Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1623
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Post autor: buba » 14 listopada 2019, 22:15

Jedziemy w strone litewskiej granicy. Zawijamy jeszcze do Pape, jednej z wiosek nad morzem. Różni ludzie mi tą miejscowość polecali - ktoś w internecie, a i lipawscy policjanci rozpływali się jak tam dziko i pusto... Sama wioska niezbyt przypada nam do gustu - jedno wielkie daczowisko, wszędzie “teren prywatny” i “zakaz wjazdu”. Nad samym morzem faktycznie jest parking i miejsce biwakowe. Jednak w porównaniu z estońskimi RMK jest urządzone mało sympatycznie i totalnie niepraktyczne, a widać kasy wydali dużo więcej. Placyk to totalna patelnia - wygląda na to, że celowo wyrżneli wszystkie drzewa i krzaki. No bo obok na wydmach zarośla są… Jest niby jedna wiata, ale ani w niej nie ma ławki, ani nie wygląda aby miała ochronić przed deszczem.

Obrazek

Obrazek

Ścieżka do wiaty wyłożona jakimś gumolitem..

Obrazek

Miejsce na ognisko wprawdzie jest, i obok jakaś jakby wędzarnia - chociaż jeden plus...

Obrazek

Ale są też latarnie na słoneczne panele i wiatraczki (te wiatraki to nas ostatnio coś prześladują) i błyskający wyświetlacz dato - godzino - temperatury. W najporządniejszej wiacie osiedliły się śmietniki. Ludzie mogą im pozazdrościć solidności schronienia. Jest też kibel - na monety półeurowe. Chyba ich porąbało! Z moją częstotliwością odwiedzania takich przybytków to chyba najdroższy hotel w rejonie wyszedłby korzystniej cenowo.. Nigdy nie zrozumiem takich kibli.. Widać lubią mieć obsrane krzaki....

Próbujemy znaleźć inne miejsce biwakowe w okolicy - ale śmiejemy się, że najbliższe fajne to wiemy gdzie jest - przy bunkrach w Karoście ;) Bo tu, w tej "wsi", to jakoś słabo - wszystko wykupione, opłotowane, zaszlabanowane..

Jest jeszcze jeden oznakowany “parking” i już już prawie się na nim osiedlamy. Położony kawałek od morza, jakby na obrzeżu miejscowości. Przy ruinach jakby szkoły czy kołchozu. Dziwne miejsce. Placyk, ruiny, znak parkingu i… tojtoj! Jakaś abstrakcja totalna!

Obrazek

Obrazek

Ciężko powiedzieć co było na tym muralu, nie zachowały sie żadne napisy. Jedyne co widać to zarys kształtu Łotwy - więc musiała to być jakaś mapa!

Obrazek

Na tyłach budynek jest bardzo zarośnięty, wręcz ciężko jest przebić sie do wnętrz.

Obrazek

Obrazek

Z najciekawszych rzeczy - to namierzyliśmy w środku stare sanki. A raczej sanie.. Bo to chyba nie takie, żeby zjeżdzać na nich z górki, tylko chyba prędzej, żeby zaprzęgać do konia ;)

Obrazek

Obok stoi jeszcze mały blok. Już podążam ku niemu pewnym krokiem - bo wygląda na opuszczony.

Obrazek

Ale z drugiej strony niespodzianka! Kwiaty, czachy zwierzaków, łódka, wiszą kapoty - wyraźne atrybuty zasiedlenia. No i radio, które gra z uchylonego okna, rozwiewa wszelakie wątpliwości.. No nie będziemy komuś biwakować pod oknem… no bez jaj..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy z rozpędu też na dwa płatne kempingi - ale też obrzydliwe patelnie, oferujące klimat jak parking pod Biedronką... Taaaaa.. nowoczesny kemping nie może zawierać drzew.. Masakra jakaś…

Wracamy na plażowy parking.. Miejsce dość słabe, ale wracać do Lipawy troche z drogi, a raczej dokładnie w przeciwną stronę niż jedziemy.. A tu nic lepszego (z legalnym ogniskiem) nie namierzylismy. Tam zaraz już Litwa, a litewskie wybrzeże nie ma zbyt dobrej opinii jesli chodzi o puste przestrzenie i wolność biwakową. Jakoś tu jedną noc przetrwamy.. Taaaaa... a jutro, już w Polsce, wśród suwalskich tłumów, będziemy to miejsce wspominać jako raj utracony.. ;) Jak to wszystko zależy od punktu odniesienia i porówniania... ;)

Brzeg morza robi na nas jednak na tyle pozytywne wrażenie, ze postanowilismy tu zostać. Jest latarnia morska, więc jest nadzieja, że wieczorem będzie błyskać i kabaczę bedzie się cieszyć.

Obrazek

Jakieś umocnienia brzegu? Albo raczej zwałowane na pryzme betonowe kostki.. Kiedyś podobne były i na wałach w Oławie, (ponoć barki do tego cumowali, żeby nie uciekły..) Ale z Oławy kosteczki niestety zniknęły..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plaża pusta nie jest, kręci sie więcej ludzi niż w Karoście.

Obrazek

Im jednak dalej od parkingu tym proporcje ludzi do mew się zmieniają ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mini molo drewniano - kamieniowe. Raczej juz tylko dla ptactwa.

Obrazek

Obrazek

Kormorany?? One raczej zawsze bardziej z klimatami jeziornymi mi się kojarzyły!

Obrazek

Obrazek

W oddali majaczy jakieś miasto - chyba to wieże Kłajpedy?

Obrazek

Czas upływa leniwie….

Obrazek

Obrazek

Bezludna wyspa sezonowa ;)

Obrazek

Obrazek

I desenie morskiego dna… Te "falki" sa niesamowicie twarde - jakby się łaziło po betonie!

Obrazek

Klimaty wieczornych brzegów...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dopiero teraz namierzyłam, że do bunkra przy latarni da się wejść!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I udało się spełnić kabacze marzenie! Podejść wieczorem (choć w oryginale miało być “podpłynąć ;) ) do błyskającej latarni morskiej! Wiszący kabel sugeruje jednak, że w środku nie ma latarnika, a dźwiek jakiejś maszyny w domku, (w którym niknie drugi koniec kabla) - zdaje sie ten fakt potwierdzać.

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie na biwaku nie jest tak bardzo źle. Czas oczywiście mija przy ognichu! :)

Obrazek

Obrazek

Ponoć najlepsza zjeżdżalnia na świecie! :)

Obrazek

Wieczorem miejsce pustoszeje, zostają dwie ekipy. Latarnie nie świecą (może dlatego, że nie ma wiatru i te całe wiatraczki sobie odpoczywają?) Wydmy oświetla jedynie blask płomieni..

Obrazek

Obrazek

A sprytni Czesi (którzy również tu zatrzymali się na noc) wymyślili jak chodzić do kibla. Wstyd mi troche, że to nie ja na to wpadłam! Ale to cieszy, że duch w ludziach nie ginie!

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1623
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Post autor: buba » 18 listopada 2019, 19:57

Wjeżdzamy na Litwe. Przypomina mi się, że mieliśmy szukać naklejek na busia i skodusie “dziecko w samochodzie” w różnych językach. Mamy juz po polsku, angielsku, bułgarsku, rosyjsku i ukraińsku. Taka litewska to by było coś (szkoda, że na Łotwie i w Estonii żeśmy sobie o tym zapomnieli… :(

W jednym z mijanych miasteczek ide zajrzeć do sklepu z częściami samochodowymi. Wchodze. Sklep jest dosyć duży. Sporo półek z olejami i wszelakim żelastwem. Jest część samoobsługowa gdzie można wybierać oleje oraz płyny, a części zamienne to już podaje sprzedawca. Naklejek nie widze - ale przeważnie trzymają je w pudłach pod ladą. No ale póki co obsługi brak. Pewnie siedzi na zapleczu. Układam sobie w głowie co powiem. Nawet na tą okazję sprawdziłam w słowniku jak jest po litewsku “naklejka”. Nieśmiało wołam: “labadiena”. Nikt nie wychodzi. Wołam głośniej i stukam w lade, a potem walę już pięścią. Chyba jak ktoś teraz wyjdzie to zbiore opierdziel.. Ale nikt sie nie pojawia. Martwa cisza… Hmmm.. “Jest tu kto?? Halo? Moge coś kupić?” - juz sie nie przejmuje, wołam po polsku. Nie pomaga. Zaglądam na zaplecze. Na prawo jakiś magazyn butli i karnistrów. Na lewo pomieszczenie biurowe, otwarty komputer z jakimś programem, chyba do wprowadzania towaru. Na stole leży telefon, kawa w szklance wypita do połowy. Ja pierdziuuuu, jak w jakimś horrorze! Wołam dalej, z podobną skutecznością jak poprzednio.. Przedziwne miejsce.. Jakbym miała dusze złodzieja to dzisiaj byłby mój dzień! A może to jakaś pułapka? I zaraz mnie coś zeżre? Zamierzam już zapodać ewakuacje i nie pakować się w kolejne korytarzyki sklepowego zaplecza, gdy pierwszy raz od pół godziny słysze głos.. Nieco zduszony i jakby z oddali. Nie agresywny, brzmi raczej tęsknie… żeby nie powiedzieć - błagalnie. Zaglądam więc w ten ciemny kręty korytarzyk, którego widok chwile wcześniej skłonił mnie prawie do podjęcia kroków pt. "akcja- ewakuacja". Korytarz jest wąski, dobrze, że sporo schudłam w tym roku bo inaczej bym miała problem nim przejść ;) Po bokach są regały zawalone różnymi rzeczami i się zastanawiam czy zaraz na mnie nie runą, bo jakoś nie stoja zbyt pewnie.. Korytarz kończy się kiblem. Są zamknięte drzwi, a za drzwiami ktoś siedzi i z tonu głosu można wywnioskować, że nie jest z tego faktu zadowolony i że pragnie odmienić swój los. Chłopak, sprzedawca, zatrzasnął sie w kiblu. Siedzi tam już chyba z godzine. Pytam więc w końcu czy są te moje naklejki z dzidziusiem. Nie ma. Mówie “aha” i wychodze. Pół godziny psu w dupe…
Nie no dobra - to był żart ;) Buby tak nie robią! Szkoda by chłopaka - a i ciekawej przygody! :)

Dawid, bo tak na imie sprzedawcy, prosi mnie abym wzięła leżący na stole telefon i zadzwoniła do jakiegoś jego kumpla, który ma narzędzia potrzebne do sforsowania drzwi. Udaje mi sie odblokować telefon, ale ni chu chu nie mogę znaleźć spisu telefonów. Dawid w tym czasie rozważa, który z jego znajomych będzie w stanie mnie zrozumieć przez telefon.. Ja natomiast rozważam czy raczej nie uda mi sie wsunąć telefonu pod drzwi. Po chwili w przyćmionym świetle zauważam zwalone półki regału. Puścił jeden zawias i metalowa decha zjechała blokując drzwi od zewnątrz. Próbuje ją wyjąć - może obejdzie się bez mojego dzwonienia? Bardzo nie lubie rozmawiać za granicą przez telefon. Bo tak twarz w twarz to człowieka rozumiem, a głosik ze słuchawki to jakoś nie zawsze… Udaje mi sie odgruzować zwalisko. Z drzwiami wszystko w porządku. Sprzedawca uwolniony!

Gadamy chwile i śmiejemy się, że gdyby to nie regał a zamek - to mogłoby być zabawnie. Raz, że trzeba by dzwonić do tych kumpli, a dwa, że póki on by siedział zamknięty - to ja bym musiała iść sprzedawać! Kurde! Już mi żal, że znalazłam te zwalone dechy! Trza było dzwonić, czekać a w między czasie stanąć za ladą! Bo czy jeszcze kiedykolwiek w życiu będe miała okazje sprzedawać części samochodowe w litewskim sklepie?? Może (a raczej napewno) to była szansa jedyna w życiu! Koleś się też śmieje, że jak przy wódce opowie kumplom, to nikt mu nie uwierzy. “Słuchaj stary co mi sie dziś przytrafiło. Zatrzasnąłem się w kiblu w robocie, siedziałem ponad godzine i uratowała mnie turystka z Polski. No powaga! Wiesz, wracała z wakacji w Estonii i akurat wstąpiła do mnie kupić naklejki. Wiesz, takie z dzidziusiem chciała, żeby napis był po litewsku. Mojego wołania wprawdzie nie było słychać z przodu sklepu, ale ona miała przeczucie i lada jej nie zatrzymała”. - Jaka będzie reakcja tych moich kumpli?? Zapewne jedna.. “Ech Dawid! W robocie sie nie pije” , “Któraś partia butelek z płynem hamulcowym chyba była niedokręcona” albo “I co? Uwolniła cie i odjechała na różowym jednorożcu?”

Dawid pyta gdzie byliśmy. Opowiadam mu, że w Estonii szukaliśmy poradzieckie bazy, że na Łotwie zwalone do morza bunkry, że było dużo opuszczonych domów pod Nigrande.. Ale opuszczone sklepy to tylko na Litwie! :D

Wracam. Toperz jest na mnie troche zły. “Poszłas po naklejki a nie było cie godzine! Ciebie to zawsze coś wetnie i szukaj wiatru w polu!”. Toperz uwierzył. Widać mnie zna nie od dziś ;).. Nie to co potencjalni słuchacze opowieści Dawida ;)

Poszukiwanie naklejek odsłona nr 2. Stacja benzynowa. Taka połączona ze sklepem samochodowym. Ide zwiedzać. Chce kupić kawe dla toperza, piwo dla siebie, mape Litwy i te nieszczęsne naklejki… Mój stacjowy pobyt rozpoczyna się poszukiwaniem drugiej sprzedawczyni, takiej z innego działu, z którą bede się mogła dogadać. Pytam o naklejki. Są. Babka ściąga pudło z szafy. Grzebie. Inwalidzi, zielone listki, nauka jazdy, pies mój przyjaciel, unijne gwiazdki. Jest dzidziuś. Babka z dumą wyciąga naklejke.. “Baby in car”. Ale to miało być po litewsku! Przepraszam! Moja wina.. Zapomniałam powiedzieć… Pytam o mape.. Tak Litwy. Drugie pudło zjeżdża z szafy. Map do wyboru do koloru. Polska w trzech odsłonach. Tallin, Helsinki, Kłajpeda. Portugalia!!!!!! Litwy nie ma.. Zeszło.. Dobra… To poprosze piwo… Taaaaaa… na litewskich stacjach benzynowych alkoholu się nie sprzedaje… Zapomniałam.. Przecież cała historia z Symeną z Lazdijai tak się właśnie rozpoczęła.. Może choć z kawą się uda? Stojący za mną ukraiński tirowiec nie wytrzymuje - “Ale może sobie pani kupić opone!” Tak… Cały sklep jest zawalony oponami od takich do taczek po chyba Biełazy. Wszyscy się śmieją. Wracam z kawą. Toperz pyta czy tym razem sprzedawca był w lodówce czy wpadł do studzienki ściekowej ;)

Odsłona nr 3. Sklep z częściami w Jurbaskas. Myle prawo z lewo. Toperz skręca więc w drugą strone. Sklepu tam nie ma, ale jest pomnik gierojów. Dobre i to. Chcemy zawrócić. Ciągła linia, ruch dość spory. Jedziemy inaczej, naokoło przy takim ryneczku. Zajeżdżamy pod sklep. Pani właśnie przekręca kluczyk w kracie… Zabrakło tych 10 minut…

Cóż… Moge zdecydowanie powiedzieć, że dzis nie było fazy na naklejki. Ale naklejka, mimo że jej nie było, w pewnym sensie jak to sie teraz mówi “zrobiła nam dzień”. :D

A co jeszcze wpadło w oczy w czasie naszego przejazdu przez Litwe? Ano kolorowy domek przy drodze! I elewacja pomalowana, i okienniczki! Wszystko w kwiatki jak czerwcowa łąka, w paseczki! Zalipie i jego malowane domy mogą się schować! Acz tu jest tylko jeden taki domek...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kompleksowo podeszli do sprawy. Psia buda, studnia, furtka - wszystko kolorowe!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy też leśną wiate w ciekawe rzeźbienia i z huśtawką na stanie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to pomnik w Jurbaskas, o którym wspominałam wcześniej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
ODPOWIEDZ