Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 04 lipca 2020, 22:53

Jak zwykle czerwiec to dla nas czas na dłuższy wyjazd. W tym roku mieliśmy w związku z tym różne ambitne plany - tzn. może "pokrętne" byłoby lepszym nazwaniem ;) Chcieliśmy znów wybrać się do Estonii, ale droga wodną. Z braku bezpośredniego połączenia Polska - Estonia chcieliśmy płynąć przez Szwecję - z Gdańska do Karlskrony, a potem ze Sztokholmu do Tallina. Następnie przez Estonię, Łotwę i Litwę dotrzeć do Obwodu Kaliningradzkiego, głównie celem odwiedzenia Bałtijska i Bałtijskiej Kosy, gdzie podczas ostatniego tam wyjazdu nie dotarliśmy, ze względu na moje niedoinformowanie..

No i jak zapewne można się domyślić nasze plany wzięły w łeb :( Miał być fajny wyjazd i dupa :( Wdrożenie zawsze podręcznego planu awaryjnego czyli Ukrainy - również nie było opcją... Pozostało więc wszystkie plany, mozolnie przygotowywane przez całą zimę wsadzić w teczkę i naprędce szykować zupełnie inny wyjazd - i wyruszyć gdzieś w Polskę... Ciężko jest mi sobie przypomnieć kiedy na tak długi wyjazd (ponad 3 tygodnie) jechaliśmy jedynie wewnątrzkrajowo... Zatem włóczęga będzie się odbywać niespiesznie i bardzo sporymi zakosami.. Na szwendanie się wybraliśmy lubianą przez nas ostatnio ścianę zachodnią. Nie powinno tu zabraknąć ruin, bunkrów, sosnowych lasów, kocich łbów na drogach - i wszelakich bajor, gdzie po ciekawym dniu można z siebie spłukać kurz wyboistych dróg, szlam podziemnych korytarzy i pajęczyny zapomnianych, poniemieckich pałaców i kościołów.

Pierwszy dłuższy przystanek na trasie to Kwietno. Jeszcze Dolny Śląsk. Nasze poprzednie wspomnienia z tej miejscowości nie są zbyt pozytywne. Ogrodzony prywatny pałac, gdzie cieć darł mordę nawet gdy robiłam zdjęcia stojąc na ogółnodostępnej ulicy. Spotkanie na swojej drodze bezinteresownego skurwiela zawsze zostawia negatywne wrażenia. Ale postanawiamy dać tej wsi drugą szansę. Bo nie tylko wyzamykany pałac tu mają. W leśnych ostępach kryje się jeszcze jedna budowla, ponoć dużo przyjaźniejsza dla dzikich eksploratorów. Mijamy zabudowania będące mixem bloków i baraków. Jak przystało na te pore roku wszędzie jest pełno kwiatów o cudnym aromacie, który niesie się polami w połączeniu ze śpiewem ptactwa. Jak przystało na sobotę i popegieerowską wieś, popołudnie tu mija w rytmie grilla i disco - polo.

Obrazek

Wbijamy w pola. W tle majaczy jeszcze fikuśne zabudowanie mające zapewne coś wspólnego w swej historii z pobliskim pałacem (o którego istnieniu wolimy zapomnieć).

Obrazek

Obrazek

Droga na pograniczu łąk i lasu wpełza w chaszcz. My wraz z nią.

Obrazek

Obrazek

Tam czai się to, czego szukamy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieża widokowa z gatunku "sztuczna ruina". Coś, co w odległych czasach kazały sobie budować bogate hrabiny, posiadające gusta bubopodobne. Do okien zaglądają spętlone konary bluszczy..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ta wieża jest wyjątkowo fajna - można wejść na samą górę! Prowadzą tam kręcone, solidne, betonowe schody, idąc którymi nie ma się poczucia, ze zaraz odpadną.

Obrazek

Obrazek

Ślimak schodów nagle się kończy w powietrzu! Bardzo mi to miejsce przypomina nieodżałowaną Włodzicką Górę... Kurde... Jak ja lubiłam to miejsce... No ale całe szczęście mam nowe miejsce do lubienia!

Obrazek

Obrazek

Bractwo czerwonych butów wyrusza na żer! ;) Kolorek jeszcze daje po oczach. Z każdym dniem będzie on szarzeć w wyniku przypylenia, przykopcenia, ubłocenia... Piach, ziemia, popiół - zawsze dążą, aby sprowadzić wszystko do jednego właściwego koloru - koloru dobrze spędzonego czasu! :)

Obrazek

Przy wieży jest miejsce ogniskowe, widać, że często odwiedzane przez miejscowych. Nie omieszkamy więc z niego skorzystać i sprawić, aby nasze kanapki z serem nabrały właściwego aromatu wędrówki!

Obrazek

Czerwononosy Krecik alkoholik oczywiście jest z nami! I zaś przytula się do butelki! Na tego kolesia to chyba nie ma rady! ;)

Obrazek


Na nocleg stajemy dosyć wcześnie. W końcu nigdzie się nam nie spieszy, skoro i tak dostępny "wybieg" mamy tak mocno ograniczony... Przypominają się różne piosenki - "jeśli kochasz swoją budę - to pokochasz łańcuch swój" (jedna z piosenek Kaczmarskiego...) ech... tyle piosenek człowiek znał, znał od lat... tylko ich nie rozumiał...)

Na biwak obieramy sobie okolice opuszczonego mostu kolejowego nad Baryczą. Linia kolejowa jest już tu niewidoczna, torowisko zdjęte, na mapach nieoznaczone w ogóle.. Została tylko żelazna kratownica przerzucona nad malowniczą rzeką.

Obrazek

Znaleźliśmy to miejsce przypadkiem, w marcu zeszłego roku. Pojechaliśmy zobaczyć brzeg rzeki, czy rokuje ogniskowo - a tu bum! taka wspaniała niespodzianka! Wracamy więc tu z ochotą. Najpierw próbujemy szczęścia od strony Kietlowa. Niestety podjazd na upatrzone miejsce jest niemożliwy. Drogę przegradza młakowaty potok, o głębokości do pół łydki, a jak życie nieraz pokazało - busio bardzo źle sobie radzi na powierzchniach grząskich.

Obrazek

Jedziemy więc od strony Osetna. I dopiero tu odkrywamy - że tam był szałas!

Obrazek

Obrazek

Miesiąc temu wieszaliśmy hamak NAD torami (https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... rasie.html) Więc teraz dla odmiany (i równowagi) wieszamy go POD torami :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tak sobie płynie rzeka Barycz...

Obrazek

Wieczór mija na siedzeniu na przęśle...

Obrazek

wspinaniu się po rdzawych szkieletach...

Obrazek

Obrazek

a w końcu i klasycznie - przy blasku płomieni.

Obrazek

Obrazek

Przez kilka pierwszych dni tego wyjazdu towarzyszą nam "muminkowe herbatki". Dostaliśmy je w gratisie do zakupionego kubeczka. Bardzo smaczne np. dzisiejsza jest o smaku jaśminowym!

Obrazek

Księżyc błyska znad ażurowego "dachu" dawnego mostu, wodne ptactwo kląska w szuwarach, a kabak zasypia na rękach przy ognisku, nucąc jakąś dziwną, nieznaną nam piosenkę, pewnie przedszkolną (albo zapamiętaną z poprzedniego wcielenia ;) )

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 07 lipca 2020, 10:06

Na dłużej zatrzymujemy się w wiosce Wyszanów. Na górce, w środku wsi, stoją ruiny dawnego kościoła. Wyglądają nieco jak zamek albo inna baszta obronna. Czasem ktoś tu zagląda w celach innych niż obalenie flachy na schodkach. Widać sklecony z gałęzi krzyż, jakieś świece, kwiaty. Na pewno fajniejsze miejsce do modlitwy, niż w tłumie i w hałasie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejnych zaułków mamy w planie szukać w dawnym pałacowym parku. Na skraju linii drzew stoi budynek wyróżniający się spośród innych nietypowym kształtem. To ponoć jedyna pozostałość zburzonego już dawno pałacu - brama wjazdowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już same rynny sugerują jakąś "elegancką" przeszłość.

Obrazek

W parku znajdujemy mauzoleum. Miejsce zarośnięte, strzeżone przez nieco upiorne, bezgłowe anioły.

Obrazek

Ciekawe czy ich głowy zabrano i teraz zdobią jakąś prywatną posesje? Czy raczej ktoś odłupał i rzucił w krzaki?

Obrazek

Jest i plac zabaw! Taki najlepszy z najlepszych! Taki dziki i wolny! Taki przy jakim nie ustawia się wrażych tablic, nie owija taśmą, a pewnie i psy zaglądają tu rzadziej ze swoim mandatowym bloczkiem... I jest cieniście! I nie ma "regulaminów" i ograniczeń wiekowych! Bawi się ten, kto czuje zew dziecka w duszy! :)

Obrazek

Już, już mamy wyjeżdżać z Wyszanowa, ale okazuje się, że ta miejscowość coś nie chce nas za szybko wypuścić. Napotykamy sklepik, tak miły, że grzechem byłoby się z nim nie zapoznać bliżej. Podsklepie zawiera wiatę a nawet kominek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Siedzimy chyba z pół godziny i zaczynamy się zastanawiać, że coś nam tu nie gra... Nie ma praktycznie klientów, a dzień ciepły, słoneczny, w sam raz na podsklepowe piwko. Od czasu do czasu wpada do sklepu tylko jakaś kobita, ale nic nie kupuje. Zamienia dwa słowa ze sprzedawcą, a potem wpada jak burza pod wiaty. Niektóre z nich mierzą nas lodowatym wzrokiem lub pytają: "jest tu z wami ktoś jeszcze?". Po czym z nieufną miną znikają. O co chodzi? W końcu nie wytrzymuję i idę zapytać sprzedawcę. "To przez tą pier**** epidemie! Nie że nie wolno, nie że policja, wszystko jest załatwione tak, jak trzeba. Ale baby! Nie chcą, żeby ich chłopy piły, więc ich gonią spod sklepu, straszą, że jak zobaczą zgrupowanie to wezwą policje i sanepid. Więc co chłopy wymyśliły? Jeżdżą po bimber do sąsiedniej wsi, umawiają się gdzieś po lasach, rozwaliskach i melinach (nawet ja nie wiem gdzie) i wracają wieczorami w takim stanie, ze tu by się 10 piwami tak nie zrobili. A ja nie mam utargu! Przyjdzie mi zamknąć sklep! Nie będę kolejny miesiąc do interesu dokładać! Cieszcie się piwkiem i lodami w cieniu! To pewnie już ostatni raz..."

Odrę przekraczamy klasycznie, promem, a jakże! Między Przewozem a Milskiem. Kolejka do promu sięga kilkunastu aut. Czemu? No bo jest pandemia i mogą zabierać na pokład tylko po trzy auta, zamiast normalnie po 5 czy 6. Ludzie więc grupują się na brzegach i mają gotowy temat do narzekania - wyzywanie na władze. Zamiast 15 minutowego zgromadzenia na pływadle - półtorej godziny na brzegu. Jakiś mądry nad tym zapewne długo myślał! Ale nie ma co narzekać, atmosfera nadbrzeżna jest iście festynowa :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zieloną Górę omijamy "leśną obwodnicą" z Krępy (Krępej?) do Wysokiego. Nie wiem czy to opcja w pełni legalna, ale na pewno bardzo przyjemna ;) Realizujemy nasz plan - trzy rzeczy do omijania: duże miasta, szybkie drogi i w miarę możliwości mosty.

Na nocleg zatrzymujemy się znowu nad Odrą i znowu koło promu. Tym razem to prom koło Pomorska. Nasze miejsce otaczają zwalone pnie, które kabak natychmiast zużywa do wspinaczki i malowania węglem.

Obrazek

Busio na miejscu noclegowym, w swoich kolorach totalnie niemaskujących. Trzeba go w końcu kiedyś przemalować! Już wiemy, że musimy to zrobić własnoręcznie, bo zarówno oklejanie jak i profesjonalne malowanie dwukrotnie przewyższają wartość całego samochodu! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Strasznie dużo tu nad rzeką uschłych drzew. Ciekawe o co chodzi? Czy korzenie im gniją w wyniku zalewań? Czy raczej kwestia jakiegoś spuszczanego syfu?

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czemu, ale te konary wyszły jakoś wybitnie zębisto! ;) Ja dopiero na zdjęciu to zauważyłam, ale kabak coś chodził i opowiadał o "zwłokach upolowanego smoka", a ja uznałam, ze fantazjuje... Błędem jest niedocenianie dzieci ;)

Obrazek

Gdzieś w tle niesie się pluskot pływającego wahadłowo promu, który kursuje aż do zapadnięcia ciemności.

Obrazek

Obrazek

Wieczór spędzamy na cypelku... Ciepłe barwy schyłku dnia mieszają się z pełgającym płomieniem, grzejącym nam strawę. Czajniczek bucha parą, a świat wokół powoli spowija mrok i cisza, którą tylko czasem przerwie jakieś mlaśnięcie w wodę rybiego ogona..

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 08 lipca 2020, 18:26

Celem dzisiejszej wycieczki są 3 bunkry położone nad samą Odrą, malowniczo wkomponowane w wał przeciwpowodziowy. Bunkrów jest tam więcej, 5 albo 6, ale z opisów wynika, że pozostałe są odremontowane, więc nie leżą w zakresie naszych zainteresowań.

Ale póki co trzeba tam dojechać, a trasę dobrać jak najbardziej malowniczą. Jedziemy przez Dobrocin. Wioska w klimatach popegieerowskich.

Obrazek

Wyboista droga i biała tablica do mojej kolekcji.

Obrazek

W oczy rzuca się też pałacykopodobny budynek, do którego oczywiście podłażę.

Obrazek

Opuszczony, ale na oko zdaje się być w całkiem niezłym stanie (owe "oko" bywa nieraz bardzo mylące ;) )

Obrazek

Drzwi zamknięte, ale z daleka widzę otwarte okno.

Obrazek

Tarasik porasta sympatyczne zielsko wszelakie.

Obrazek

Podchodzę do okna, zaglądam... Porządne schody, drewniane zdobienia, już mam włazić, tylko... wszystko ma jakby zaburzoną nieco perspektywę.. Jakby dziwnie krzywo? Jakby piony z poziomami się nie zgadzały? Coś jest nie tak w tym pomieszczeniu.

Obrazek

Gdy wzrok pada nieco niżej i na prawo - robi mi się zimno... Cała podłoga poleciała do piwnicy! Brrrrr... Zatem - dokładniejszego zwiedzania nie będzie ;) Skądinąd dziwne toto... Zwykle pierwszy wali się dach... A tu dach w dobrym stanie, stropy wyższych pięter też, a parter się zbuntował ;)

Obrazek

W stronę Odry jedziemy drogą z płyt. Płytówki ZAWSZE prowadzą w ciekawe miejsca! To niepodważalna reguła! :) Pobocza zarastają krzaki dzikiego bzu, rozsiewając wokół aromat wczesnego lata.

Obrazek

Obrazek

Mijamy bagienka i malownicze rozlewiska.

Obrazek

Obrazek

Są nawet miejsca, gdzie betonowa płyta krzyżuje się z moją ukochaną trylinką!

Obrazek

Droga wije się przez malutki przysiółek zwany Piaśnica albo Mikozyn. Dziwnie tak.. co mapa - to inna nazwa.

Obrazek

Więcej nazw niż domów! ;) Czynne gospodarstwo maja tu chyba tylko jedno. Dalej są jeszcze inne budynki, ale już w ruinie.

Obrazek

Nam trzeba jeszcze dalej. Płyty się kończą i dalej trawiastym traktem tuptamy nad samą rzekę. Już z daleka widać nasze bunkry, sprytnie wkomponowane w wał. Pierwszy bunkierek niestety jest taki jakby go nie było. Odnowiony i wyzamykany na cztery spusty. Ktoś sobie go przywłaszczył na prywatną piwnice. Przypadkowy turysta może się jedynie obejść smakiem. Cóż... nie tracąc nadziei suniemy dalej.

Obrazek

Kolejny bunkierek zapewne niedługo podzieli losy poprzedniego, właśnie urzęduje w nim ekipa remontująca.

Na szczęście trzeci jest jeszcze taki jak trzeba - dziki, zarośnięty i dostępny! Ufff... chociaż jeden się uchował...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ze ścieżki na wale wystaje blaszana kopułka, zdradzając że pod stopami czai się coś fajnego!

Obrazek

Obrazek

Wejścia w podziemne czeluście pilnuje wirująca chmura. Nie wiem czy to wyszło na zdjęciu, ale był to gęsty obłok owadów. Jakiś komaropodobnych. Przebijając się przez nie, połowa zostaje na włosach i twarzy. Najtrudniej wydłubać potem te, które zaległy w uszach.

Obrazek

Wygląd wnętrz sugeruje, że bunkierek nieraz jest zalewany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedna z wewnętrznych ścian jest cała metalowa, więc obecnie "porasta" ją rdza.

Obrazek

Obiekt nie jest całkiem opuszczony - widać, że pomieszkuje w nim jakieś gniazdujące ptactwo.

Obrazek

Obrazek

Ściany zdobi dużo napisów. Są stare, niemieckie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też nowsze napisy, ale też chyba powstały już dosyć dawno. Czy to jacyś wojskowi się tu gromadnie podpisali? Imiona, nazwiska, nazwy miast - i jakby daty urodzenia?? I przy każdym skrót "WKR". Z jakich lat pochodzą te podpisy i jakie były okoliczności ich wykonania? tego już niestety nie wiemy...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bunkry więc wypaliły dzisiaj tylko w 1/3, ale cala okolica jest tu sympatyczna. Nadodrzańskie widoczki są zawsze miłe dla oka.

Obrazek

Obrazek

I właśnie tu, między Niętkowicami a Bródką, do Odry wpada kanał Ołobok. U jego ujścia jest klimatyczna łacha piachu, na której leży zwalony pień, a i w całym rejonie jest pełno rosochatych konarów.

Obrazek

Obrazek

Dziś znów przekraczamy Odrę promem, tym razem jeszcze innym, koło wsi Brody.

Obrazek

I zaraz za promem zjeżdżamy w nadrzeczne młaki.

Obrazek

Drogi nieco tracą na główności ;)

Obrazek

Znajdujemy cudne miejsce - plażę, zrytą jakby lejami po bombach. Miejscowi muszą tu nagminnie pozyskiwać piasek na swoje potrzeby. Kabak więc trafia do raju! Wturliwuje się w dziurę z wiaderkami i samochodzikami - i cały wieczór nie ma dziecka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czemu, ale uwielbiam palić ognisko na piachu! To chyba moje ulubione podłoże do tego celu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dziś też po raz pierwszy wydłubujemy gitarę, więc wieczorny świat wypełnia nie tylko blask płomieni, ale również miłe brzdąkanie.

Obrazek

Obrazek

Hitem wieczoru jest piosenka o zuchu :) https://www.youtube.com/watch?v=32ui5rhtq1I

Przygotował zuch dwie nogi,
Do dalekiej ciężkiej drogi.
Noga lewa, noga prawa,
To dla zucha jest zabawa.

Ref: Idzie zuch, wicher dmucha,
I do tyłu ciągnie zucha,
Ale zuch się nie przejmuje,
I do przodu maszeruje.

Przygotował zuch dwie ręce,
Tylko dwie, bo nie ma więcej.
Ręka lewa, ręka prawa,
To dla zucha jest zabawa.

Przygotował zuch dwa oka,
Takie wielkie jak u smoka.
Oko lewe, oko prawe,
Oba świata są ciekawe.



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 13 lipca 2020, 23:01

O bunkrach między Przetocznicą a Ołobokiem pierwszy raz usłyszeliśmy w 2009, na biwaku nad lubuskim jeziorkiem koło Proszowa. Wtedy weekend mieliśmy zaplanowany w 200% - jechaliśmy do fabryk w Zasiekach i Krzystkowicach. Koleś, który opowiadał o tych leśnych betonach nad kanałem, namalował nam w atlasie samochodowym zygzak - tam, gdzie mniej więcej te bunkry się znajdują. Minęło ponad 10 lat i jakoś nigdy nie było okazji na dłużej zawitać w te strony. Jak już się zapuszczaliśmy w lubuskie to albo ciągnęliśmy dalej, na MRU, albo jechałam z rodzicami, a oni bunkrów za bardzo nie lubią. I teraz, na szybko przygotowując wyjazd, przeglądając mapy - natknęłam się na ten zygzak sprzed lat :)

Znaleźliśmy 3 bunkry z 5 szukanych. Widać część namiarów było jakiś walniętych.

Pierwszy odnaleziony jest położony na południe od Przetocznicy, w suchym i pachnącym sosnowym lesie. Na tyle suchym, że rezygnujemy z ogniska i kanapki zjadamy na sucho. Miejsce oznaczane na mapie jako "MRU PzW 601".

Obrazek

Widok od przodu.

Obrazek

Obrazek

Gdzieś we wnętrzach.

Obrazek

Okienko na las.

Obrazek

Od tyłu bunkier jest bardziej "wygryziony" i fajnie wkomponowany w pagórek.

Obrazek

Zarosły mchem i drzewami coraz bardziej wygląda jak naturalna skała czy jaskinia.

Obrazek

Bujają się nad nami wierzchołki sosen.

Obrazek

Bujamy się i my!

Obrazek

Obrazek

Bunkry bunkrami, ale grunt, że po takich lasach to się fajnie łazi :) A dodatkowo mając cel do szukania - to już jest rewelacja!

Obrazek

Drugi bunkier siedzi w zupełnie innych klimatach - otaczający go las jest liściasty, mokry i z lekka robaczywy. To gdzieś pomiędzy Ciborzem a Skąpym, a miejsce jest nazywane "MRU PzW 625".

Obrazek

"Przybunkrze" jest cieniste i mroczne, a z wnętrza ciągnie chłodem. Nic dziwnego - ten obiekt jest dużo większy od poprzedniego, można zejść do piwnic.

Obrazek

Ścienne wyznania - zapewne pamiątki po udanych imprezach :)

Obrazek

Są i pułapki, w które np. łażąc bez latarki łacno można wlecieć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedno z wejść jest wzmacniane falistym metalem.

Obrazek

Obrazek

Rdzawe stropy powoli porastają mineralne nacieki. Tzn. teraz nam się wydaje, że jest ich tu sporo. Nic z tego! Bunkry w prawdziwie jaskiniowych klimatach odwiedzimy dopiero na Wale Pomorskim! Tam to będzie naciekowy czad!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i bunkier od drugiej strony - bardziej pokruszony i tajemniczy!

Obrazek

Kolejny okaz leśnego betonu siedzi zatopiony w paprociach, niedaleko drogi do Rokitnicy. Mapa nazywa go "MRU PzW 642".

Obrazek

Prawie jak górskie gołoborze albo inne omszałe rumowisko na obrzeżach skalnych miast! ;)

Obrazek

Obrazek

Ściany maskowane wszelaką roślinnością :)

Obrazek

Ostatnią tego dnia konstrukcję bunkropodobną namierzamy przypadkiem w Ołoboku, bo koło niej przejeżdżamy. Ogromny, obły zwał betonu w połowie swej objętości przytyka do drogi i lądu - a reszta wchodzi w jeziorko porosłe sitowiem i wszelakimi grążelami. Jest to śluza przy starym moście, różnica poziomów wody jest tu całkiem spora!

Obrazek

Obrazek

Co najciekawsze - obserwowana budowla jest umiejscowiona na wodzie! Pod spodem przepływa wodospad! Taką konstrukcję widzę po raz pierwszy w życiu!

Obrazek

Do wnętrz da rade wejść, acz jest to nieco utrudnione, zwłaszcza dla krótkich, niespełna pięcioletnich nóżek.

Obrazek

Podłoga jest mocno niekompletna, ale niekompletna celowo. Są takie jakby przesuwne sztaby, między którymi widać spienione odmęty bardzo gdzieś spieszącej się wody. Ciągle mam wrażenie, że coś mi tam wleci - latarka, telefon albo dekielek od obiektywu. Jakby ta czeluść (pełna ryku wody) zasysała drobne przedmioty.

Obrazek

Obrazek

Cały bunkier wypełniony jest szumem wodospadu, zwielokrotnionym zapewne przez echo wody rozbijającej się o metal. W uszach aż dudni, a cały budynek z lekka podskakuje od wibracji. Naprawdę - miejsce tak inne od tych, jakie dotychczas widziałam, że japa sama się otwiera ze zdumienia i zachwytu!

Stare napisy..

Obrazek

Można też wyleźć na górę, ale tego nie robimy :) Są nawet napisy motywacyjne. Ale wrażenia z dolnego poziomu nas w pełni satysfakcjonują.

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 15 lipca 2020, 20:19

W lubuskich lasach siedzi wiele miejsc, gdzie niegdyś były wioski, przysiółki czy jakieś inne leśne osady - a teraz już ich nie ma. Zniknęły w odmętach przeszłości i zostały po nich głównie nazwy na mapach. Ponoć nieraz zostały też ruiny domostw, podmurówki, piwniczki czy rozrzucone po wykrotach jakieś resztki ceramiki czy żelastwa. Pewnie mieszkając tu gdzieś w rejonie, to weekendowo byśmy poodwiedzali wszystkie te wioski. A tak - postanawiamy wybrać sobie jedną. Pada na taką, gdzie niegdyś był młyn. Młyny zawsze mają w sobie coś tajemniczego, a poza tym są duże, solidne, więc może zostaje z nich więcej niż po zwykłej chałupie?

Już od początku wycieczki jakoś nie dopisuje nam szczęście - zaczyna lać. Jakoś lato w tym roku jest nieszczególne, zimne i mokre... W czerwcu to powinny być upały po 40 stopni, a nie mokry kaptur na pysku i sweter pod spodem!

Obrazek

Mijamy taki kwiatek. Nie wiem co to za gatunek, ale kojarzy mi się jakoś ogrodowo. Może uciekł z ogródka jakiejś wsi? Takiej, której już nie ma?

Obrazek

W miejscu naszej poszukiwanej wsi nie ma praktycznie żadnych pozostałości po dawnych latach. Może lato nie jest dobrą porą na szukanie takich miejsc? Bo wszystko zarasta i widać tylko busz roślinności? Są tu jedynie bagienka i rozlewiska.. Spomiędzy mchu wystaje tylko ceglany murek.

Obrazek

Była taka piosenka "Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie". Tu wprawdzie nie wsiadł, ale wysiadł, nie "do autobusu" tylko "z busia". No i te "człowieki" były dwa :) A reszta się mniej więcej zgadza ;)

Obrazek

Zaglądam pod ceglany murek. Ot, taki tunelik - przepust wodny pod drogą.

Obrazek

Teren omszały prawie równomiernie.

Obrazek

Ziemne pajęczyny udekorowane tysiącami kropel. Pająkowi się to pewnie niezbyt podoba, ale mi tak! ;) Czasem wycieczka lasami w deszczu też ma swoje uroki! Mimo mokrych butów i stróżki wody wpływającej stopniowo za kołnierz... Tak dla wynagrodzenia wszelakich niedogodności

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już na powrocie, już prawie przy busiu i całkiem przypadkiem (bo idąc na kibelek w krzaki) namierzamy ciekawe miejsce. Kanał, a za nim zabudowania.

Obrazek

Obrazek

Gdzieś tu, prawie spod nóg, zmyka nam sarna. Ale nie to jest tu najciekawsze. Są tu resztki drewnianego mostu! I na każdym z pozostałych słupów wyrosło drzewo! Drzewa nawodne! Na szczudłach sobie stoją! Coś niesamowitego!

Obrazek

Obrazek

A wieczorem zawijamy nad jezioro Niesłysz. Nie od Przełazów czy Niesulic. Od drugiej strony, gdzieś od Borowa, tam gdzie na mapie jest najbardziej zielono.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Namierzamy tu biwakowisko. Początkowo mamy wrażenie, że jest tu bardzo tłocznie, bo wszędzie stoją przyczepy kempingowe.

Obrazek

Obrazek

Ale większość z nich jest jakby opuszczona, a przynajmniej dzisiaj nie używana. Chyba ludzie sobie je tu zostawiają i przyjeżdżają na weekendy albo wakacje? Dziś jesteśmy tu sami. Tzn. nie tak do końca... Odwiedza nas łabędź ze skręconym karkiem, który prawie włazi do ogniska. Nie wiem czy mu zimno czy pragnie zostać naszą kolacją? Coś kiedyś go chyba złego spotkało. Ma bardzo dziwnie wygiętą tą szyje.

Obrazek

Wieczorne klimaty. Gdzieś tam w oddali majaczą światła nadwodnych zabudowań. Nas spowija tylko ciemność... No, może poza pełgającym ogniskowym kręgiem! ;)

Obrazek

Rano łabędź przypłynął też na śniadanie, z kolegą (jest więc dowód, że jednak go nie zjedliśmy wieczorem ;)

Obrazek

Długo tez obserwujemy kaczkę łyskę z potomstwem. Jak toto biega, skacze, pluska, piszczy, spada z konarów na łeb. Kabak kiwa głową: "Widzisz mamo.. To nie tak, że ja jestem niegrzeczna. Wszystkie dzieci są takie same" - dodaje z dumą!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wreszcie można wywiesić pranie!

Obrazek

Nasz parking w komplecie!

Obrazek

W końcu i jacyś ludzie pojawiają się na horyzoncie, ale ilościowo na szczęście dalej przegrywają z wodnym ptactwem ;)

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 19 lipca 2020, 21:35

Nie wiem jak to jest, ale najfajniejsze są te wieże widokowe, z których nic nie widać. Tzn. te, które nie wystają poza linie lasu i z ich szczytu jest widok jedynie na kołyszące się na wietrze korony drzew. Dziś właśnie wybieramy się odwiedzić jedną z takich wież… Położona jest między wioskami Mostki i Zagórze. Ponoć należy do obiektów zwanych “wieżami Bismarcka”.

Obrazek

Obrazek

Na górę wyłazi się najpierw po malowniczych, kręconych schodach...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A sama końcówka to drabina! Takiego fajnego placu zabaw - to kabak nie przewidywał! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzielna ekipa zdobywców wież wygrzewa się w słoneczku! :)

Obrazek

Jak to ktoś rył? W cegle to chyba masakra. I jeszcze tak równo mu wyszło?

Obrazek

W baszcie siedzi uwięziona księżniczka i smok. Zwykle chyba księżniczki i smoki nie były po tej samej stronie krat? ale widać są różne bajki ;)

Obrazek

Obrazek

Na dalszą część wycieczki prowadzi nas taka oto malownicza, brukowana trasa.

Obrazek

Obrazek

Droga z Mostków na Zagórze przebiega przez małą, leśną osadę, która nawet nie wiem jak się nazywa. Od terenów dawnej wsi Kostrzewie jest lekko na północ.

Obrazek

Oprócz jednego gospodarstwa jest tam też duża wiata, zazwyczaj przeznaczona zapewne dla turystów, ale dzisiaj tylko ptactwo i komary mogą tam legalnie przebywać. Wszystko otaśmowane, otabliczkowane. Wiadomo, co zjadliwsze wirusy mają chyba gusta podobne do bub - też lubią się gnieździć w leśnych wiatach.

Obrazek

Obrazek

Kabak: “Ja nie wchodzę! Tu mogą być kamery! Przyjedzie policja i nas zamknie do klatki jak Muminki!”. Po chwili: “Chociaż? Mamy busia! Uciekniemy! Wchodzę!”

W Żelechowie odwiedzamy sklep, gdzie nas nachodzi nietypowo - na mleko i chleb z dżemem. We wiosce dominuje cegła i przyjemna dla oka zabudowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu też pałac. Chyba opuszczony, ale nie bardzo się da wejść do środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalej suniemy sympatycznymi małymi drogami przez Wielopole, Sieniawę, Wielowieś, Templewo do Goruńska. Gdzieś po drodze odwiedzamy jeszcze jeden wiejski sklepik. I już nawet nie pamiętam gdzie on był.

Obrazek

I ciekawa sprawa - jak to nic nie jest jednoznaczne! ;) Zazwyczaj tabliczka “teren prywatny, wstęp wzbroniony” wisząca na ruinach, bunkrach, przy jeziorze czy u wlotu do dolinki - budzi moją niechęć, złość i bunt. Ale są wyjątki. Podsklepie! :) Siadasz sobie wygodnie, pijesz browarka i wszyscy mogą cię cmoknąć! A nie jakieś chowanie butelki w rękawie i przyspieszone bicie serca na widok każdego podejrzanego auta hamującego w pobliżu. Nic w życiu nie jest więc czarno - białe! ;)

Obrazek




cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 21 lipca 2020, 22:44

Kolejną wioską na naszej drodze jest Goruńsko. Gdzieś w chaszczach do niej przytykających ma się czaić mauzoleum - ruiny starego grobowca. Zatem wyruszamy na poszukiwania. W naszą stronę wiją się piaszczyste, wygrzane drogi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Słońce przyjemnie praży w pyski, za drewnianymi, falistymi płotami pasą się konie i gęsi. Niesie się też okolicą gdakanie kur - acz tych obecność zaznacza się jedynie w formie dźwiękowej. Może nie lubią upału i chronią się gdzieś w cieniu albo w budynkach?

W tym roku jest niesamowity urodzaj na maki! Im dalej jedziemy - tym bardziej czerwone są pobocza mijanych dróg!

Obrazek

Obrazek

Niektóre okazy są dosyć gigantyczne!

Obrazek

Zabudowa wioski sugeruje przeszłość przemysłową i pałacową. A i w nowszych budynkach nie brakuje kominów o ciekawych kształtach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Część kominów nie pełni już swoich podstawowych, dymiących funkcji - jednak nie można ich określić jako w pełni opuszczone. Bo są zamieszkane, a ich przeznaczenie po prostu przeszło drobne modyfikacje :)

Obrazek

W końcu znajdujemy i poszukiwany grobowiec. Miejsce cieniste, drzewa jak zwykle w takich miejscach zjada bluszcz...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Każdy miłośnik starych napisów znajdzie tu coś dla siebie.

Obrazek

Obrazek

Dawnych mieszkańców już chyba tu nie ma… Wygląda na to, że rozpłynęli się w odmętach dziejów… Choć są to tylko nasze domysły z poziomu górnego, wspomagane odrobinę latarką. Nie schodzimy na przeszpiegi w ziejącą czernią i stęchlizną otchłań… Klimaty na wierzchu nas w pełni satysfakcjonują ;)

Obrazek

Odnalezione mauzoleum jest położone na malowniczej górce, a wokół roztaczają się widoki na ceglaną zabudowę okolicy, strzeliste wieże dalekich kościołów czy szumiące łany zbóż…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do wioski wracamy inną drogą. Mniej piaszczystą, ale również miło meandrującą, dla odmiany wśród drzew starej alei, zapewne pamiętającej jeszcze klimaty pałacowe.

Obrazek

Jedno z drzew ma wielką dziuplę. I zostaje ona szybko zasiedlona! Ja też bym tam wlazła, ale wielka dziupla jest jednak za mała na tłustą bubę ;)

Zamieszkała dziupla z zewnątrz…

Obrazek

Z wewnątrz prezentuje się chyba jeszcze ciekawiej. Dziura sięga chyba ze 4 metry w górę!

Obrazek

Na dwa kolejne noclegi zawijamy nad jezioro Chycina. Jest tu coś na kształt pola namiotowego, ale póki co bywają tu tylko szopy! No właśnie! Tych skubańców się ponoć w zachodniej Polsce namnożyło i wyżerają wszystko co się da! Nie gardzą też śmieciami czy resztkami z garnka. Zostawiłam w wiacie przypalony garnek, poszłam na 15 minut nad jezioro. Wracając błysnęły mi oczka na stole a garnek był wylizany i wyczyszczony do dna! Zero przypalenizny! Dziękuje panie szopie za pomoc! Toż czyściłabym to godzinę! :)

O owych delikwentach wisi tu nawet kartka na słupie! Wreszcie nie jakieś pierdzielenie o wirusie a rzetelna informacja o realnych zagrożeniach! :)

Obrazek

Mięciutkie poszycie chrupie pod stopami. Mieszanina traw, mchów i borówek. No i szyszek! To one mają swój największy udział w “chrupaniu”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwsze ognisko rozpalamy w znalezionym w lesie grillu. Fajnie, że ktoś go tu zostawił!

Obrazek

Obrazek

Nad jezioro schodzi się po drabinie z korzeni. Rosną tu piękne 4 sosny. Chyba niesamowicie stare! Troche zmartwiło nas, że 3 z nich mają namalowane sprejem krzyżyki… Kurde… Mam nadzieję, że nie planują ich wyciąć! To cała ozdoba tutejszej “plaży”!

Obrazek

Pomościk…

Obrazek

I nadrzewna huśtawka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W drugi wieczór odkrywamy fajne miejsce ogniskowe nad wodą. Znaleziony grill więc porzucamy, umieszczając tam gdzie stał, oparty o drzewo. Niech dalej służy potomności i innym zbłąkanym wędrowcom!

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 27 lipca 2020, 20:39

Na MRU kręcilismy już trochę razy. Może kilkanaście? Może dwadzieścia kilka? Ciężko powiedzieć bo nie liczyłam (jakby ktoś był ciekaw relacji z tamtych wyjazdów to pisałam o nich tu: MRU od dołu: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... h-mru.html, MRU od góry: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... asach.html ) Ale ten tegoroczny czerwcowy wypad pod ziemię był dla nas z kilku przyczyn wyjątkowy.

Wszystkie poprzednie razy bywaliśmy tam zimą, ostatecznie późną jesienią lub wczesną wiosną. Wejście pod ziemię wiązało się więc z przyjemnym odczuciem ciepła, rozbieraniem z kurtek i odwijaniem zwojów szalików. Z mrozu wkraczało się w teren chłodny, ale o temperaturze zdatnej do biwakowania (ot jedyna moja szansa na zimowe noclegi w terenie ;) ) Teraz - weszliśmy z upału do paskudnej lodówki. Tak.. jak względne może być odczuwanie tych 8-10 stopni. Pozabieraliśmy po dwa swetry na głowę, ale okazało się, że trzeba było zabrać ich jeszcze więcej!

Zawsze dotychczas szliśmy na MRU z ekipą - i to zazwyczaj niemałą. Zupełnie inaczej postrzega się labirynt podziemnych korytarzy w zgiełku, wśród rozmów, śmiechu i kręcących się ludzi. Idąc w trzy osoby jest jakoś tak... inaczej? Inaczej smakuje ciemność i podziemne dźwięki… Poza tym zawsze szliśmy tam z kimś, kto znał te bunkry lepiej od nas. Zawsze ktoś nas prowadził do wejścia, a potem korytarzami na miejsce imprezy lub noclegu. Myśmy po prostu szli, ciesząc się rozmową, śpiewami, robieniem zdjęć lub urokiem pełnych nacieków ścian. Teraz całokształt wycieczki zależał wyłącznie od nas. Nie było na kogo zwalić odpowiedzialności znalezienia otwartego wejścia czy decyzji na podziemnym rozdrożu.

Poza tym - my już tam byliśmy, ale kabaczek nie… Dla niej to była pierwsza wyprawa tak głęboko pod ziemię, do tak przepastnych korytarzy i namacalnej ciemności. Ciekawie było więc spojrzeć na znane miejsce oczami niespełna pięciolatka, który w wielu momentach nieco inaczej patrzy na świat… Wiele kabaczych wątpliwości zostało tego dnia rozwianych, np. co się dzieje z Buką latem. Wiadomo, że Buka wyłazi zimą i wszystko mrozi. A tu już wiadomo - Buka latem schodzi do MRU i tam siedzi! :)

Były więc klimaty totalnie inne od poprzednich, tunele wypełniały nieznane wcześniej dźwięki, cienie i kształty - i jak można się domyślać - oczywiście się pogubiliśmy ;)

Czar podziemnych klatek schodowych…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabaczek: “Tu schodów jest więcej niż u babci w Bytomiu!”. No tak.. U babci to tylko 4 pietro ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wszelakie pordzewiałe żelastwa cieszą oczy w podziemnych tunelach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rdzawe nacieki ścian przeglądają się w wodzie chlupoczącej pod butami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ta ściana się na nas patrzy! To dobrze czy źle? ;)

Obrazek

I ta też!

Obrazek

Skrzyżowania…

Obrazek

Wąskie przepusty...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ooooo! To tu jesteśmy bezpieczni? Ufff.. “Koronawirus Zone Free” ;) Czy to znaczy, że tu nie trzeba nakładać maseczek, rękawiczek, pieluch i innych środków ochrony, zabezpieczających przed zbiorową histerią?

Obrazek

Nie ma to jak się pobujać w hamaku w lesie! tzn. kilkadziesiąt metrów pod korzeniami drzew tyż może być! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu żeśmy źle poleźli. Skręciliśmy w korytarz za wcześnie.. I zrobiła się wielka woda… Ale skoro TAM jest wyjście to poszliśmy... dwie osoby po kolana w wodzie...

Obrazek

Obrazek

...a jedna pod pachą…

Obrazek

Ale TAM wyjścia nie było… ;)

Obrazek

Tak długo zabawiliśmy robiąc zdjęcia, hamakując, ciesząc się naciekami i wlekąc się ślimaczym tempem - że zawędrowaliśmy bliżej niż się nam wydawało ;)

Trzeba było więc zawyć ze złości na własna głupote i cofnąć się… zaś przez lodowatą wodę - i potuptać już tam gdzie trzeba, tylko że w mokrych butach, które przy każdym kroku robią pffff…

A tu już naziemne okolice, gdzie dociera słońce i beton najeżony zbrojeniami miesza się ze spętlonym chaszczem czerwcowych zagajników.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Latem chyba jednak świat jest zbyt piękny i przyjazny, żeby siedzieć pod ziemią! W ciemność przepastnych korytarzy będziemy więc raczej wracać tylko w paskudne okresy roku!



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 30 lipca 2020, 19:59

Na bieżąco szukając odpowiednio wyboistych dróg suniemy dalej ku swemu przeznaczeniu. Tu akurat okolice Sokolej Dąbrowy - kocie łby + maki! Piękny zestaw!

Obrazek

Obrazek

W Jarnatowie był plan zwiedzania opuszczonego pałacu. Niestety ma on już lokatorów i bardzo solidne, kompletne ogrodzenie. Pewnie aby lokatorzy się nie rozpierzchli!

Oglądamy pałac więc tylko z daleka.

Obrazek

Obrazek

Kabak szczęśliwy, bo to lokatorzy są dla niej główną atrakcją, a jakiś tam budynek zdecydowanie mniej.

Obrazek

Obrazek

Budynek np. nie je trawy z ręki. I nie beczy!

Obrazek

Polna droga wyprowadza w lasy i zarośla...

Obrazek

Obrazek

Za wsią jest jezioro zwane, jak się można domyślić, Jarnatowskim. I tu odkrywamy rewelacje! Domki na wodzie! Małe wiatki, użytkowane zapewne przez wędkarzy, umieszczone na palach! No i ulewa nikomu niestraszna, a ponoć podczas deszczu ryba lepiej bierze! Taka “baza oddycha” jak z Dniestrowska - tylko w wersji super mini! ;)

Domki widziane z daleka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I z trochę bliżej...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeziorko trochę podeschło.

Obrazek

Chybotliwe pomosty prowadzą więc początkowo przez trzcinowe chaszcze i bagienka o silnym aromacie glonu i kruszejącej na słońcu ryby.

Obrazek

Obrazek

A dalej to już istne apartamenta! :) Schodki, tarasy, mieciutkie pufy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znajdujemy sobie fajne miejsce nad jeziorem - przy zwalonym pniu. Pogoda dziś jest bardzo zmienna. Raz wygląda, że zaraz przywali burza… i nawet troche popaduje...

Obrazek

Obrazek

A za chwilę grzejemy się w miłym słoneczku.

Obrazek

Obrazek

Na ognichu pieczemy karkówkę i… buty. Jakoś woda bunkrowa jest dużo trudniejsza do wysuszenia niż taka zwykła “naziemna” ;)

Obrazek

I tak sobie gawędzimy, że jednak Polska to piękny kraj... Że tutaj też można znaleźć klimatyczne miejsca i mimo zamkniętych granic na wschód - praktycznie tak samo spędzać wyjazd jak planowaliśmy... Jak w zły czas padają te słowa... I potem długie godziny huczą w głowie echem, pełnym złowrogiego chichotu....

Gdy kończymy dojadać mięsko zjawia się leśniczy z informacją, że nie możemy tu zostać. Oficjalne miejsce biwakowe jest po drugiej stronie jeziora i ostatecznie możemy się tam zatrzymać. Jacyś rowerzyści na nas donieśli. To nic, że tu są ślady po wielokrotnych ogniskach i wyraźnie widać, że miejscowi biwakują tu nie raz… To nic, że wyzbieraliśmy cały wór śmieci na tym miejscu (naprawdę mam ogromną ochotę je z powrotem wysypać tam gdzie były..) Właśnie w takich chwilach najbardziej nas szlag trafia, że nie jesteśmy teraz zgodnie z planem na Łotwie czy w Estonii - tylko w tym zakichanym, przeludnionym, policyjnym kraju pełnym skurwieli donosicieli. No cóż… Ognisko więc gasimy, cudze śmieci zabieramy, a w stronę kapusiów wysyłamy najgorsze pokłady energii jakie potrafimy. Mam nadzieje, że spotka ich coś bardzo złego. Karma wraca… Do leśnika nie mam pretensji - był miły, a taka jest jego praca, że musiał zareagować na zgłoszenie... Ale dobrze mówili starsi ludzie - nie ma nic gorszego jak ormowiec, który w ramach wolontariatu i dla podbudowania własnego ego lubi dokopać bliźniemu... A niestety teraz przyszły takie czasy, że bezinteresowne szuje wychylneły z podziemia i rosną jak grzyby po deszczu, puchnąc z dumy... Na szczęście był to jedyny taki przypadek na tym wyjeździe...

Drugi brzeg też jest w miarę miły. Tylko dużo mniej zaciszny. Tam byliśmy jakoś schowani za wiatrem. Tu duje jak szlag… Dobrze, że chociaż zdążyliśmy tam żarcie upiec.. Tu by strach ognisko palić nawet na piasku - że nam go zdmuchnie gdzieś w las… No i tu już dotarł wieczorny cień, z którego możemy patrzeć na słoneczny, zakazany brzeg…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kręcimy się po pobliskich lasach, gdzie jeszcze można złapać ostatnie promienie wieczornego słońca…

Obrazek

Obrazek

I na szczęście spotykamy już tylko zwierzęta… Czasem chyba lepiej spotkać watahę wilków niż człowieka…

Obrazek

Plaża jest pełna klimatycznych starych pomostów, które mocno już nadgryzł ząb czasu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fajnie, że tu była ta "oficjalna plaża" i było się gdzie ewakuować...

Wieczór spędzamy na wietrznym pomoście (nieraz mocno trzymając czajnik z herbatą, żeby nam go nie zduło do wody)

Obrazek

Przygląda się nam znad lasu lśniąca kula..

Obrazek

Obrazek

A potem tworzą się cudne srebrzyste falki!

Obrazek

Ciekawe, że ryby najbardziej lubią skakać właśnie w tym pasie światła! Wszystkie właśnie tam przypływają, aby wyskoczyć z wody patrząc na księżyc. Z drugiej strony - gdybym była rybą to też bym pewnie tak robiła!

Są też szybkie (bo dość zimno) przekąpki słuchając dziwnych dźwięków z lasu. Coś robi “kłaaaaa”. I każdemu “kła” odpowiada jakby cieniutkie wycie…

A rano okazuje się, że wiatr nawiał niesamowite ilości piany! Skąd?? Jezioro wyglądało na bardzo czyste, nigdzie nie ma nad nim zabudowań ani pól uprawnych?

Obrazek

Nasz zapał na kąpiel więc nieco spada… Zwłaszcza, że wiatr nie ustał, ale za to jest dużo zimniejszy niż wczoraj...


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 03 sierpnia 2020, 21:20

W Nowym Dworku szukamy ruin pałacu. Nasz namiar okazuje się jednak nieco chybiony - w gęstych zaroślach siedzi jedynie jakaś stodoła. Solidna - to fakt, ale na pałac raczej nie wygląda, mimo swoich słusznych gabarytów!

Obrazek

Obrazek

Zawijamy też nad jezioro Glinik. Samo jeziorko byłoby całkiem sympatyczne...

Obrazek

Kiedyś ktoś mi polecał to miejsce na biwak, ale chyba to było dosyć dawno... Teraz miejsce nas nie urzekło.. Jakieś takie zbyt wyremontowane, zbyt wylizane... W miejskim parku bywa bardziej dziko... Wszędzie tabliczki, zakazy, kamery... Nie... zwijamy się stąd! np. taki plastikowy pomost walnęli...

Obrazek

W Skwierzynie spotykamy coś rekinopodobnego. Kabak się cieszy i mówi, że w przedszkolu opowie, że widziała rekiny latające! ;)

Obrazek

W okolicach wsi Goszczanowiec zatrzymujemy się na lody pod miłym sklepikiem.

Obrazek

Gościmiec wita nas przystankiem wyciętym z falistej blachy, który nada się do naszej kolekcji przystanków nietypowych. Ten naprawdę wygląda nieco jak jakiś wagon albo co? I skądinąd bardzo podobny jest do baraku robotników budowlanych spod sklepu w Goszczanowcu! (zdjęcie powyżej)

Obrazek

Obrazek

I znów maki! W tym roku są wszędzie!

Obrazek

W Strzelcach Krajeńskich wpadają nam w oczy ciekawe płaskorzeźby nad bramami do klatek schodowych..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i w końcu jeden z głównych celów na dzisiejszy dzień!

O opuszczonym mauzoleum w Dankowie udało mi się dowiedzieć z jednej z fejsbukowych grup miłośników zjawisk paranormalnych, zrzeszającej sympatyków duchów, demonów, kosmitów, itp. Miejsce to jest lubiane i często używane na ich różne seanse spirytystyczne, bo tam podobno “dobrze bierze” ;) Ponoć jest taki odłam krótkofalarstwa, który za pomocą nieużywanych powszechnie częstotliwości nawiązują kontakty z zaświatami (duchy w Dankowie rzekomo odpowiadają częściej i sensowniej niż w innych miejscach ;) ) Mauzoleum ma też dobrą sławę jeśli chodzi o zjawy pokazujące się w lustrach. I faktycznie na miejscu, w części kryptowej, napotykamy na sporą ilość potłuczonych luster oraz dwie lub trzy talie kart, w różnym stopniu nadpalenia.

Mauzoleum położone jest w gęstych leśnych zaroślach. Niby dosyć blisko wsi i ludnego w sezonie jeziora, ale jednak na tyle na uboczu, że ma się tu poczucie odosobnienia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pod względem architektonicznym miejsce mi się bardzo podoba, jednak atmosfera panuje tu jakaś nie za przyjazna. Jest to trzecie tego typu miejsce jakie zwiedzamy na naszych tegorocznych lubuskich ścieżkach (po Wyszanowie i Goruńsku). Jednak tak jak w dwóch poprzednich nie miałabym problemu, aby rozbić namiot obok starych ruin, tak tu wolałabym jednak poszukać innego miejsca do celów noclegowych. Może to kwestia zapachu? Bo w budynku coś śmierdzi. Jakby coś zepsutego? Jakby rozkładające się śmieci? Początkowo planowaliśmy przy ruinach ognisko, albo choć mały piknik - jednak plany te zostają jednogłośnie porzucone, a my ruszamy dalej w celu odnalezienia lepszych miejsc biwakowych… Acz dalej też jest... dziwnie… Ale już zupełnie w innym stylu ;)


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
laynn
Turysta
Turysta
Posty: 168
Rejestracja: 07 stycznia 2020, 9:52
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: laynn » 04 sierpnia 2020, 10:38

Fajne to mauzoleum.
Ciekawa byłaby noc w nim ;)
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 04 sierpnia 2020, 10:50

laynn pisze:
04 sierpnia 2020, 10:38
Fajne to mauzoleum.
Ciekawa byłaby noc w nim ;)
Ja to bym na bank tam nie zasnela! :lol:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
laynn
Turysta
Turysta
Posty: 168
Rejestracja: 07 stycznia 2020, 9:52
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: laynn » 04 sierpnia 2020, 11:26

Wszystko zależy od wspomagaczy ;)
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1748
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: buba » 04 sierpnia 2020, 18:18

I tak sobie jedziemy przed siebie, trzymając kierunek mniej więcej północny. I co napotykamy na swej drodze? Tym razem jakieś dziwne wyrobiska i ruiny ch***owego sklepu ;)

Między Zwierzynem a Łącznicą natrafiamy na tereny jakby po dawnych żwirowniach czy innych zakładach przemysłowych. Duże place i niewielkie pozostałości zmielonych betonowych ruin.

Obrazek

Wszystko bujnie porastają maki, które w tym roku stały się wybitnie roślinami ruderalnymi.

Obrazek

Teren jest pylisty, a wiatr co chwile podnosi kłęby piachu i tworzy z nich mini trąby powietrzne. Stoi tu też niewielki budyneczek, który okazuje się być opuszczonym sklepem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sprzedawano tu wódke, piwo, lody, czipsy. Jest nawet przyszpilony do ściany telefon do szefa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale sklep? W starym wyrobisku??? Na takim wygwizdowie?

Przy wejściu do niego wala się trochę śmieci, ale raczej nie kojarzących się z dawnym asortymentem - przynajmniej tym wyszczególnionym na ściennych spisach. Leżą tu, w liczbie kilka, takie oto nietypowe dla spożywczych sklepów… artefakty ;)

Obrazek

Idąc ścieżką dalej wgłąb wyrobisk, docieramy do ciekawej kotlinki, otoczonej przez piaszczyste klify. Są tu ślady ognisk, więc niejedną imprezę to miejsce zapewne widziało. Słychać też kumkot żab. Wspinam się na jedną ze skarp i mym oczom ukazuje się mocno zarośnięte szuwarem bajoro, gdzie żab jest więcej niż wody! Dosłownie się kotłuje! Jakby skubane walczyły o każdy centymetr przestrzeni! (co patrząc na okoliczności nie jest całkiem pozbawione sensu! )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oceniamy dojazd do kotlinki. Ilość piachu jednak sięga pół łydki, więc co się stanie z busiem łatwo przewidzieć... Ciekawe miejsce, ale cóż... Jedziemy dalej!

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Marshal23
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 552
Rejestracja: 20 stycznia 2014, 12:57

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Post autor: Marshal23 » 04 sierpnia 2020, 22:29

Mega Rewelka
ODPOWIEDZ