Parki Narodowe USA - październik 2019

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Grochu
Moderator
Moderator
Posty: 4863
Rejestracja: 14 października 2009, 12:11

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Grochu » 02 grudnia 2019, 10:03

Bajkowe obrazki :brawo:
I nawet Indianer się znalazł :lol:
A te kiecki to dziouszki mogły skitrać na kolejnego Oldskula ;)
Nieważne: gdzie. Ważne: z kim :)
"Lepiej się w życiu wygłupiać niż wymądrzać" ( ktoś tam )
"Ludzie są coraz lepsi - w udawaniu coraz lepszych" ( też ktoś tam )
Awatar użytkownika
Barbórka
Turysta
Turysta
Posty: 926
Rejestracja: 02 stycznia 2011, 21:12

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Barbórka » 03 grudnia 2019, 18:01

Grochu pisze:
02 grudnia 2019, 10:03
Bajkowe obrazki :brawo:
A te kiecki to dziouszki mogły skitrać na kolejnego Oldskula ;)
Oldskul w stylu country to byłoby coś😊
Małgośka
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 130
Rejestracja: 07 marca 2011, 20:53

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Małgośka » 04 grudnia 2019, 17:45

Adam pasuje Tobie ten strój szeryfa :D Chyba po raz pierwszy widzę tak kolorowe kaniony.Najwidoczniej mało jeszcze w życiu widziałam :P Mieliście fajny pomysł żeby tam pojechać i przetrzeć szlaki dla innych :brawo:
Awatar użytkownika
Grochu
Moderator
Moderator
Posty: 4863
Rejestracja: 14 października 2009, 12:11

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Grochu » 05 grudnia 2019, 14:32

Ale że go grizzly nie pogrizly....tyle boczku! :lol: :P ;)
Nieważne: gdzie. Ważne: z kim :)
"Lepiej się w życiu wygłupiać niż wymądrzać" ( ktoś tam )
"Ludzie są coraz lepsi - w udawaniu coraz lepszych" ( też ktoś tam )
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2546
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: adamek » 08 grudnia 2019, 16:58

Zaraz za Jackson zaczyna się Park Narodowy Grand Teton. Nazwa pochodzi od najwyższego szczytu w górach Teton. Oprócz gór na terenie parku są rozległe łąki i wiele jezior.

Obrazek

Obrazek

Rozległe, często podmokłe łąki nazwane Jackson Hole są ostoją dla wielu zwierząt.
Grizzly nie widzieliśmy :( . Bizony miały być – znaki informowały o nich. Wypatrzyliśmy, je, pasły się, ale bardzo daleko.

Obrazek

Obrazek

Za to jelenie kanadyjskie …

Obrazek

… i widłorogi amerykańskie można było zaobserwować z bliska.

Obrazek

Odwiedzamy jezioro Jenny Lake, leżące u podnóża gór Teton i dużo większe Jezioro Jackson Lake.

Obrazek

Obrazek



Opuszczamy Park Narodowy Grand Teton i wjeżdżamy do Parku Narodowego Yellowstone.

Obrazek

Słońce już prawie zaszło kiedy dojechaliśmy na camping na jeziorem Lewis Lake. Udało się nam znaleźć wolne miejsce wolne od śniegu. Na terenie Parku w ocienionych miejscach zalegał śnieg. Było zimno, w nocy temperatura spadła do -7 stopni Celsjusza.

Rano, jeszcze przed wschodem słońca ruszamy na objazd Parku.
Na początek odwiedzamy West Thumb Geyser. Jest to pole geotermalne z gejzerami i jeziorkami gorącej wody nad brzegiem dużego jeziora Yellowstone Lake. Po polu prowadzone są trasy spacerowe. Ze względu na wrzącą wodę często spływającą do jeziora poprowadzone są na drewnianych pomostach.

Obrazek

Obrazek

Wschód słońca obserwujemy znad brzegu jeziora Yellowstone, pomiędzy dymiącymi gejzerami.

Obrazek

Obrazek


Następny przystanek to Upper Geyser, wielkie pole geotermalne, największe na terenie Parku.
Zresztą duża część parku leży na obszarze Kaldery Yellowstone, czyli tak naprawdę w środku krateru super wulkanu. Stąd tyle tu zjawisk geotermalnych. Zgodnie z prognozami super wulkan powinien on już wybuchnąć, więc należy się spodziewać tego w najbliższym czasie – My zdążyliśmy przed wybuchem :)

Ale pierwsze co zauważyliśmy po dojeździe był … bizon.

Obrazek

Udało się :) zobaczyliśmy bizona i to tak z bliska. Szkoda, że był tylko jeden, ale pewnie będzie ich więcej.

Na terenie Upper Geyser jest mnóstwo gejzerów, gorących źródeł czy wulkanów błotnych.
Pierwszym jest chyba najbardziej obleganym przez turystów Old Faithful. Wybuchy są dość regularne (co 60-90 min) i wyrzucają wrzącą wodę na wysokość do 55 metrów.

Obrazek

Obrazek

Obeszliśmy cały teren pola geotermicznego z dziesiątkami dużych i malutkich gejzerów i oczek wodnych z wrzątkiem. Wiele z nich ma ciekawe skalne formacje, inne są różnokolorowe – czerwone, żółte czy białe z błękitną bulgoczącą wodą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wybuchy większości gejzerów jest bardzo nieregularna. Np. Gejzer Beehive w okresach od 15 godzin do nawet półtora dnia. Nam udało się trafić na taki wybuch na wysokość 60 metrów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy gejzerach są tabliczki z opisem kiedy był ostatni wybuch i kiedy jest przewidywany następny.
Gejzer Giant potrafi wybuchać na ponad 75 metrów 50 razy w roku, a w następnym roku tylko raz czy dwa razy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gorące źródło Morning Glory Pool prezentuje się wielobarwną tęczą kolorów. Nie są to jednak naturalne kolory. Z powodu wrzucania przez turystów do wody różnych przedmiotów głównie monet nastąpiła reakcja chemiczna i teraz to źródło prezentuje się wielokolorowo.

Obrazek

Wędrując pomiędzy gorącymi źródłami co raz spotykamy pasące się bizony. Niektóre z nich możemy podziwiać z bardzo bliska.

Obrazek

Obrazek

Najciekawsze spotkanie mieliśmy pod koniec dnia. Na jednym z punktów widokowych zobaczyliśmy tłumek ludzi.

Obrazek

Okazało się, że obserwują niedźwiedzia grizzly. Niedźwiedź majestatycznie spacerował po zboczu góry, leniwie grzebiąc w trawie. Pewnie szukał pożywienia.

Obrazek

Obrazek

Powoli schodził w dół. Doszedł do ścieżki i poszedł sobie …
… i nagle odwrócił się i zrobił dwa kroki w naszą stronę.
Rozglądnąłem się i … jestem pierwszy, najbliżej wielkiego potwora :) wszyscy uciekli kilkanaście metrów dalej.

Obrazek

Obrazek

Na szczęście – bo nie zostałem kolacją potwora – grizzly odwrócił się i poszedł, nie zaprzątając sobie nami głowy :)


Wróciliśmy na nasz camping. Leżał on w środku lasu. Przy każdym miejscu biwakowym znajdują się duże metalowe szafki, do których należy chować jedzenie. Nie wolno zostawiać jedzenia na zewnątrz lub w namiocie. Jak obejrzeliśmy fotki „naszego” „misiaczka” i jego długie na kilkanaście centymetrów „pazurki” – rozpaliliśmy większe ognisko, a na noc do namiotu wchodziliśmy z pewnymi obawami :) Bardziej wygania nas temperatura, która spadła do -7 stopni, brrrr.

Obrazek

Na szczęście misiek nie odwiedził nas w nocy 
Rano znów ruszamy na zwiedzanie Parku i znów przed wschodem słońca.
Tym razem jedziemy w drugą stronę.
Ze względu na odległości po parku można, a nawet należy, poruszać się autem. W sumie jest tam 500 km dróg. Tworzą one układ drogowy przypominający słoneczko :) Główna trasa wokół głównych atrakcji i pięć dróg promieniście prowadzących do wyjazdu z parku. Na wszystkich drogach przede wszystkim ze względu na mnogość żyjących tam zwierząt ograniczona jest do 45 m/h (72 km/h).

Obrazek

Jadąc autem słyszymy porykiwania – pewnie są gdzieś w okolicy jelenie. Oczywiście że są i nawet chodzą po drodze.

Obrazek

Kawałek dalej – ostre hamowanie … na pagórku przy drodze wataha wilków.

Obrazek

Piękne drapieżniki – jeden cały czarny drugi jak z obrazka w encyklopedii.
Było ich więcej za pagórkiem, ale profilaktycznie nie wysiadaliśmy z samochodu.

Obrazek

Jedziemy wzdłuż jeziora Yellowstone Lake.

Obrazek

Obrazek

Później wjeżdżamy głębiej w góry. Po drodze zwiedzamy kolejne miejsca z gorącymi źródłami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I kolejne bizony …

Obrazek

Obrazek

Obrazek

… i inne zwierzątka – m.in. lisa z ciekawością obserwującego nas – my też z ciekawością obserwowaliśmy go.

Obrazek

Obrazek

W dolinie nad Yellowstone River według informacji z przewodników można spotkać bizony. Zgadza się – jest dużo bizonów, całe stada. Ciekawe jak to wyglądało 200-300 lat temu gdy biali jeszcze nie dotarli na Dziki Zachód, a stada bizonów liczyły po kilka tysięcy zwierząt …

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dojechaliśmy do Wielkiego Kanionu Yellowstone. Kanion, długi na ponad 30 km, został wypłukany przez rzekę o tej samej nazwie w wielokolorowych skałach.

Obrazek

Obrazek

Zaczyna się dwoma wodospadami Upper i Lower Yellowstone Falls.
Dalej głęboki na ponad 300 metrów kanion tworzą wielokolorowe skały, które można obserwować z punktów widokowych po obydwu jego brzegach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następne gejzery podziwialiśmy na dużym kompleksie termalnym Norris.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiele bulgocących jeziorek wodnych i błotnych wraz z wolno płynącą wrzącą wodą tworzą wielobarwne otoczenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tym polu znajduje się Steamboat Geyser, najwyższy na świecie aktywny gejzer, który potrafi wyrzucić wodę na wysokość 90 metrów. Jego wybuchy nie są przewidywalne. Kolejne wybuchy dzieli okres od kilku miesięcy do kilku lat.

Obrazek

Zadowoliliśmy się małym gejzerkiem i wybuchem na kilka metrów :)

Obrazek

Kilkanaście kilometrów na północ znajduje się Mammoth Hot Springs, rozległy kompleks gorących źródeł znajdujący się na wzgórzach. Płynąca gorąca woda wypłukuje ze skał wapień. Schładzając się, wapień osadza się na powierzchni utworzył białe, brązowawe lub rude nacieki i skorupy, a także efektowne terasy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Słońce zachodzi, pora żegnać się z tym wspaniałym miejscem. Na koniec udało się nam jeszcze zobaczyć kozła śnieżnego, którego białe futro wyraźnie było widać na tle skał.

Obrazek

Obrazek

Już w zupełnych ciemnościach wyjeżdżamy z Parku Narodowego Yellowstone. Postanowiliśmy drogę do następnego parku pokonać w nocy. Zaoszczędzimy trochę czasu i miniemy zakorkowane Salt Lake City w nocy przy najmniejszym ruchu drogowym.

c.d.n.

więcej zdjęć:
https://photos.app.goo.gl/k4jVUbPTu1NS1kit6
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
Dżola Ry
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6149
Rejestracja: 28 czerwca 2009, 23:07
Kontakt:

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Dżola Ry » 10 grudnia 2019, 21:19

Jako komentarz powiem tak - za pół roku odzyskuję wolność!!!
To już postanowione!

A wtedy, jeśli tylko zechcecie, z entuzjazmem podzielę z Wami przygody i koszty Waszych następnych wspaniałych podróży!
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2546
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: adamek » 29 grudnia 2019, 22:28

Po całonocnej jeździe przed południem dojechaliśmy do Parku Narodowego Bryce Canyon.

Obrazek

Zajęliśmy sobie miejsce na campingu Sunset, jednym z dwóch znajdujących się na tym terenie, rozbiliśmy namioty i ruszyliśmy na zwiedzanie.
Wbrew swojej nazwie, Bryce Canyon nie jest prawdziwym kanionem, ponieważ nie płynie przez niego rzeka. Niecka w kształcie amfiteatru powstała na skutek erozji spowodowanej przez duże zmiany temperaturowe.
Wzdłuż uskoku prowadzi droga z kilkunastoma punktami widokowymi.
Pojechaliśmy na sam koniec 18 milowej drogi do Rainbow Point. Pierwsze spojrzenie na kanion i wow jakie widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalej po kolei zjeżdżaliśmy zatrzymując się przy kolejnych punktach widokowych, czyli tam gdzie są parkingi, podziwiając czerwone, pomarańczowe i białe kolory skał tworzących rozmaite formacje skalne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Słońce było coraz niżej, spieszyliśmy się na zachód słońca. Podziwialiśmy je z punktu widokowego Sunset Point.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już w ciemnościach wróciliśmy na nasz camping. Bryce leży na wysokości 2400-2900 m npm więc znów mieliśmy w nocy minusową temperaturę.

Rano, wcześnie rano, jeszcze w ciemnościach pobudka. Musimy zdążyć na wschód słońca. Najlepsze miejsce to Sunrise Point.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Promienie słoneczne przynoszą trochę ciepła :) Przeszliśmy na sąsiedni punkt z którego dzień wcześniej podziwialiśmy zachód słońca. To stąd schodzi w dół szlak prowadzący w dół w sam środek kolorowych iglic.

Obrazek

Obrazek

Schodzimy szlakiem Navajo Loop drogą prowadzącą zakosami ostro w dół. Wchodzimy w wąskie kaniony z bardzo wysokimi ścianami. Ta część szlaku zwana jest Wall Street.

Obrazek

W wąskich kanionach rosną pojedyncze drzewa. Jak one tu wyrosły?
Wychodzimy z wąskich tuneli. Teraz ścieżka prowadzi w bardziej otwartym terenie pomiędzy formacjami skalnymi, niekiedy przechodzi przejściami pod skalnymi łukami. Szlak nazywa się Queens Garden Trail.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podchodzimy w górę na krawędź kanionu. Cały spacer zajął nam niecałe trzy godziny.

Obrazek

Obrazek

Zjedliśmy późne śniadanie – było już po 13, i pojechaliśmy zobaczyć Mossy Cave. Mechata Jaskinia to tak naprawdę skalny nawis cały porośnięty zielonym mchem. Tuż obok znajduje się niewielki wodospad, pod którym można przejść.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

20 km dalej, już poza Parkiem Bryce leży mniej znany Red Canyon będący częścią obszaru chronionego Dixie National Forest. Mniej znany, ale równie ciekawy. Różne odcienie czerwieni i najróżniejsze kształty skał.

Obrazek

Przy Visitor Center zaczyna się kilkukilometrowy łatwy szlak prowadzący pomiędzy najciekawszymi formacjami skalnymi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jednym z symboli tego rejonu jest niewielki tunel wybudowany ponad 100 lat temu.

Obrazek

Wracamy do Kanionu Bryce.
Ponownie schodzimy w dół do kanionu. Tym razem wędrowaliśmy szlakiem konnym, który prowadzi pomiędzy ciekawymi skałami. Zaletą tego szlaku jest również brak tłumów, a nawet brak w ogóle innych turystów. Przez kilka kilometrów spotkaliśmy tylko jedną trzyosobową grupkę ludzi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zejściu z konnego weszliśmy na szlak Navajo Loop, na odcinek który ominęliśmy rano.
Po drodze mijamy formację Two Bridges.

Obrazek

Dalej droga kieruje się w górę. Szlak prowadzi serpentynami ostro w górę, wąskim kanionem z wysokimi skalnymi ścianami. Aż dziw że w takim miejscu wyrosły drzewa.

Obrazek

Obrazek

Jeszcze przed wejściem na krawędź kanionu w punkcie Sunset Point, można dużą część całego Bryce z jego wspaniałymi czerwonawymi skałami najróżniejszych kształtów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej znaną skalą w tym miejscu jest Tors Hammer.

Obrazek

Obrazek

W Sunset Point podziwiamy skały Bryce w promieniach zachodzącego słońca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak zaszło słońce bardzo szybko zrobiło się zimno, dodatkowo silnie wiało. Wróciliśmy na niedaleki camping.
Rano zwinęliśmy namioty i pożegnaliśmy to wspaniałe miejsce.


Następnym celem naszej wyprawy był kolejny park narodowy.
Po dwóch godzinach jazdy dojechaliśmy do Parku Narodowego Zion.

Obrazek

Była niedziela i pełno ludzi, czyli mnóstwo samochodów powodujących korki. Do parku wjeżdża się poprzez długi tunel. Wyjeżdżamy z tunelu i jesteśmy w Kanionie Zion.

Obrazek

Obrazek

Na terenie PN, przy centrum turystycznym znajduje się wielki parking – teraz w całości pełny, i camping – też pełny :( Ale poczekaliśmy trochę i okazało się że jakieś wolne miejsce znalazło się.

Obrazek

Do Parku prywatnym autem można wjechać tylko na sam początek, do parkingu. Dalej, w głąb kanionu można wjechać tylko specjalnymi autobusami zasilanych gazem. Transport jest bardzo dobrze zorganizowany, a kilkadziesiąt autobusów sprawnie rozwozi tłumy turystów w całym kilkunastokilometrowym Kanionie.

Podjechaliśmy kilka przystanków, i przeszliśmy się na krótką wędrówkę w kierunku niewielkiego wodospadu i górskiego jeziorka.

Obrazek

Z trasy rozpościera się widok na dolinę Zion.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podjechaliśmy na koniec kanionu, do końcowego przystanku autobusowego (Temple of Sinawava) i poszliśmy dalej pieszo w głąb kanionu. Po ok. kilometrze dotarliśmy do końca drogi, dalej suchą stopą nie da się przejść. Dotarliśmy do miejsca gdzie kończy się droga, a całą szerokością wąwozu płynie rzeka. Popularną atrakcją turystyczną jest dalsze wędrowanie w wodach rzeki. Woda jest bardzo zimna, nie da się tego zrobić na „boso” :) Turyści chodzą po rzece w specjalnych strojach. Od spotkanych Polaków dowiedzieliśmy się gdzie można wypożyczyć taki sprzęt. Zrobimy to jutro.

Obrazek

Następnego dnia rano wypożyczamy specjalny strój. Nieprzemakalne spodnie oraz buty i skarpety i kij do podpierania się, bo kamienie w wodzie są śliskie. Tak wyposażeni jedziemy na koniec kanionu i docieramy do miejsca rozpoczęcia „wodnej przechadzki”.

Wchodzimy do wody, do rzeki Virgin River. Czujemy wilgoć w butach, ale nie jest zimno :)
Przez kilka kilometrów idziemy po wodzie, niekiedy obok po suchym brzegu zagłębiając się coraz bardziej w górę kanionu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Brodziliśmy w wodzie po kostki, by kawałek dalej zanurzyć się na 80-90 cm. Byle poziom wody był niższy niż nasze spodnie czyli byle mniej niż do pasa.

Odbiliśmy do bocznej odnogi. Tu tak łatwo już nie było.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzeba się było wspinać się na skalne progi i wspinać się po niewielkich wodospadach. W końcu doszliśmy do miejsca gdzie wielkie głazy blokowały dalsze przejście, a głębokość wody w zbiorniku przez nie utworzonym miała ponad 2 metry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po ponad pięciu godzinach brodzenia w wodzie wróciliśmy na suchy ląd :)
Wracając zobaczyliśmy jeszcze mieszkańca tych gór – kondora. Był bardzo daleko, ale udało się nam go wypatrzyć.

Obrazek

Łatwiej było zobaczyć wspinaczy, którzy oblegali wysokie ściany kanionu.

Obrazek

Obrazek

Na koniec dnia podziwialiśmy jeszcze piękne widoki Kanionu Zion w promieniach zachodzącego słońca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

c.d.n.

więcej zdjęć:
https://photos.app.goo.gl/PbaHAzhACR9LhGGE8
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2546
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: adamek » 29 grudnia 2019, 22:29

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
Kovik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1953
Rejestracja: 18 maja 2010, 22:59
Kontakt:

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Kovik » 30 grudnia 2019, 11:13

Zion zdecydowanie najlepszy z tej części
http://gorolotni.blogspot.com

Życie zaczyna się po trzydziestce
Awatar użytkownika
zanzara
Turysta
Turysta
Posty: 92
Rejestracja: 15 grudnia 2012, 22:50

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: zanzara » 31 grudnia 2019, 20:54

Absolutnie zjawiskowe miejsca! Parki Narodowe USA to jedno z moich marzeń. Ależ Wam szczerze zazdroszczę tych widoków i przeżyć :spoko:
Live and let live
Awatar użytkownika
laynn
Turysta
Turysta
Posty: 209
Rejestracja: 07 stycznia 2020, 9:52
Kontakt:

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: laynn » 21 stycznia 2020, 9:15

Relację czytałem wcześniej jako niezalogowany (jak i z Nowej Z). Świetna, fajne kolory, skały. No super.
Gratuluje tych Waszych wycieczek! :)
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2546
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: adamek » 03 lutego 2020, 1:49

Żegnamy Utah i wjeżdżamy do Nevady. Jedziemy autostradami, przejeżdżamy przez Las Vegas. Aby uzupełnić zapasy wjeżdżamy do miasta (i jak zwykle gubimy się :) ), robimy zakupy w Walmart i przejeżdżamy do Kalifornii. Naszym celem jest Dolina Śmierci.

Obrazek

Park Narodowy Death Valley obejmuje całą dolinę oraz okoliczne pasma górskie i jest kilka razy „naj”.
Jest to największy park narodowy w kontynentalnej części USA (większe są na Alasce). Ale najbardziej znane jest z tego, że jest najgorętszym miejscem na świecie. To tu w 1913 roku zmierzono najwyższą temperaturę powietrza na świecie 56,7 ºC. Jak do tego dodamy, że jest to bardzo suche miejsce, najsuchsze w USA to można sobie wyobrazić co to za miejsce.
Nam się trochę udało – mieliśmy chłodniej, 98 ºF czyli „tylko” :) 37 ºC i prażące słońce.

Obrazek

Jadąc przez wypaloną przez słońce krainę minęliśmy znak drogowy z napisem „Elevation Sea Level”. Właśnie wjechaliśmy w depresję. To tu jest jedno z najniżej położonych miejsc na świecie i najniższe w Ameryce Północnej.

Obrazek

Na nocleg rozbiliśmy się na campingu w Furnace Creek położonym 58 m ppm. Furnace Creek to centrum turystyczne, małe lotnisko, hotel, stacja paliw i trzy campingi oraz kilka domów mieszkalnych. Oficjalnie stałych mieszkańców jest tam … 24.


Przed zachodem słońca wybraliśmy się na nie odległe miejsce widokowe Zabriskie Point.

Obrazek

Obrazek

Punkt widokowy na formy tzw. ballands, powstałe w wyniku erozji skał, szczególnie ciekawie wyglądające przy zachodzie słońca.
Miejsce zostało pokazane w filmie Antonioniego z 1970 roku pod tym samym tytułem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zachodzie słońca wracamy na camping. Jaka odmiana – we wcześniejsze noce ubieraliśmy się grubo i szczelnie zamykaliśmy się w śpiworach ze względu na temperatury poniżej 0. Tym razem mamy „tylko” 26 ºC :)


Rano wracamy na Zabriskie Point. To stąd prowadzi szlak po Badlands Junction, szlak wąwozami wśród skał o najróżniejszych ciekawych kształtach.

Obrazek

Obrazek

Jest gorąco a dopiero minęła godz. 9:30. Wchodzimy na szlak, który rozpoczyna się tablicą z ostrzeżeniem: „STOP. Extreme Heat Danger” i dalej m.in. po polsku „Uwaga. Chodzenie po 10 rano jest bardzo niebespieczne”. W sumie nie ma 10 więc idziemy :)

Obrazek

Obrazek

W części droga prowadzi szerokim wąwozem z widokiem na dalekie skaliste góry. Dalej droga zwęża się do bardzo wąskiego wąwozu zawalonego wielkimi głazami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy wzgórza w różnokolorowych barwach, niczym wielosmakowe lody – śmietankowe, waniliowe, kakaowe i kawowe. Przydałyby się tam takie lody :) upał dawno przekroczył 30º.

Obrazek

Obrazek

Doszliśmy do miejsca zwanego Red Cathedral, skalnej kotliny z pionowymi ścianami w różnych odcieniach czerwieni i żółci.

Obrazek

Obrazek

Dalej Golden Canyonem doszliśmy na drugą stronę gór, do drogi i dużej doliny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracaliśmy z powrotem inną, równoległą drogą – Gower Gulch. W sumie cała droga wyniosła 12,5 km. Szlak był prosty, ale upał … był bardzo męczący.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po powrocie na Zabriskie Point przed godz. 14 okazało się że temperatura w cieniu wynosi 98 ºF czyli 37 ºC, uff. W słońcu pewnie dobrze przekroczyło 50º.

Podjechaliśmy na Devils Golf Course – solnisko pokryte kilkunastocentymetrowymi bryłami mieszaniny ziemi i soli otoczonego przez wielokolorowe góry. Nazwa miejsca odnosi się do powiedzenia, że tylko diabeł może grać w golfa na tej powierzchni.

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej znajduje się Badwater – najniżej położone miejsce w Ameryce Północnej.

Obrazek

Obrazek

Jest to słone jezioro, które najczęściej jest wyschnięte z niewielkimi małymi wodnymi sadzawkami.

Obrazek

Niekiedy po opadach lub jak topnieją śniegi na okolicznych górach z wielkiej solniczki robi się duże ale płytkie solne jezioro. Ze względu na gorąc i duże parowanie jezioro szybko zmienia się z powrotem w wielką solniczkę :)

Obrazek

Obrazek

Ciągłe cykle zamrażania-rozmrażania-parowania-zalewania stopniowo tworzą cienką skorupę solną w kształcie przypominające plastry miodu.

Obrazek

Tam gdzie nie tworzą się białe płaskie połacie wysuszonej soli spękana ziemia wraz z solą tworzy powierzchnię z wielkimi twardymi bryłami gleby.

Obrazek

Obrazek

Z parkingu wchodzi się na niewysoki pomost, który w okresie jezioro jest mokre :) umożliwia na wejście w to najniżej położone miejsce. Jesteśmy 282 stopy = 85,5 metra poniżej poziomu morza.

Obrazek

Wystarczy się obrócić i spojrzeć na najbliższą skałę. Tam wysoko na skale zaznaczono miejsce gdzie jest poziom morza. Dopiero przy takim porównaniu można zdać sobie jak nisko się znajduje.

Obrazek

Obrazek


U góry tej góry jest punkt widokowy Dante’s View. Jedziemy tam na zachód słońca.

Obrazek

Trzeba wznieść się o 1750 metrów, na wysokość 1669 m npm. Dojazd zajmuje 65 km drogą pod górę.
Rozpościera się stąd wspaniały widok na położony poniżej Badwater Basin oraz otaczające go pasma górskie.

Obrazek

Słońce zaszło o drugiej stronie Doliny Śmierci. Zrobiło się ciemno i na tej wysokości zimno. Wróciliśmy na nasz camping.


Rano jedziemy do Mesquite Flat Sand Dunes, tzn. na pustynię :) . Jest to miejsce z piaskowymi wydmami, taka mała Sahara.

Obrazek

Obrazek

Nazwa Mesquite pochodzi od nazwy niewysokich drzew – po polsku zwanych jadłoszyn – które porastają kępami obrzeża pustyni.
Wśród piasków zakopanych jest wiele pni wysuszonych konarów drzew mesquite, które wraz z wydmami piaskowymi tworzą świetną kompozycję.

Obrazek

Obrazek


Zwiedzamy kilka mijanych miejsc.
Mosaic Canyon, kilkukilometrowy wąski, miejscami rozszerzający się kanion z wielokolorowymi ścianami. Warstwy różnych kolorów lub wręcz przypominające mozaikę tworzą zbocza tego kanionu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Natura Bridge to łuk skalny w kanionie o tej samej nazwie.

Obrazek

Obrazek


W upale (całe szczęście że mamy w aucie klimę) jedziemy do najwyżej położonego miejsca na terenie PN Doliny Śmierci do którego prowadzi bita droga.

Obrazek

Na wysokości prawie 2500 m npm znajduje się miejsce Mahogany Flat. Znajdują się tam XIX wieczne piece do wypalania węgla drzewnego.

Obrazek


To w tamtym rejonie spotykamy bardzo „miłe” zwierzątka - tarantulle, przed którymi na terenie Doliny jest ostrzeżenie w wielu miejscach. Te pajęczaki z rodziny ptasznikowatych wielkości dłoni wędrowały poboczem drogi i często przechadzały się po asfalcie. Trzeba było uważać aby ich nie rozjechać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Przejeżdżamy na drugi koniec parku, do Rhyolite. Obecnie jest to miasto duchów – opuszczone miasto powstałe na początku XX wieku w związku z odkryciem w okolicy złota. Miasto się bardzo szybko rozrastało, osiągnęło wielkość do 10 tys. mieszkańców, doprowadzono kolej, zbudowano szpital, szkołę, a miasto zelektryfikowano. Jednak nagłe załamanie finansowe spowodowało zapaść i upadek miasta. Dziś można oglądać zachowane pozostałości, częściowo zrujnowane budynki mieszkalne, bank, więzienie stację kolejową.

Obrazek

Obrazek

Pozostałości miasta były tłem dla kilkunastu tutaj kręconych filmów.
Znajduje się tu też niewielkie muzeum z różnymi inscenizacjami i rzeźbami.

Obrazek

Obrazek


W drugą stronę wybieramy starą, ziemną drogę. Wg. mapy do pokonania mamy 42 km, powinniśmy pokonać tą trasę w 1,5 godziny, tyle nam zostało do zachodu słońca. Początkowo droga prowadzi prostą, płaską i bardzo pylastą drogą. Po kilku kilometrach wjechaliśmy w góry. Zaczęły się ostre podjazdy i zjazdy, wąskie przejazdy pomiędzy wielkimi głazami i głębokie urwiska.

Obrazek

Zgodnie z opisami nie ma potrzeby jazdy samochodem z napędem 4x4, wystarczy zwykłe, ale z wyższym zawieszeniem. Takie jak nasza Santa Fe :) Choć raz silnie uderzyliśmy spodem auta w duży kamień. Na szczęście nie rozwaliliśmy samochodu.

Obrazek

Droga zajęła nam więcej czasu niż myśleliśmy. O zachodzie słońca dotarliśmy na Czerwoną Przełęcz [1600 m npm] najwyższy punkt tej trasy.

Dalej droga prowadzi ostro w dół.

Obrazek

O zmroku docieramy do miasta duchów – Leadfield. Powstało w latach 20 ubiegłego wieku wokół kopalń ołowiu. Złoża szybko się wyczerpały, a miasto opustoszało. Pozostało dziś tylko kilka rozwalających się szałasów i kilka grożących zawaleniem kopalń. Opuszczamy to miejsce - robi się ciemno, a my boimy się duchów :)

Dalej wjeżdżamy do Titus Canyon, krętego, miejscami bardzo wąskiego – na 5-6 metrów, wąwozu o wysokich skalnych ścianach.
Przejeżdżamy kanion w totalnych ciemnościach, przy włączonych wszystkich światłach. Bardzo fajne wrażenia, taka jazda, choć chętnie przejechalibyśmy się jeszcze raz w świetle promieni słonecznych.
Po ok. 3 godzinach dojechaliśmy do cywilizacji, do asfaltu i wróciliśmy na nasz camping.



Rano złożyliśmy namioty, pora ruszać w dalszą drogę.

Obrazek

Odwiedzamy jeszcze raz najniżej położone miejsce, Badwater. Tym razem w porannym słońcu zrobiliśmy sobie trochę nietypowych fotek :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na koniec przejeżdżamy Artists Driver.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

15 kilometrowa droga prowadzi kanionami pomiędzy kolorowymi górami. Te kolory są spowodowane utlenianiem różnych metali. Skały są czerwone, różowe, białe, żółte, zielone, fioletowe. Najbardziej uwidocznione kolorowe skały znajdują się w miejscu Paleta Artystów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyjeżdżamy z Doliny Śmierci.
Żegna nas kręcący się na poboczu drogi kojot.

Obrazek

Wyjeżdżamy z Kalifornii i ponownie wjeżdżamy do Nevady.


W Nevadzie jechaliśmy wzdłuż ogrodzonych terenów wojskowych. To m.in. słynna strefa 51 – tajemnicze miejsce gdzie testowane są nowoczesne tajne samoloty i gdzie przechowywane są statki UFO i przetrzymywanie są schwytane ufoludki :)

Obrazek

Przy drodze usytuowane są bary i centra turystyczne nawiązujące do Strefy 51.
Zatrzymujemy się przy jednym z takich miejsc - Area 51 Alien Center. To bar i sklep pełen ufoludków i pamiątek z ufoludkami.

Obrazek

Jedziemy do Spring Mountains. Jest to National Recreation Area czyli Krajowy Teren Rekreacyjny, obszar chronionego krajobrazu. Te leżąca w najbliższym sąsiedztwie Las Vegas góry, posiada rozbudowaną infrastrukturę turystyczną. Nocleg spędzamy na jednym z wielu campingów. Następnego dnia robimy niedługie wycieczki po górach Spring na wysokości ok. 2500 m npm.

Obrazek

Obrazek

Po odwiedzeniu centrum turystycznego zjeżdżamy z gór i jedziemy do leżącego u ich stóp Las Vegas.



więcej fotek - https://photos.app.goo.gl/DcNk1xNXUrG6Etxg8
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2546
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: adamek » 03 lutego 2020, 1:50

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2546
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: adamek » 03 lutego 2020, 1:50

Wjeżdżamy do Las Vegas.
W oddali, w centrum widać pełno wysokich budynków, to są hotele i kasyna. Centrum otaczają rozległe przedmieścia. Autostradą przejeżdżamy na drugą stronę miasta.
Jakimś cudem udało nam się zaparkować i podchodzimy do najbardziej znanego symbolu tego miasta.

Obrazek

Może bardziej - próbujemy podejść. Na skwerze na środku ruchliwej ulicy kłębi się tłum osób pragnących zobaczyć i sfotografować się na tle neonu. Tłum ludzi, kolejka ponad stu osób, kobiety w sukniach ślubnych, przechadzający się Presley, biegający pomiędzy tłumem Japończyków, Batman i stojący w kolejce do zdjęcia Superman.

Obrazek

Obrazek

Rezygnujemy ze stania w kolejce. Zdjęcia robimy z boku, wyszły równie dobrze.
Przejeżdżając niecałą godzinę później koło tego miejsca widzieliśmy Supermana, który nadal stał w kolejce do fotki :)

Obrazek

Przejechaliśmy główną ulicą miasta – Las Vegas Boulevard. Wzdłuż 6 kilometrowej alei będącej symbolem miasta usytuowane są wielkie nowoczesne hotele, kasyna, restauracje i apartamentowce. Podobno przy Las Vegas Strip (inna nazwa Bulwaru) znajduje się dziewiętnaście z dwudziestu pięciu największych hoteli na świecie. W sumie ponad 67 tys. pokoi :shock:
Dojechaliśmy do naszego hotelu, tego co zatrzymaliśmy się pierwszej nocy, do Ellis Island Hotel Casino & Brewery. Nie leży przy głównej ulicy, tam było za drogo :) , tylko przy następnej równoległej, oddalonej o kilkaset metrów.

Obrazek

Zjedliśmy kolację w przyhotelowej restauracji-kasynie – jak na Amerykę przystało steki i hamburgery i ruszyliśmy na miasto.



Przespacerowaliśmy się po Las Vegas Boulevard. Środkiem przebiega bardzo ruchliwa ulica po trzy pasy w obydwu kierunkach. Po obu stronach jeszcze bardziej ruchliwe … chodniki.
Chodniki pełne bawiących się ludzi, często poprzebieranych w najróżniejsze stroje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wzdłuż ulicy wybudowane są wielkie hotele. Przy samej ulicy znajdują się kasyna, restauracje i luksusowe centra handlowe, zaraz za nimi lub nad nimi wielopiętrowe olbrzymie hotele. Niektóre hotele tak wybudowano, że aby je ominąć należy przejść przez kasyno.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Aby ułatwić przejście przez ulice, przerzucone zostały kładki, które w części prowadzą wprost do centrów handlowych czy kasyn.

Obrazek

Każdy kompleks hotelowy (hotel, kasyna, restauracje, centra handlowe) stylizowany jest w innym ciekawym motywie.

Hotel Luxor to wielki wysoki na ponad 100 metrów budynek w kształcie egipskiej piramidy. Niewiele niższy niż Cheopsa z Egiptu. Przed hotelem znajduje się naturalnej wielkości, jak w Egipcie, posąg Sfinkas.
Excalibur Hotel stylizowany jest na arturiański zamek, przypominający zamek z kreskówek Disneya.
New York-New York Hotel przypomina zabudowę Manhattanu z naturalnej wielkości Statuą Wolności.


Przed wielkim hotelem Bellagio znajduje sztuczne jezioro w którym znajdują się słynne Fountains of Bellagio, czyli ogromne fontanny synchronizowane z muzyką. Wieczorami każdego dnia odbywają się wielki pokazy.

Obrazek

Obrazek

Hotel Paris składa się z kilku replik oryginalnej paryskiej architektury, wieży Eiffla (w skali 1:2), Łuku Triumfalnego (2/3 wielkości pierwowzoru) i Place de la Concorde.

Obrazek

Obrazek

Caesars Palace stylizowany jest na starożytny Rzym. Architektura jest stylizowana na to co można zobaczyć w Rzymie m.in. Colosseum, Panteon i Fontanna di Trevi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W środku w ekskluzywnym centrum handlowym można przejechać się nietypowymi, krętymi schodami ruchomymi.

Obrazek

Obrazek

The Venetian to taka mała Wenecja. Fronton wzorowany jest na Pałacu Dożów, replika mostu Rialto nie przechodzi się nad Canal Grande tylko nad ruchliwą ulicą, a obok znajduje się replika weneckiej dzwonnicy św. Marka o wymiarach takich, jak pierwowzór.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed hotelem można popływać gondolami lub wypić cappuccino we włoskiej knajpce nad brzegiem kanału jak w prawdziwej Wenecji.

Obrazek

Obrazek

The Mirage to wielki hotel, przed którym co wieczór na sztucznym jeziorze organizowana jest inscenizacja wybuchu wulkanu na tropikalnej wyspie. Są to wspaniałe pokazy pirotechniczne z imitacją odgłosów wybuchów prawdziwych wulkanów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tłumy ludzi, gwar, muzyka z kasyn i restauracji, odgłosy ruchu ulicznego – to wszystko jest bardzo męczące. Już po półgodzinie mieliśmy dość :) ale „wytrzymaliśmy” o wiele dłużej :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnego dnia, już ostatniego :( , wybraliśmy się do tzw. „starego Las Vegas”.

Obrazek

Obrazek

Starym Las Vegas zwie się część miasta w rejonie Remont Street, gdzie w latach trzydziestych powstawały pierwsze kasyna. Obecnie większość kasyn i turystów jest przy Las Vegas Boulevard, ale i tu jest wiele znanych hoteli i kasyn.
Byliśmy tam przed południem, kasyna działały - one działają całą dobę :) , ale pozostałe obiekty dopiero otwierały się.

Obrazek

Obrazek

Akurat byliśmy w LV na kilka dni przed halloween. Na ulicach było wiele „strasznych” i „krwawych” inscenizacji związanych z tym dniem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oddaliśmy auto do wypożyczalni i przejechaliśmy na lotnisko. Niestety trzeba kończyć tą wyprawę.
Z Las Vegas przelecieliśmy do Amsterdamu, a stamtąd do Krakowa.

Obrazek

Zakończyliśmy wyprawę, a tak naprawdę ledwie liznęliśmy ten wielki kraj. Jest wiele jeszcze do zobaczenia.

Obrazek
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
Iwon
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 422
Rejestracja: 21 października 2015, 17:23

Re: Parki Narodowe USA - październik 2019

Post autor: Iwon » 03 lutego 2020, 15:12

Przepiękna , niezapomniana przygoda.
Krajobrazy - bajka - niesamowite !
Łyknęłam całość za jednym razem :)
"Skądkolwiek wieje wiatr,
zawsze ma zapach TATR"
Jan Sztaudynger
ODPOWIEDZ