Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 06 sierpnia 2020, 23:38

Jedziemy nad jezioro Łubówko. Znajomi polecali, że jest fajne na kąpiel - super przejrzysta woda o seledynowym odcieniu. Ale nie w weekend.. Roi się od rowerzystów, psiarzy, biegaczy.. Jak w miejskim parku.. A jest tu rezerwat, wiszą zakazy kąpieli, więc zaraz by jakiś usłużny zakablował.

Obrazek

Na nocleg wypatrzyliśmy sobie na mapie pole namiotowe nad jeziorem Łubowo. Kombinowaliśmy, żeby było jak najdalej od miejscowości, zabudowań, zagubione gdzieś w lasach o nieprostym dojeździe - to może, mimo soboty, nas nie zadeptają. Ech.. jak to się można pomylić oceniając odległości. .. ;)

Jedziemy od strony Zagórza i… droga przestaje się nam zgadzać z mapą. Bo według naszego atlasu jedziemy drogą nr 164 z Drezdenka na Dobiegniew. Numerowana, trzycyfrowa, żółta droga! No a ona jest z kocich łbów i piachu! No fakt - jest dwupasmowa! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest przemiło, ale chyba zabłądziliśmy? Już po chwili okazuje się, że nie! Są drogowskazy! Jedziemy dobrze! Tak więc wygląda moja ulubiona trzycyfrowa droga!

Obrazek

Potem z niej pojawia się skręt na Łubowo i Drawiny. To już jest zupełnie droga leśna, ale jak widać udostępniona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No ale na którymś rozdrożu się gubimy naprawdę ;) I ostatecznie do pola namiotowego dojeżdżamy drogą, która na bank do tego nie służy ;) Np. próbujemy ominąć bagienko (busio ma zwyczaj bardzo grzęznąć) i ta omijanka kończy się solidnym obdrachaniem o sosnę prawego busiowego boku. Nie było innej opcji - alb bagno albo sosna ;) Tu już by nie trzeba ścierać przed ewentualnym lakierowaniem! Papier ścierny ekologiczny spisał się na medal! ;) Najgorzej, że ucierpiały też trochę moje nietoperze! Czy nie zaczną się teraz odklejać?

Pole namiotowe jest fajne i spokojne. Oprócz nas stoją chyba trzy przyczepy, z czego tylko jedna jest zamieszkała.

Obrazek

Jest też wychodek.

Obrazek

Siedzisz na tronie i patrzysz sobie jak sosny bujają się na wietrze!

Obrazek

Nie ma nic lepszego jak po pełnym wrażeń dniu zasiąść nad dymiącym kociołkiem pulpy.

Obrazek

Pulpa (jak ktoś nie wie) składa się ze wszystkiego co mamy pod ręką i nadaje się do zjedzenia. Najczęściej jest potrawą na bazie kaszy, ryżu lub makaronu. Dobrze jest widziany w niej również ser, czosnek, cebula, wszelakie sosy oraz kukurydze, fasole, groszki, cieciorki. Można dodawać grzyby lub wszelakie mięsiwa. Główny urok pulpy polega na tym, że cała ekipa je ją ze wspólnego gara - a najlepiej drewnianą łyżką. Najsmaczniejsza jest pulpa przyrządzona na ognisku, doprawiona węgielkiem i strzelającymi iskrami

O tym, że jest sobota zaczynają nam przypominają wieczorne dźwięki zza jeziora, które jest tutaj nadpodziw wąskie. Zaraz naprzeciw nas jest położona wioska Lubiewo.

Obrazek

A Lubiewo się bawi. A bawić trzeba się na tyle głośno, aby nikt wokół nie miał wątpliwości, że świetnie się bawimy - nawet gdy sami te wątpliwości mamy. Wtedy należy mocniej podkręcić muzykę, aby jakiekolwiek wątpliwości zagłuszyć. Łupie więc zza wody ta muzyka zupełnie obłędnie.. Nie wiem jak ludzie na drugim brzegu są w stanie to wytrzymać. Łupiewo - powinna się raczej ta wioska nazywać… Nad samym jeziorem ma się poczucie znajdowania się w centrum wydarzeń z drugiego brzegu - w tym przypadku dyskoteki. Ale na szczęście wystarczy odejść kawałek w las, aby natężenie hałasu było już w miarę akceptowalne. Ptaki też starają się jak mogą, aby to łupanie zagłuszyć.

Skądinąd ciekawe jest, że tak dużo mówi się obecnie o nie śmieceniu, o porządku, aby nie wypierdzielać butelki w krzaki, nie smrodzić palonymi oponami, aby wszystko było sterylnie czyste i posprzątane. Natomiast ciągłe i nieustające zaśmiecanie przestrzeni hałasem - jest już ok. Wszędzie, gdzie są ludzie, muszą wyć kosiarki, wiertarki, a w przerwach dudnić muzyka albo drzeć mordę jakiś nabuzowany radiowy spiker. Jakoś ludzie boją się ciszy… Z powiedzeniem “cisza aż strach” spotkałam się już wielokrotnie...

W nocy jak zwykle wstaje na kibelek. Zza jeziora dochodzą jakieś dziwne, niezarejestrowane wcześniej odgłosy. Ide na pomost. Nasz brzeg jest utopiony w ciemnościach, zresztą jak większość brzegów tego jeziora. Tylko Lubiewo świeci. Na przeciwległym brzegu na pomoście ma właśnie miejsce jakaś orgia, w której bierze udział 5 osób. Potem dochodzi też do sprzeczki i drobnej szarpaniny. Coś chodzi o jakiś pokój, który był droższy niż miał być. Potem niby dochodzą do porozumienia i chcą wracać do czynności poprzednich, ale plany krzyżuje pojawienie się na pomoście dwóch nowych osób. Nie wiem jaki jest cel ich przybycia, ale głównie wrzucają śmieci do jeziora. Ktoś wymiotuje do wody, a potem tam wskakuje i krzyczy, że go boli noga. Pozostali go wyciągają. Dziewczyny krzyczą na facetów używając bardzo niewybrednych i dosadnych określeń, po czym odchodzą w siną dal. Dwóch chłopaków biegnie za nimi, a za jakieś 5 minut słychać z lasu krzyki. Dwie osoby nadal zalegają na plaży. Albo trzy? Ciężko powiedzieć, bo nie jest tak dobrze widać jak słychać. Ot.. chyba zwyczajna weekendowa noc w kurorciku dobiega końca…

Bardzo zabawne jest to miejsce.. Po prostu raj podglądacza! Głos po wodzie niesie się w sposób niesamowity. Siedzisz schowany w mroku, anonimowy i niedostrzegalny - a poniekąd wręcz uczestniczysz w wydarzeniach zza wody! Najlepsze “reality show” o jakim miałam okazję słyszeć! :D Więc jakby co drobna przestroga! Plaża w Lubiewie nie jest najlepszym miejscem do zwierzania się z sekretów i przekazywania tajnych informacji! ;)

I znów jakiś zwirz roztargał nam worek ze śmieciami! Powiesiłam go wysoko na drzewie, ale widać nie pomogło.. Poranek więc zaczynamy od zbierania śmieci… Od teraz śmieci będziemy układać na dachu busia. Tam chyba się skubańce nie wdrapią?

Okrążamy jezioro, zaglądamy do Lubiewa, które tak bujnie żyło minionej nocy. Teraz osada jest jak wymarła.. Może wszyscy odsypiają nocne ekscesy?

Obrazek

O tam spaliśmy!

Obrazek

Roślinność nadwodna...

Obrazek

I ta podwodna...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy też na miejsce zwane “dzika plaża”, ale nie jest ona na tyle dzika, na ile potrzebujemy. Kąpiemy się więc w innym miejscu, w szuwarach. Bo kąpiel na waleta ma +100 do atrakcyjności!

Obrazek

W kąpielach mamy takie oto towarzystwo! :)

Obrazek

Obrazek

Wiadro pełne muszli? tzn. było ich kiedyś pełne - zanim wylazły na wolność ;)

Obrazek

Obrazek

W Przeborowie odwiedzamy opuszczony kościółek, z fajnymi starymi napisami w środku, stojący już tylko dzięki podpierającym go belom. Ale zapewne to też już nie długo potrwa….

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Przeborowa mamy plan jechania drogą nr 161 przez Kępę Zagajną do Sarbinowa. Drogowskazów nie ma.. Jedziemy więc trochę na azymut i lądujemy na jakieś piaszczystej leśnej drodze, gdzie nas zapewne zaraz wyhaczy leśniczy. Wracamy. Pytamy miejscowych. Oni twierdzą, że nie przejedziemy bo tej drogi nie ma. Wydłubujemy z dna plecaka toperzowy telefon. Elektroniczna mapa pokazuje, że jesteśmy na jakiejś leśnej ścieżce, a moja droga chyba rzeczywiście nie jest przewidziana do jechania - tu jej w ogóle nie zaznaczyli.. Dziwy jakieś… Jak się potem dowiadujemy po powrocie - droga ta została wyłączona z użytku, bo przechodzi przez teren prywatny - komuś przez podwórko.... I to była ta droga w bok, oznaczona zakazem wjazdu, z adnotacją “tylko dla mieszkańców”. Jak na trzycyfrową drogę to całkiem nieźle! Naprawde zabawnie to wygląda na mapie satelitarnej.

Obrazek

Wracamy więc na naszą ulubioną 164, gdzie spotykamy tylko jedno auto i około 30 dzików. W dwóch stadach. 6 dużych, a reszta warchlaki. Zdjęcia niestety kiepskie, bo było ciemnawo, a i ja jestem gapa i nie zdążyłam wyjąć aparatu, gdy skubańce były na drodze! Ale fotki są, coby nie było, że ściemniam!

Obrazek

Obrazek

W okolicach Podleśca spotykamy nietypowy pociąg - ponoć oczyszczarki tłucznia...

Obrazek

Obrazek

A! I jeszcze w Drezdenku wpadamy na dawną niemiecką fabrykę porcelany.

Obrazek

Obrazek

Po wojnie była tu papiernia. Zakład w stanie już totalnego rozkładu, ale zachowało się kilka ciekawych, tematycznych płaskorzeźb…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to ścienna ozdoba z czasów już nieco późniejszych...

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 18 sierpnia 2020, 16:52

Różnorakie opuszczone obiekty mieliśmy okazję spotykać na naszych trasach, ale miasteczko iście z kowbojskich filmów napatoczyło się po raz pierwszy. Niska drewniana zabudowa, zawierająca wszystko co trzeba - mieli saloon, hotel, bank, szeryfa, krawca, fryzjera, kowala. Przy bliższych oględzinach wyraźnie widać, że jest to zbudowane dosyć fajansiarsko, jakby z dykty? Całość przypomina raczej makietę. Może jakiś film tu kręcono i są to pozostałości dekoracji? Krążymy po miasteczku dosyć długo, napawając się innością tego miejsca. Fajnie tak napotkać coś co zaskoczy!

Kiedyś jako dziecko lubiłam oglądać bajkę zwaną "Wuzzle". I one, te Wuzzle, kiedyś w jednej ze swoich podróży (gdy szukały hotelu, a nigdzie nie było wolnych miejsc) trafiły do opuszczonego miasteczka, takiego westernowego, wśród stepów, ale całkowicie wyludnionego i popadłego w ruine - miasta duchów.. I ostatecznie tam zostały na noc, w ruinach hotelu. Jejku! Jak ja wtedy marzyłam, aby być jak one, jak te Wuzzle i tez przeżyć taką przygodę! Żeby napotkać taką osadę, gdzie wiatr targa wahadłowymi drzwiami saloonu, a porywane jego podmuchami papiery toczą się ulicą wraz z kłębami kurzu. Nigdy nie przypuszczałam, że dziecinne marzenia się spełniają - i trafię w takie miejsce... tylko przyjdzie mi na to czekać 30 lat! Wprawdzie tu nie ma stepu i wiatr nie wzbija tumanów pyłu (bo wszędzie rośnie wysoka trawa), ale nie bądźmy już aż tak wymagający! Cieszę więc gębę niepomiernie, że owa mała buba z dawnych lat doczekała się zostania Wuzzlem! Bo czy może być coś lepszego na świecie jak zrealizowanie wielkiego (choć nieco już zapomnianego) marzenia?

Większość budynków to już totalne wydmuszki.

Obrazek

Czasem zdarzają się jakieś resztki stołów czy szafek…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Waga…

Obrazek

Albo krzesła - ciśnięte gdzieś w nieładzie albo zarastające trawą...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre budynki zaczęły się już składać jak domki z kart…

Obrazek

Jest krawiec, galeria, sklepik...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A nawet hotel! W takim to bym chciała zanocować! :) Czy są jeszcze gdzieś takie hotele??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hotel obrastają krzaki dzikiego bzu, a niektóre stały się już nawet integralną częścią werandy.

Obrazek

We wnętrzach uchował się jeszcze kominek

Obrazek

oraz marne resztki baru i czegoś klawiszo- grającego.

Obrazek

Obrazek

Walają się resztki zabawek czy książek..

Obrazek

Obrazek

Jakby ktoś chciał wysłać maila do “miasta duchów” ;)

Obrazek

Początkowo zwiedzając to miejsce (nie znamy jeszcze wtedy jego historii) myślimy, że opuszczona jest tylko ta kowbojska makieta miasteczka. Domy w głębi terenu wydają się być używane, zamieszkane. Mają współczesne dachy, czysto pomalowane ściany. Wręcz często zerkamy w tamtą stronę - czy przypadkiem ktoś nie przyjdzie nas opierniczyć, że mu łazimy po ogrodzie. Albo czy nie przybiegnie pies nas użreć w tyłek. Jednak na którymś etapie zerkań w tamtą stronę pojawiają się coraz większe wątpliwości....

Bo… czekaj?? Takie zarośnięte? W Polsce? To zupełnie niezgodne z obecną modą, gdzie roślinność trzeba wydrzeć do ziemi lub ostatecznie wyciąć w kąty proste aby przypominała plastik.

Obrazek

Podchodzimy. Droga dojazdowa przywodzi na myśl porzucony ośrodek pionierów z Armenii.

Obrazek

Obrazek

Kurcze… To dalej też wszystko jest opuszczone!

Widać nasadzenia różnych ozdobnych roślin, które zdziczały, rozrosły się i osiągnęły rozmiary zazwyczaj niespotykane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogromcy kostki bauma! :D

Obrazek

Duży dom, jakby stylizowany na dworek. Chyba była w nim wypaśna restauracja. Z boku budynek z pokojami hotelowymi a z drugiej strony stajnie.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza "pałacyku"

Obrazek

Obrazek

Ozdobne szkice na ścianach owej knajpy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachowały się regulaminy, oświadczenia, menu, wizytówki..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Walają się też świadectwa pracy czy opinie zdrowotne o różnych osobach, wymienionych z imienia i nazwiska… Ot cała ta modna “ochrona danych”...

Znalezione kalendarze pokazują lata 2010-2014.

Obrazek

Niedawno… A teraz wszystko wyprute, nawet gąbka ze ścian. Ktoś kiedyś włożył w to miejsce kupę kasy.. I co? Porzucił ot tak? Wyjechał? Zastrzelili go? Nie miał spadkobierców? Komornik na tym łapy nie położył?

Kabak zaczyna rozgarniać wysokie trawy. Wśród splątanych łodyg siedzi plastikowa ciężarówka. Z dawnego sklepiku z zabawkami, który tu był? Albo ktoś później wywalił? Samochodzik był kiedyś czerwony, ale chyba wypłowiał od słońca. Pewnie długo tu stał bo dosyć ciężko oderwać go od podłoża. Kabak się cieszy, że wreszcie samotne, porzucone autko będzie miało dziecko - przyjaciela! Jak w filmie o ożywionych zabawkach!

Obrazek

Po powrocie bez problemu znajdujemy informacje o tym miejscu. Było bardzo znane w regionie i przez ileś lat swojego funkcjonowania stanowiło główną atrakcję turystyczną okolicy. Mieścił się tu Ośrodek Rekreacji i Turystyki Jeździeckiej. Był hotel, restauracja, mini zoo, organizowane były koncerty i obozy dla dzieci. W 2014 ośrodek zbankrutował. Działał tylko 12 lat. Ponoć pożarły go długi…

O! Wisi jeszcze w internecie reklama tego miejsca - https://www.ziemialubuska.pl/153,68,,.html albo http://www.lubtur.pl/baza-uslug/obiekt/ ... sinie.html

Ktoś więc może znajdzie, pojedzie... i się zdziwi ;)

Choć główna strona obiektu http://konie-kosin.pl/ reklamuje już... leki na grzybicę paznokci ;)

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 20 sierpnia 2020, 17:51

Pierwszy bunkier Wału Pomorskiego, jaki namierzamy na naszej wycieczce, siedzi w lasach między Lubiewem a Drawinami. Cienistość i wilgotność takich miejsc zazwyczaj sprzyja paprociom - przy betonowych szkieletach zawsze rośnie ich najwięcej!

Obrazek

Obrazek

Na ścianach i sufitach są super nacieki! Jak stalaktyty w jaskini. Tu w ich tworzeniu bardzo pomagają wystające pręty!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Takie bunkry właśnie lubię najbardziej, gdzie przyroda zaczyna je już pożerać. Gdy opuszczone miejsce, stworzone niegdyś ręką człowieka, zmienia się we fragment lasu, skały, pagórka czy kamienia. I ten złapany moment pośredni - już nie fragment cywilizacji, a jeszcze nie sama natura.

Obrazek

Drugi, chyba jeszcze ciekawszy bunkierek trafiamy niedaleko leśniczówki w Czarnolesie. Obiekt był niegdyś dwupoziomowy (a może i 3??) i zapewne został wysadzony, co mocno zaburzyło odbieranie i liczenie pięter, jak również postrzeganie pionów i poziomów ;) Wszystko tu jest krzywe, nieregularne, przechylone, wygięte, jakby zawieszone i zaraz miało spaść. Podłoga jest dosyć fragmentaryczna i kończy się w miejscach zdecydowanie niespodziewanych. Solidność wystającego na wszystkie strony metalu sugeruje jednak, że co miało zlecieć - zleciało już dawno, a obecny stan można uznać za nawet całkiem stabilny!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez chwilę się czuję, jakbym znalazła się w Lipawie, w podobnie ukośnych, poszarpanych i rozłupanych bunkrach zdobiących całe wybrzeże Karosty. Ech… w mojej ukochanej Lipawie, w której właśnie jakoś teraz byśmy byli, gdyby nie zabawy polityków, uzurpujących sobie rząd dusz… :( No cóż… Dzikich nadmorskich plaż tu nie znajdziemy, ale z dużym prawdopodobieństwem sukcesu ruszamy na poszukiwanie biwaku gdzieś nad brzegiem jezior czy rzek…

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 23 września 2020, 18:47

Raczej nie gustuję w parkach narodowych (bo nie lubię zakazów, którymi one bywają najeżone jeszcze bardziej niż pozostałe tereny naszego kraju) - to Drawieński PN jest moim ulubionym. Jest chyba jedynym, który oferuje tyle legalnych miejsc biwakowych i to zaaranżowanych w klimatyczny i dogodny sposób. Wzdłuż całej Drawy jest chyba kilkanaście miejscówek przypominających nieco estońskie RMK - wiaty, miejsca ogniskowe, kibelki, możliwość dojazdu. Głównie są one przygotowane z myślą o kajakarzach, ale każdy inny strudzony wędrowiec również może się tu zatrzymać (w sezonie za symboliczną opłatą).

Pierwsze biwakowisko namierzamy koło leśniczówki w Czarnolesie. Duża, porządna, okrągła wiata z paleniskiem pośrodku.

Obrazek

Obrazek

Ale nie zostajemy tu. Jakoś miejsce nie do końca przypada nam do gustu. Zbyt blisko zabudowań, obok zaraz stoją jakieś traktory, jakby rozłożyć się komuś w ogrodzie. Jedziemy dalej. Tutaj możemy sobie pozwolić na wybrzydzanie - bo jest w czym wybierać! :)

Kolejne biwakowisko zwie się Kamienna. Tak wypaśnego wiatowiska to ja jeszcze nie widziałam - istne miasteczko wiatowe!

Obrazek

Mają tu nawet piaskownicę, co bardzo przypada do gustu części ekipy.

Obrazek

Jest więc dogodne miejsce do zabawy “nową” ciężarówką. Tzn. tą zdobyczną. “Mamo, czy ty też tak masz, że znalezione cieszy cię bardziej niż kupione?” I cóż ja mam powiedzieć? Muszę prawdę ;) Zresztą nasza domowa szafka, pełna wszelakich skorup, korzeni i innych fantów mówi sama za siebie ;)

Obrazek

Jest tu nawet specjalna ławeczka w rozmiarze kabaczym.

Obrazek

Niektóre “fragmenty wyposażenia” mają funkcje dla nas nieznane. Albo tylko ozdobne? Np. po kiego diabła ktoś powbijał te pale o kilka metrów od siebie?

Obrazek

Dzisiaj będzie jajecznica! :)

Obrazek

Krąg ogniskowy mają tu naprawde solidny! Zmieści się ognisko o takich rozmiarach, że można dawać znaki dymne do kontaktu z kosmosem!

Obrazek

Obrazek

Wieczorem, już po zmroku, mamy dziwne spotkanie. Na biwakowisko wjeżdżają dwa kampery. Wjeżdżają może jest zbyt dużo powiedziane - zatrzymują się na drodze dojazdowej. Stoją jakieś 5 minut świecąc nam w oczy reflektorami. Potem z jednego z nich wysiada koleś i do nas podchodzi: “Przepraszam bardzo, czy tutaj jest bezpiecznie?” Pytanie to całkowicie wybiło nas z tropu - "Tak, a czemu pan pyta?” - “No dzikie zwierzęta, tubylcy. Nie ma tu np. huraganów?”. Oczy robią się nam coraz bardziej okrągłe ze zdumienia. “Huragan” - jako wiatr? Czy jako ksywa jakiegoś szczególnie groźnego lokalsa? Wychodzi drugi koleś. Omiata okolice wzrokiem. “Chyba tutaj znów musimy spać za kierownicą, nie ma wyjścia, na wszelki wypadek”. Coś plasnęło w Drawę. Bóbr? Wydra? Duża ryba? Nie wiem. No plum, po prostu, jak to nad rzeką. Stojący bliżej mnie koleś podskoczył. “Co to było??” - i wwierca we mnie oczy. Mówię, ze nie wiem. No bo skąd mam wiedzieć? “Jak to nie wiesz?!?!! Śpisz tu i nie wiesz???!!” - koleś staje się nieco agresywny, tak jakbym ja była odpowiedzialna za faunę naddrawienskich lasów. Na końcu języka mam, że zaczęłam widzieć jedno niebezpieczeństwo, które stoi metr ode mnie i zaczyna właśnie krzyczeć bez powodu i machać rekami. Pomiotawszy się nieco między wiatą a ogniskiem, kolesie odchodzą. Słyszę jeszcze, że jeden do drugiego mówi półszeptem “ona coś ściemnia…”. Wsiadają do aut. Stoją jeszcze z 10 minut świecąc reflektorami nam prosto w oczy. Musimy odejść od ogniska bo się człowiek czuje jak naprzesłuchaniu… Chwile potem kampery odjeżdżają. Nie wracają już. Zostajemy sami na pustym, ciemnym i niebezpiecznym biwakowisku nad Drawą. A przepraszam. Nie sami. To coś plasnęło w wodę jeszcze ze trzy razy! :)

Z Głuska suniemy sobie płytówką. Płytówka zawsze prowadzi w ciekawe miejsca!

Obrazek

Ta np. doprowadza nas do mostu zwanego niskowodnym. Most jest nieco nadgryziony zębem czasu i jak wszystko w Polsce co jest ciekawe i nie wali na kilometr świeżą farbą - został uznany za niebezpieczny i siedzi w siatce. Ale w siatce jest dziura! :) Taaaa.. W Gruzji to by na nim stał znak 10 ton! :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy też na kolejne pole namiotowe zwane Pstrąg, chyba najbardziej zagubione w przepaścistych, tutejszych lasach.

Obrazek

Obrazek

Miłe rozlewiska Drawy. Aż by się chciało rzeczywiście siąść na jakieś pływadło i ruszyć z prądem w dal!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A w Drawniku pole biwakowe oferuje prawdziwą chatę! Nieco przewiewną, ale z kominkiem i innymi paleniskami, podestami do spania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak przy tym wychodzą np. takie Bieszczady czy Beskid Niski, gdzie pobudowali wiaty, ale raz że dupiane, a dwa że nie wolno w nich przebywać po zmroku “bo park narodowy”. Przyjechali by lepiej nad Drawę się czegoś o parkach nauczyć!!!

Nad jednym z dopływów Drawy, zwanym chyba Płociczna, między dwoma jeziorami Ostrowite i Pasieczno, mam na mapie znaczone miejsce, jakby mały przysiółek, zwany Pustelnia. Gdzieś kiedyś wyczytałam (albo może ktoś mi opowiadał?), że tam są ruiny elektrowni wodnej. Z miejscowości Załom długo się tam jedzie leśnymi drogami, które o dziwo są udostępnione do ruchu. Ruin żadnych nie znajdujemy, a przynajmniej na tyle solidnych, żeby ich fundamenty wyłaniały się z czerwcowych zarośli, ziół i bujnych traw. Nic nie ma. No trudno. Ale przynajmniej pojeździliśmy sobe wyboistymi drogami, co w Polsce, krainie asfaltów i zakazów, wcale takie łatwe do osiągnięcia nie jest…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzeka w Pustelni. Nie wiem czy to wyszło na zdjęciu, ale w wodzie leżą kłody drewna, a na nich porasta mech, spore kępy trawy, kwiatów, a nawet niewielkie krzaczki. Takie podłużne wysepki. Ciekawie to wygląda! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już po powrocie sprawdziłam dokładniej. Były ruiny elektrowni w Pustelni. Nie jakieś bardzo okazałe, ale były… Szkoda, że je przegapiliśmy, szukając chyba w złym miejscu :( Zdjęcie z googlemaps (www.facebook.com/28cali). Może więc będzie powód aby tu wrócić?

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 28 września 2020, 20:31

Dziś kolejne spotkanie z leśnym betonem Wału Pomorskiego :) Niektóre nawet dosyć przypadkowe! Koło Starego Osieczna trafiamy na stary cmentarz i ruiny kaplicy.

Obrazek

Obrazek

Miejsce ma pewien przedziwny akcent! W dawny mur cmentarny jest wkomponowany niewielki bunkier z żelazną kopułą. Ciekawe czy miał pilnować nieboszczyków czy takie miejsce było sposobem jego ukrycia?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzisiaj jest głównie siedliskiem owadów. Krążą w nim i w jego pobliżu całe roje komarów, meszek, much i szlag wie czego jeszcze. Kabak nie chce wejść do środka: “Tam pewnie coś zdechło i dlatego jest tyle much! Ja tam nie idę - jeszcze w coś wdepnę, wniosę do busia i będzie nam śmierdzieć cały wyjazd! Wydaje mi się, że tu blisko leży coś nieżywego!” Hmmm… skądinąd całkiem dobre odczucie… W końcu jesteśmy na cmentarzu, więc “tego czegoś nieżywego” może być w okolicy całkiem sporo…

Z jednego z betonowych bloków sterczy taka poszarpana, stalowa szyna. Nie wiem czy kiedyś był o to omotany drut kolczasty? Albo jakie inne mogło to mieć zastosowanie?

Obrazek

Obrazek

Drugi bunkier namierzamy niedaleko, po drugiej stronie szosy. Mijamy mały przysiółek przy szutrowej drodze.

Obrazek

Obrazek

Bunkier siedzi na wygrzanej górce pachnącej sosnową żywicą. Tu jakoś nie ma kłębów much. Tu sa motyle! Chronią się w cieniu przed słońcem. Zawsze przyjemniejsze towarzystwo podczas eksploracji betonowych głębin!

Na widok ściany betonu kabak zakrzykuje: “To zupełnie wygląda jak w czeskich Skalnych Miastach”. Zatkało mnie.. “Ale ty przecież nigdy jeszcze tam nie byłaś???”. “Ale u nas w przedpokoju wisi zdjęcie i patrzę na nie częściej niż na wiele miejsc gdzie byłam!”

Obrazek

Obrazek

Złazimy w skalne otwory ukryte wśród splątanych zarośli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niejeden złomiarz zapewne zaczyna się oblizywać na taki widok ;)

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze z cytatów kabaczych: “Mądrze, że zrobili tu to okienko. Ludzie mają gdzie sobie postawić piwo!”

Obrazek

Obrazek

Zachowały się napisy, acz niewiele.

Obrazek

Przy bunkrze znaleźliśmy też śliczne nakrapiane piórka! :D

Obrazek

Odwiedzamy jeszcze lokalny sklepik. Tak się kończy jak nie ma nawet kawałka siatki ;)

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 29 września 2020, 17:53

Kolejny nocleg wypada nam nad jeziorkiem koło Dzwonowa. Miejsce biwakowe jest położone bardzo blisko wsi, praktycznie na jej obrzeżach, kilkadziesiąt metrów od ostatniej chałupy. Obawiamy się więc, że ono w ogóle na nocleg sie nie nada. A tu jednak zaskoczenie - miejsce jest ciche, miłe, puste i wręcz daje poczucie przebywania gdzieś w głuchych lasach!

Jeziorko większość brzegów ma zarośniętę sitowiem, trafi się też czasem jakieś malowniczo powalone drzewo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też mini plaża, więc w celu kąpieli nie trzeba się przedzierać przez chaszcze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pobliskim lasku trafiam też na improwizowany wychodek, wykonany prostym sposobem, ale bardzo sensownie i funkcjonalnie.

Obrazek

Wieczór mija nam jak zwykle na podwędzaniu się w dymie ogniska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano znad tafli wody podnoszą się malownicze mgły...

Obrazek

Obrazek

Podczas naszego przebywania nad owym jeziorkiem - nie przewinął się żaden człowiek. Ni wędkarz ni grzybiarz... Za to biwakowisko nawiedziło chyba z 6 psów. Przychodziły kolejno, pojedynczo i zachowywały się dosyć nietypowo. Nie ujadały, nie żebrały o jedzenie, nie próbowały nas obwąchiwać. Robiły jakby obchód terenu. Na początku obiegały wiatę (często obsikując jej jeden ulubiony filar), potem biegły truchcikiem brzegiem jeziora mocząc łapki, po czym podchodziły do nas, do ogniska. Ale trzymały dystans, siadały jakies 3-4 metry od nas i dłuższą chwilę patrzyły nam w oczy. Potem nagle się zrywały, wykonując czasem drobne szczeknięcie (a czasem nie) i lekkim jakby slalomem pomiędzy niewidzialnymi przeszkodami oddalały się w stronę wsi. Psy były raczej zadbane, odpasione, ale biegały luzem i samotnie.

Obrazek

Kabak ma na ta sytuacje gotowe wytłumaczenie: “A może wszyscy ludzie z tej wsi zamienili się w psy? I przychodzą aby nam coś powiedzieć, tylko my ich nie rozumiemy?” I cóż można powiedzieć? Że owo podejrzenie zdementowane nie zostało ;) Rano odjechaliśmy w siną dal, nie sprawdzając stanu gatunkowego przebywających w wiosce postaci! ;)


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 01 października 2020, 19:29

Wał Pomorski ma jedną wadę - człowiek się za szybko do niego przyzwyczaja! Wchodzi w krew i wsiąka w ciebie poczucie, że to normalne, że idziesz lasem, a co chwilę wyłania się zza zarośli jakiś “urozmaicacz” czasoprzestrzeni. Że las zawiera nie tylko drzewa, ale też sporo porzuconego i zapomnianego betonu. Że w czasie deszczu nie pozostają ci tylko kapiące gałęzie ale solidny dach nad głową jest gwarantowany prawie za każdym zakrętem. A potem jedziesz w inny, klasyczny las - i ci tego cholernie brakuje. Bo troche nudno, bo tylko drzewa i drzewa.. Bo już mimowolnie wyszukujesz kątem oka pagórków, załamań terenu, usypisk kamieni czy ziejących czernią dziur..Bo magia zapachu wygrzanej żywicznej sosny jakoś się potęguje, gdy pomieszać ją z chłodnym aromatem starego, mokrego cementu..

I dzisiaj będzie o jednym z TYCH lasów. Tych, gdzie chyba na 10 drzew przypada jeden bunkier ;) Ma to akurat miejsce koło Prusinowa Wałeckiego, ale pewnie mogłoby być w każdym innym tutejszym zakątku.

Obrazek

Obrazek

Dojście do pierwszego bunkra jest nieco utrudnione przez powalony las. Wiatrołom? Czy ścinka? Ciężko oszacować. Chyba jedno i drugie. Ale tak targających za ubrania gałęzi to jeszcze nie widziałam! Po 5 minutach chowam kapelusz. Nie ma opcji w nim iść. Za chwilę jednak wyjmuje, bo w przeciwnym wypadku chce mi zerwać skalp ;)

Do takiej studni można sobie wleźć. Niektórym dwa razy powtarzać nie trzeba.

Obrazek

Kolejny bunkierek. Malowniczo wysadzony, z dwuspadowym dachem i ogniskowym miejscem widać nie raz używanym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ledwo co wyleźliśmy z poprzedniego - znów nurkujemy w chłodny oddech piwnicznych pomieszczeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce okazuje się być bardzo dogodne na hamak, z czego nie omieszkamy skorzystać! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście zupełnie jak do jaskini!

Obrazek

Obrazek

Wygrzane, pachnące lasy pełne niespodzianek!

Obrazek

Obrazek

A tu się napatoczył taki nieduży, jednopomieszczeniowy ale zawsze do kolekcji!

Obrazek

Obrazek

W ściany niektórych bunkrów wbudowane są komponenty drewniane. Mur i wśród niego nagle bęc! Decha!

Obrazek

Obrazek

Czy może być coś lepszego? Świat na granicy światła i mroku. Pomiędzy pokruszonym betonem a falującymi na wietrze paprociami.

Obrazek

A na jednym ze wzgórz są dwa bunkierki koło siebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rdzawe sufity.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo napisów się zachowało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na koniec dnia jeszcze taki obiekt. Już kawałek dalej, bo koło Starowic, nad Piławą. Jakiś taki mało porośnięty, jakby pozamiatany i zmalowany sprejem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nocujemy koło niego - nad rzeką, gdzie jest chyba miejsce spławiania kajaków.

Obrazek

Miejscowi coś chyba nie przepadają za kajakarzami, ciekawe dlaczego?

Obrazek

Drzewo nieco inne od pozostałych..

Obrazek

Do snu grają nam wojskowe samoloty z nadarzyckiego poligonu. Nie wiem jak to jest... Czy to jest przypadek czy przeznaczenie, ale my non stop lądujemy gdzieś na skraju poligonu... Albo tych poligonów jest tak dużo, albo nas coś ciagnie w ich pobliże?

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 05 października 2020, 20:58

Jest sobie miejscowość Jastrowie. I koło niej płynie rzeka Gwda. Nad rzeką wisi most kolejowy. Faktycznie dosłownie wisi, bo został wysadzony pod koniec wojny. Most jest jedną z niewielu pozostałości dawnej linii kolejowej Jastrowie - Złotów, która została rozebrana.

Most jest krzywy, pordzewiały i malowniczo wygięty. Historia, patyna lat i przyroda odcisnęły na nim swoje piętno. To co buby lubią najbardziej! Będąc w okolicy nie omieszkam go więc odwiedzić. Nie wiem czemu, ale w moich wyobrażeniach jest to miejsce puste, gdzie psy d.. szczekają, o ile w ogóle jakikolwiek pies miałby tam powód się zaplątać. Że sporadycznie spotkać tam można jedynie sympatyków miejsc opuszczonych, lokalnych miłośników trunków rozgrzewających, bądź ostatecznie jakiegoś śliniącego się złomiarza, ze smutkiem szacującego nośność swojego wózeczka ;) Jakież więc jest moje zaskoczenie!!!

Przy wejściu na most (czy raczej w miejscu gdzie jest na niego widok), kłębi się całkiem pokaźny tłumek ludzi. Jest kolejka do zdjęć! Grupki stoją i narzekają, że most jest krzywy i niewyremontowany. Walą selfi na jego tle, wydymając usta lub odwrotnie - ściągając je w niby - buziaka, pokazując gestami ok, zwycięstwo, szatana, telefon i szlag wie co jeszcze. I dalej nawijają - że skandal, że to tak wygląda, że mogliby coś z tym zrobić np. wyburzyć. Że jakby zainwestować i pomalować to to miejsce mogłoby być piękne, a tak tylko przygnębia! Ale stoją i walą te swoje selfiaki dalej. No żesz ich! Nie dopcham się do jutra! Nie wytrzymuję i z czystej ciekawości pytam czemu tak zapamiętale fotografują miejsce, które im się nie podoba? Czy potem będzie im miło patrzeć na zylion brzydkich i przygnębiających zdjęć? Zwłaszcza, że zaraz obok, w zasięgu wzroku jest drugi most - prosty, czysty, odremontowany. Ten, którym Gwdę przekracza droga nr 189. Bo tutaj jest takie wyjątkowe miejsce, że są obok siebie dwa mosty pt: ”dla każdego coś miłego”. Dla tych, którzy lubią stare i krzywe (ja), i dla tych, którzy lubią nowe i proste (oni?). Więc czemu na swoje sesje wybrali ten most, który nie jest zgodny z ich poczuciem estetyki? Robią zdziwione oczy. Dwóch gości robi zdjęcie drogowego mostu. Jedna z dziewczyn zauważa: “Ale u nas w mieście też jest taki sam most! Więc po co żeśmy aż tu jechali?”...

Cóż… Nieraz nie rozumiem ludzi i mechanizmów, które nimi kierują…

Ostatecznie nie wchodzę na most… Robię tylko kilka zdjęć.. Właśnie zaczęło solidnie lać. U wlotu na żelazny most zrobiło się pusto - jak w moich wyobrażeniach...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 06 października 2020, 17:52

Z Wałcza wędrujemy sosnowymi lasami. Mijamy wiadukt. Może jakiejś dawnej kolejki? Po torowisku jednak nie pozostały żadne ślady. I górą i dołem idzie normalna, leśna droga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej las ulega drastycznej zmianie. Staje się bardziej wilgotny, ponury, raz po raz coś chlupie pod butami. Drzewa są powykręcane, a gałęzie przybierają drapieżne formy. Omszałe konary bujają się na wietrze, który jakoś teraz się zerwał. Przy ziemi go nie czuć, ale solidnie wyje w koronach i potrząsa co wyższymi gałęziami. “Ten las jest ożywiony - lubię takie lasy, nie są nudne” - zauważa kabaczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ledwo widoczna ścieżka skręca w bok, pomiędzy wysokie trawy i malownicze łubiny. To chyba tu… Mlaskanie pod stopami się nasila. Gdzieś tam, w splątanym chaszczu, czai się cel naszej dzisiejszej wycieczki - “Grupa Warowna Marianowo”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście wita nas paszczą, najeżoną porwanymi blachami i prętami.

Obrazek

Obrazek

Budowla ta nigdy nie została dokończona. Za to ją wysadzili - i ten fakt zdaje się głownie decydować o jej klimatycznym wyglądzie. Obiekt jest duży i rosochaty. Powygryzane ściany, zawalone wszelakiej wielkości kamulcami podłogi, rdza sufitów, wystające zbrojenia ścian - i oczywiście iście jaskiniowe nacieki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Coraz to nowe drzwi i okienka patrzą na nas zapraszająco, zachęcając do odwiedzenia kolejnych poziomów zagubionego w lasach obiektu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wewnątrz bunkra uderza maksymalna cisza. Słychać tylko nasze oddechy, kroki czy niekoniecznie cenzuralne okrzyki, gdy np. przydzwoni się głową w sufit. Gdy przystanąć i zawisnąć w bezruchu - nie słychać totalnie nic. Woda nie kapie, ptaki nie śpiewają. Betonowe ściany głuszą nawet szum drzew. Przecież był wiatr! Czyżby tak nagle ustał? Lubię takie momenty, gdy w uszach dzwoni tylko cisza. To rzadki stan i trudny do odnalezienia w dzisiejszym świecie. Czasem to się zdarza w pustych kościołach albo zimowym lesie. Powietrze przesycone taką maksymalną, ogłuszającą ciszą jest jakby gęstsze i ma specyficzny zapach.

Akuku!

Obrazek

To wygląda ja jakąś dawną strzelnice.

Obrazek

Niektóre korytarze oferują tor przeszkód. Taki do przebycia…

Obrazek

Albo i nie… ;)

Obrazek

Zachowało się sporo starych napisów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I okienek o nieznanym mi przeznaczeniu.

Obrazek

Po trzecim rozgałęzieniu już nie bardzo wiemy, gdzie jesteśmy. To też ma swój urok. Idziesz - i nie wiesz gdzie wyjdziesz. Wychodzimy oczywiście z zupełnie innej strony pagórka.

Podziemna ekipa w komplecie.

Obrazek

Obrazek

Marianowo to chyba jeden z większych obiektów Wału Pomorskiego, którym można się jeszcze nacieszyć. 11 lat temu byliśmy w dwóch też sporych:
- Góra Wisielcza w Strzalinach: https://photos.google.com/share/AF1QipP ... JaOTlmbjFR
- Góra Śmiadowska: https://photos.google.com/share/AF1QipM ... dfcFFPWUNn

Fajnie było! Teraz już tam nie jechaliśmy, aby sobie nie psuć wspomnień. Z tego co słyszałam oba teraz nie są dostępne i dziki eksplorator nie ma tam czego szukać (chyba że z palnikiem do krat ;) )


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 09 października 2020, 19:26

Dziś spotykamy się z Ziutą i Grzesiem. Kilka kolejnych dni będziemy się włóczyć wspólnie. Na pierwszy nocleg w tej zacnej ekipie zawijamy na znane nam już miejsce - kajakowe wiatowisko nad Piławą.

A pogodę szlag trafił… Tak jak dotychczas na tym wyjeździe nie mieliśmy na co narzekać (no może jedynie na to, że jak na czerwiec bywało dosyć chłodno) - no to teraz jest niedobrze.. Ściana deszczu… Mokro, mgliście, zimno… Jedziemy powłóczyć się po Bornym Sulinowie. Byliśmy już w tym mieście 11 lat temu, ale nie we wszystkie zakamarki udało się wtedy pozaglądać. Borne ze względu na swoją specyficzną, poradziecką historię nadal zawiera dużo ruin i opuszczonych obiektów, acz mam wrażenie, że z każdym rokiem jest ich mniej. Coraz bardziej upodabnia się do każdego, innego miasteczka w tym rejonie. Trochę żal, że traci swoją specyficzność i niepowtarzalność - i chyba to, co najbardziej przyciąga tu turystów. No bo po co można jechać do Bornego? Jezioro, pizzerie i chodniki z kostki bauma są wszędzie…

Zaglądamy do ruin Domu Oficera, który poprzednim razem jakimś cudem przegapiliśmy. Jak to się mogło stać? Do teraz nie wiem. Chyba ktoś go wtedy przykrył czapką niewidką!

Zwiedzanie miejsc opuszczonych w ulewę ma swoje i plusy, i minusy. Fajne jest to, że nie leje się na łeb. Z drugiej strony szansa zawalania się stropów wiszących na słowo honoru wtedy drastycznie wzrasta.. Cieszymy się więc pierwszym, ściągamy z radością kaptury wiszące na oczach.. I staramy się nie myśleć o drugim ;) Acz budynek ciągle nam o tym przypomina. Nie wiem czy on tak zawsze “śpiewa”? Czy może jest to tylko deszczowa piosenka? Tak jak wczoraj w Marianowie w betonowych podziemiach mieliśmy okazję nacieszyć się ciszą maksymalną - tu jest totalnie na odwrót. Słychać wodospady wody lejące się z miejsc, gdzie dach już jest zupełnie niekompletny, dudnienie kropel w blaszane fragmenty dachowych lub ściennych okuć… Cienkie strużki płynące po ścianach i wsiąkające nie dotknąwszy podłogi - jakoś dziwnie szeleszczą. A podłogi - to już odrębna bajka! Każde pomieszczenie skrzypi na własną, niepowtarzalną melodie, a i kroki moje, toperza czy kabaka, przyjmują, w zależności od masy osobnika, zupełnie inne palety dźwięków.

Zwiedzamy dosyć długo… Z jednej strony nieraz z niepokojem patrząc w góre na chrupiące deski, z drugiej strony rozkoszując się tym, wprawdzie wilgotnym i mglistym powietrzem, ale bez “atrakcji” w stylu kaskady zalewającej oczy…

Obrazek

Obrazek

Ten koń galopuje, hamuje ściągany lejcami czy staje dęba?

Obrazek

A tu inne sceny o dużej dynamiczności.

Obrazek

Łukowato i kuliście..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tędy przechodziliśmy kilka razy.. I za każdym, zerkając katem oka, wydawało mi się, że to nie okno tylko stojąca postać…

Obrazek

A tu już prawdziwe cienie wyłaniające się z zatęchłego mroku…

Obrazek

Obrazek

Wesoła Ziuta na krawędzi urwiska.

Obrazek

Naścienne złote myśli…

Obrazek

Jakoś z tym tu wypisanym - skojarzyło mi się jeszcze jedno, takie bardzo współczesne… “Czy warto zrezygnować z życia, żeby przypadkiem nie umrzeć?”

Niby takie proste malunki a jakoś nas urzekły! :)

Obrazek

Obrazek

Schematyczność rysunków przypomniała mi nieco prace mojego kolegi z przedszkola. Chłopak miał niesamowitą umiejętność, aby za pomocą kilku kresek narysować wszystko. Gdy inne dzieci pół godziny mazały i gryzły kredki z przejęcia, on stawiał od niechcenia kilka kresek, po czym siedział i się nudził. Niezależnie czy miał to być górnik w kopalni, Baba Jaga czy atak kosmitów. I nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co przedstawia jego obrazek. Pamiętam, że nasze nauczycielki z tym “stylem” walczyły, ale chłopak nie umiał albo nie chciał inaczej. Ciekawe jak potoczyły się jego dalsze losy i czy dziwny dar jakoś wykorzystał w przyszłym życiu.. Krzysiu! Jak to przypadkiem czytasz - to się odezwij! :)

Wewnętrzny dziedziniec…

Obrazek

Obrazek

A tu drugi? Albo jakaś duża sala? Tylko sufit się zdematerializował?

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Świat zza krat…

Obrazek

Chłodny oddech piwnicy…

Obrazek

Czy tylko ja mam wrażenie, że na tym zdjęciu coś dziwnego się stało z perspektywą? Nie, za stołeczkiem nie było przepaści ;)

Obrazek

Jedno z najdziwniej umiejscowionych okien jakie widziałam!

Obrazek

Dom Oficera od strony jeziora.

Obrazek

Obrazek

Odnajdujemy też ruiny willi w lesie. Niewiele do oglądania tu zostało…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzuca się oczy też czołg na pomniku.

Obrazek

Obrazek

Ruiny bloku są już wypatroszone ze wszystkiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal stoją porzucone samochody. Ech.. powiew wschodu, na który nie udało sie w tym roku pojechać...

Obrazek

Obrazek

Różne detale też przypominające w jakim mieście jesteśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No bo tutaj jest muzeum. Dziś jest zamknięte. Zwiedzalismy je wiosną 2009. Nasze zdjęcia z wnętrz muzeum i w ogóle z Bornego z tamtego wyjazdu można obejrzeć TUTAJ: https://goo.gl/photos/H7Rz7qdTjPDhTTDq9

I jeszcze jakieś porzucone budynki tu i tam..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja nie poszłam dalej… Sufit nie wzbudzał mojego zaufania. Ale odważnej Ziuty byle rysa nie zatrzyma! :)

Obrazek

Ogromna przestrzeń na obrzeżach miasta usiana jest szkieletami budynków. W jeziorach kałuż przeglądają się pofragmentowane samochody, o wypatroszeniu spójnym z pobliskimi blokami.

Obrazek

Obok przycupnęły również autka będące jeszcze na chodzie, acz wyglądają na nieco zaniepokojone zaistniałą sytuacją ;) Trochę można się poczuć niepewnie.. Bo czy nie każda, przybyła tu maszyna skończy w wyżej zaprezentowany sposób?

Obrazek

Malowidła średnio zapraszają do środka ;)

Obrazek

Obrazek

Solidna, betonowa, zbrojona płyta powoli przestaje się opierać.. Ząb czasu w natarciu…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przestronne wnętrza pełne kolumnad…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tylko wilcy wyją w pustych halach…

Obrazek

Świat widziany z wysokości :)

Obrazek

Na biwak jedziemy już koło 14. Skończyły się zadaszone miejsca do zwiedzania, a w butach chlupie chyba wszystkim oprócz kabaka, bo dla niej wzieliśmy gumiaczki. Jedziemy na Wrzosowiska Kłomińskie. Bo tam sa wiaty. A wiata najlepszym przyjacielem biwakowicza!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Długie godziny deszczowego biwaku każdy wykorzystuje na swoje ulubione czynności. 5 osób 5 światów ;)

Obrazek

Ale nie martwcie się! Integracja też była! :)

I na tym się kończy nasze tegoroczne zwiedzanie rejonów Bornego Sulinowa. W części okolicznych miejsc byliśmy już za poprzednim pobytem. Relacji wtedy nie pisałam, są tylko zdjęcia.

Kłomino, które wtedy było a teraz już go nie ma.. ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/Yk9wP2GRNABxWS969

Brzeźnica Kolonia, która była i jest, ale nie mamy parcia, aby zobaczyć jej deszczową odsłonę ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/a4ewnW5kSwjQi9Qt6

Jutro suniemy dalej ku północy.


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1747
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 13 października 2020, 18:19

Zachodniopomorskie nie jest chyba aż tak obfite w ruiny pałaców jak np. Dolny Śląsk, ale conieco można tutaj również znaleźć...

JUCHOWO

Solidne, ceglane ruiny o ciekawej bryle. Takie właśnie pałace lubię najbardziej, które przypominają bajkowy zamek niż stodołę czy kamienice. Jest na czym zawiesić oko - bo tu wieżyczka, tu wykusz, tu baszta a tam gzymsik. Pałac miał historię typową dla “ziem odzyskanych”. Po wojnie mieściły się w nim różne instytucje użyteczności publicznej (więzienie, przedszkole, szkoła). Skądinad pozazdrościć dzieciom tam pobierającym nauki! Co to musiały być za nielegalne i tajne wyprawy na strychy, do baszt, do piwnic! I jakie odkrycia! Myśmy też takie wyprawy przedsiębrali! A nauczyciele (a głównie woźna) to zwalczali. Tylko co my moglismy odkryć w takie klasycznej “tysiąclatce”?

W latach 80tych budynek przestał być używany. Może zbudowali nową szkołe?

Dziś malowniczą wydmuszkę oglądamy już tylko z zewnątrz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A po drugiej stronie rozlewiska stoją zabudowania przemysłowe - chyba gorzelnia?

Obrazek


RADACZ

Ten pałac dla odmiany po wojnie służył jako siedziba dyrekcji PGR, ośrodek kolonijny (znów zazdroszczę dzieciakom), a potem jako siedziba Monaru.

Okolice pałacu zapadły nam w pamięć jako pełne ślimaków i ociekające wodą. Krótki spacer, a spodnie mamy mokre do pasa (a kabak do szyi).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej przypadły mi do gustu bulaste baszty!

Obrazek

I wiszące schody.

Obrazek

Są tu też faliste drabinki z dawnych lat.

Obrazek

Szachulcowy kościół..

Obrazek

Obrazek

Każdy nasz krok jest dokładnie obserwowany!

Obrazek


MOSTOWO

Z pałacu zostało niewiele. Na dodatek jest to strzeżone przez wyjątkowo zjadliwe pokrzywy, więc zapał do przedzierania się dość szybko gaśnie.

Obrazek

Obrazek


STAROGARD

Ruiny pałacu są tu bardzo odsprzątane i odremontowane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba więcej niż murów jest stalowych konstrukcji, które chyba mają te mury wzmacniać. Albo to dla ozdoby powiesili? Aby bardziej futurystycznie wyglądało?

Obrazek

Obrazek

Herb osadzony w jednym z okien. Wygląda jakby go wymurowali wczoraj.

Obrazek

Jedynie zabudowania przypałacowe (częściowo zamieszkane) zachowały w sobie odrobinę patyny.

Obrazek


LIPCE

Do tego pałacu w ogóle nie udaje się nam podejść, tak szczelnie jest ogrodzony.

Obrazek


ROŻNOWO ŁOBESKIE

Furtka do przypałacowego ogrodu sugeruje jakich klimatów możemy się spodziewać i dalej :)

Obrazek

Ruiny z ciekawym balkonem toną w buszu zieloności. Taaak.. Lato nie jest najlepszym momentem, aby zwiedzać tego typu ruiny. Od lat wiemy, że “na pałacyki” jeździ się od listopada do połowy kwietnia. No ale co zrobić, jak teraz tu jesteśmy, a w bezlistne okresy roku nas tu nie będzie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabudowania przypałacowe są wykorzystywane w celach imprezowych. Widać ślady ognisk i biesiad. Trudno się dziwić - bo wspaniałe miejsce do takich celów!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
ODPOWIEDZ