietę ale to nic nie zmieni :)<
ODPOWIEDZ