W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 04 stycznia 2023, 20:46

Plan tego wyjazdu powstał nietypowo i bardzo spontanicznie - jakiś tydzień przed wyjazdem. Mieliśmy jechać na Słowację, na Wielką Fatrę i wędrować śladem tamtejszych leśnych chatek. Już prawie byliśmy spakowani... Fakt, że marznąc od ponad dwóch tygodni we własnym mieszkaniu na polskim biegunie ciepła, z pewną obawą myśleliśmy o górach, które jednak są dosyć wysokie, ale pocieszaliśmy się, że "jakoś to będzie". Jednak informacja od znajomych o ataku wrześniowych śniegów - miała efekt piorunujący. Na zimowy wyjazd się nie piszemy w żadnym wypadku! Plan został więc porzucony, a raczej odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość. Urlop był jednak rozpisany i warto było go nie zmarnować. Padło więc na góreczki dużo niższe i również nam kompletnie nieznane. Zabraliśmy ze sobą busia, będąc spokojniejszym mając w zapasie webasto na wypadek mroźnych nocy. Ostatecznie nie odpaliliśmy ogrzewania ani razu, ale grzała nas sama świadomość tej możliwości ;)

Naszą czeską wędrówkę zaczynamy od odwiedzenia pewnego niezwykle ciekawego miejsca. Coś dla wszystkich miłośników niekonwencjalnego przekraczania rzek. Dla tych, którzy kochają chybotliwe kładki i ręcznie sterowane promy. To właśnie mix tego, z pewną domieszką windy i tyrolki. Wagonik jest solidny, ale bez problemu przeciągam się samodzielnie - nawet bardzo wytężać się nie trzeba!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeśli kogoś interesują szczegóły tego wynalazku to może się zapoznać z tabliczką:

Obrazek

Dla dodania klimatu nad tym wszystkim góruje potężny wiadukt kolejowy.

Obrazek

Obrazek

Jako zdeklarowany miłośnik rur wszelakich nie mogę pominąć również tego motywu obecnego tu w krajobrazie! :)

Obrazek

Widziałam wielokrotnie na filmach czy zdjęciach takie rozwiązania do pokonywania spienionych, górskich rzek gdzieś w Nepalu czy innym Pakistanie - ale tam póki co nie dotarłam i nie wiem czy kiedykolwiek dotrę... Słyszałam też o takowym jednym "mobilnym mostku" gdzieś na ukraińskim Zakarpaciu, gdzie samodzielny wagonik na linie prowadzi do domu jakiejś babuszki. Próbowałam go znaleźć, ale nie pomagał fakt, że zapomniałam nazwy miejscowości ;) Lokalsi pod sklepami zazwyczaj mało się interesują, że jakaś kobita we wsi kilkanaście kilometrów dalej nie chodzi do domu kładką tylko jeździ pudełkiem. Patrzyli więc tylko na mnie jak na nieszkodliwe ufo i kiwali głowami, gdy próbowałam im wyłożyć jaki jest cel moich usilnych poszukiwań... I nagle w takim zwykłym kraju jak Czechy, rzut beretem od polskiej granicy, znajduje takie coś! I to jeszcze ogólnodostępne, przeznaczone typowo dla turystów, więc nie trzeba się czaić i można się powozić na pełnym legalu! Okolice zamku Hamrstein nad Nysą Łużycką. Aha! Do samego zamku nie poszliśmy, był wieczór, zbierało się na deszcz, więc zabrakło motywacji. Ale co tam zamek! Zamków widzielismy już w życiu sporo ;) Instynkt odkrywcy został na ten wieczór w pełni zaspokojony przez "mostek" :)

A! I o czym warto wspomnieć - miejsce jest totalnie puste! Zresztą jak i większość kolejnych punktów naszego wyjazdowego programu. Przemierzamy tereny jak opustoszałe i wyludnione. Ja wiem, że wcześniejsze 3 tygodnie września były obłędnie beznadziejne jeśli chodzi o okoliczności otaczającej aury. Wiem, że progozy na ten tydzień też (oględnie mówiąc) nie były zachęcające, acz ostatecznie okazały się dużo gorsze od stanu rzeczywistego. Ale jak to mówią: "nie ma tego złego...." Odnieśliśmy wrażenie, że większość ludzi zabarykadowała się w domach czekając lepszych dni i obiecywanej przyszłości ze złotą jesienią. Czeka nas więc ponad tygodniowa włóczęga po terenach zwykłych, ale zdecydowanie wyjątkowych w tych konkretnie okolicznościach - czasem nieco ponurych i nieco melancholijnych. Nie wiem jak tam jest zazwyczaj, ale takimi nie innymi pozostaną w naszej pamięci. To tak tytułem wstępu ;)

Na nocleg zatrzymujemy się niedaleko Rokytnic, przy drodze nad potokiem.

Obrazek

Obrazek

Noc jest zimna i gwiaździsta. Ruch na drodze nasila się po zmroku. Zwłaszcza dotyczy to miejskich autobusów, które śmigają tam i z powrotem - zupełnie puste w środku. Cóż... kierowcy chyba byli - acz są to wyłącznie nasze przypuszczenia, bo naocznie nie potwierdziliśmy z tej odległości ;)

Koniec świata nie nadchodzi, mimo że gdzieś go zapowiadali w internetach. 25 września nad czeskim potokiem wygląda przynajmniej tak samo jak dzień poprzedni. No może jest bardziej słoneczny! :)

Jedziemy. Gdzieś pod drodze w tle majaczy "pierwsza ostrzyca" - szpiczata górka, która nam się na tyle spodobała, że robimy jej zdjęcie. Najprawdopodobniej było to Ralsko, z ruinami zamku na szczycie, więc szkoda, żeśmy tam nie poszli. Może będzie powód by kiedyś wrócić.

Obrazek

Dziś jeszcze nie ostrzyce mamy w planach - jedziemy w rejon Zelezy i Tupadly. Rejon zarąbiście rzeźbionych skał! U nas niestety nigdzie czegoś podobnego nie spotkałam. Od razu człowieka nachodzą myśli, że na Jurze, w Górach Stołowych czy Tatrach tyle metrów kwadratowych skały się marnuje! Tu jest inaczej, tu każdą skałkę warto obejść dookoła by sprawdzić czy tam nie siedzi jakaś nowa, nieznana gęba!

U podnóża pierwszej atrakcji mijamy sympatyczne ogródki.

Obrazek

Zaczynamy od skałek najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych, zwanych Certove Hlavy (Diabelskie Głowy). Tutaj kręci się trochę turystów, ale czego oczekiwać w słoneczną niedzielę na skałce najbliżej parkingu i to 30 km od stolicy!
Ze skały spoglądają na nas dwie brodate mordy rozmiarów dość sporych (ponoć około 10 m), patrzące na świat pośród sosnowego lasu. Acz jakieś wybrakowane te diabły? Bez rogów? ;)

Jest to dzieło lokalnego artysty z dawnych lat - Vaclava Levego. Koleś ponoć był kucharzem, a rzeźbił w wolnym czasie dla przyjemności. Upust swoim atystycznym wizjom dawał głównie w latach 1840 - 1845. Czasy były widać otwarte na sztukę - teraz by go zaraz posadzili za wandalizm, jeszcze zanim by wyłupał kilofem w piaskowcu pierwszą gębę...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są tu też inne skałki - całkiem miłe, ale już bardziej zwyczajne. Skałki jak skałki.

Obrazek

Obrazek

Odsłania się z nich widok m.in. na ogromne dymiące elektrownie. Jeszcze nie wiemy, że ten rodzaj krajobrazu będzie bardzo popularny na całej naszej wycieczce.

Obrazek

Suniemy dalej sosnowym lasem, pełnym malowniczych rozpadlin.

Obrazek

Wśród powykręcanych drzew ktoś pobudował fajne szałasy! :) Szczelne to one nie są, ale miłe dla oka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wzgórzu obok siedzi kolejna atrakcja skalna. Ta jakby mniej popularna i bardziej omijana przez odwiedzających. Zwą ją Klacelka. To też dzieło tego samego artysty. Ponoć jest ilustracją do bajki o lisie autorstwa Frantiska Klacela. Ów poeta był znajomym Vaclava i mówi się, że to w ogóle on go zainspirował do utworzenia cyklu skalnych rzeźb w terenie. Jest tu dziedziniec otoczony przez większe i mniejsze groty i nisze skalne. Tutejsze rzeźby musiały coś przeskrobać, bo wsadzono je za solidne kraty. Są jednak i w tych rejonach jakieś bratnie dusze nienawidzące ograniczeń - za co im serdecznie dziękuje. Bo dzięki ich pracy mogłam spokojnie pozwiedzać i tylko trochę podarłam spodnie. "Wojna kratowa" jest jednak ogólnoświatowa i wciąż trwa! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W sztucznie wykutych niszach i zagłębieniach czają się rycerze i krasnoludy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odrzwia do największej tutejszej groty są udekorowane koronką zdobień. Po bokach przycupnęły płaskorzeźby, acz nie umiem rozkminić co przedstawiają.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W środku pomieszczenia panuje mrok. Ściany chyba są okopcone. Innego wytłumaczenia ich nietypowego dla okolicznych skał koloru nie wymyśliłam.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W miejscowości u podnóża skałek mają przejście dla pieszych - wyłącznie dla osób w kapeluszach! Przechodzę więc w pełnej świadomości niełamania przepisów :P

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 05 stycznia 2023, 20:23

Dalsza część trasy śladem rzeźbionych skał biegnie po drugiej stronie szosy. Jej początek ma wiele akcentów zwierzęcych. Jest np. basen, który z braku plażujących ludzi zdominował inny gatunek.

Obrazek

Dla oddania powagi sytuacji jeden element tej tablicy jest trójwymiarowy.

Obrazek

Wędrując tymi okolicami czujemy się obserwowani!

Obrazek

No dobra, ale miało być o skałach ;) Z większych okazów plenerowego rzeźbiarstwa warto wspomnieć "Harfenice", gdzie zwraca uwagę kilka wielkich, powykrzywianych gęb o patrzących w dal oczach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nazwa miejsca pochodzi od kobiety z harfą, która ponoć również tu jest, ale nieco bardziej rozmyta - harfy praktycznie w ogóle nie widać. To przypuszczalnie ta postać w środku.

Obrazek

Z bliska też jakoś nie bardzo wieje instrumentem. No chyba, że chodzi o to "coś" najbardziej z prawej strony?

Obrazek

Jest tu też niewielka grota, przywodząca na myśl jakąś magiczną świątynię w środku dżungli. Zwą ją "Jeskyně u ještěra" („u jaszczurki”). Jaszczurek nie spotkaliśmy. W środku były same tłuste pająki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce na tyle przypadło mi do gustu, że chyba pół godziny skaczę po skałach jak małpa, żeby obfotografować dokładnie ze wszystkich stron i nie pominąć jakiegoś korzenia czy wgłębienia w murze ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to nie wiem co przedstawia, ale mi się kojarzy jednoznacznie ;) Acz tu poszli jeszcze dalej niż w Hajnówce - bo osobników jest 6 (a może nawet 7? ) ;)

Obrazek

Obrazek

Samotna, położona na uboczu zielona gęba jest jakaś najbardziej z siebie zadowolona!

Obrazek

Wędrujemy dalej. "Skalní relief Sfinga" - mówi się, że pierwotnie była to płaskorzeźba przedstawiająca cesarza Franciszka Józefa, którą po utworzeniu Czechosłowacji przerobiono na klimaty egipskie ;)

Obrazek

Obrazek

Kolejna spora rzeźba nazywana jest "Had". Przedstawia węża rozłupanego toporem.

Obrazek

Obrazek

Tyle chyba z dzieł bardziej znanych. Vaclav Levy, główny tutejszy twórca, znalazł wielką rzeszę naśladowców. Na licznych skałach można znaleźć wydrapane kompozycje chyba późniejsze i innych autorów. Reprezentują bardzo różny poziom walorów artystycznych, ale bardzo ubarwiają okolicę i spacery po niej. Okazuje się, że tutaj każdą skałę warto obejść i dokładnie zlustrować ze wszystkich stron. Bo nigdy nie wiadomo, gdzie czai się jakaś niespodzianka! :)

Obrazek

Obrazek

Miękkość materiału chyba bardzo ułatwia zadanie i każdy domorosły rzeźbiarz może popróbować swoich sił :) Poniżej kolekcja znalezionych okazów.

Motyw węża jest chyba dość modny w rejonie :)

Obrazek

Obrazek

Owieczka? Czy może foka?

Obrazek

Najczęsciej są to jednak gęby - pewnie z racji występujących naturalnie dziurek w skałach, które przywodzą na myśl oczy, nosy czy pyski.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No nie tylko gęby. Struktura skał i inaczej inspiruje twórców ;)

Obrazek

Wiele skał, nawet tych nierzeźbionych, jest niezwykle miłych dla oka. Wyglądają jak pumeks. A wszystko utopione jest w pachnącym, przesianym słońcem lesie :) Włócząc się tymi okolicami nieraz też człowiek ulega zmyleniu - między drzewami majaczy jakaś skałka o rosochatej powierzchni, już już się wydaje, że tam siedzi jakaś kolejna wydłubana morda, podchodzisz i się okazuje, że tym razem to jednak złudzenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprócz wspomnianej wcześniej jaskini "jaszczurkowej", tej stylizowanej na tajemniczą świątynię, są też inne tego rodzaju mniejsze lub większe wnęki. Jedna z bardziej popularnych to jaskinia Mordloch. Według lokalnych legend mieszkali tu rozbójnicy. Później miejsce to stało się schronieniem pustelnika. W XIX wieku obok niej ponoć odkopano ludzkie szkielety. Obecnie jaskinia jest ustylizowana na chatkę i widać, że często służy miłośnikom niekonwencjonalnych biwaków :) Wnętrza są nieco okopcone i pełne napisów. Jakieś dobre dusze zrobiły piękne podesty do spania. Całą okolicę spowija zapach ogniskowego dymu, mimo że wszystko na chwilę obecna jest wygasłe. Aromat udanej biesiady widocznie wgryzł się solidnie w otaczającą nas czasoprzestrzeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie brakuje tu malowniczo utkanych koronek :)

Obrazek

Obrazek

Na skałce nieopodal jest wykute tajemnicze okienko. Pozornie nigdzie nie prowadzi, ale kto wie? Może otwiera się tylko jak się wypowie jakieś odpowiednie zaklęcie? Próbujemy z kilkoma najbardziej popularnymi, ale nie działa. Widać trzeba to powiedzieć po czesku i oprzeć to na lokalnych legendach, a w tym niestety zbyt mocni nie jesteśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też obok skała "Sedm chlebu", która ponoć swoim kształtem przypomina siedem ułożonych jeden na drugim bochenków chleba. Ale chyba nie jest jakaś powalająca, bo nie zrobiłam jej żadnego zdjęcia. Jakoś tak wyszło...

Kolejna jaskinia (acz dużo mniejsza) znajduje się w tym oto filarze.

Obrazek

Ozdoba odrzwi sugeruje jakieś funkcje sakralne?

Obrazek

We wnętrzu jest jedynie kamienna ławeczka. Może miejsce dla pustelnika, coby sobie siedział i medytował? ;)

Obrazek

Jest też takie coś, co przypomina skalny namiot. Dach jest, podłoże z mięciutkiego piaseczku, miejsce ogniskowe pod okapem :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 09 stycznia 2023, 21:28

Popołudniem docieramy w okolice Dobrenia, gdzie w przydrożnej skale jest wyrzeźbiony Jezus na krzyżu.

Obrazek

Obrazek

Miejsce pełni funkcję kapliczki - widzieliśmy leżące pod skałą świeczki i kwiaty. Teren jest chyba nieszczególnie dogodny dla oddawania się przeżyciom duchowym, bo leży przy szosie - może niezbyt ruchliwej, ale jednak ciągle trzeba patrzeć, żeby coś w d... nie wjechało. No ale może za czasów powstawania tej płaskorzeźby zgoła inne klimaty tu panowały? Rzeźba pochodzi ponoć z XVIII wieku, co by sugerowało, że Vaclav od "Diabelskich Głów" nie był prekursorem ozdabiania tutejszych skał. Była to wyraźnie wcześniejsza ludowa moda!

Na skraju polnych dróg stajemy na nocleg. Jest jeszcze wczesna godzina, więc wypuszczamy się na wycieczkę. Trochę w ciemno, bo nie mamy ani żadnych planów ani nawet dokładnej mapy tych okolic. Po prostu idziemy przed siebie. Widać tajemna moc instynktu prowadzi nas lepiej niż niejedna mapa! Włazimy w plątaninę skał, ale nie tylko takich naturalnych - w wielu miejscach widać działalność człowieka. Są miejsca przypominające skalne miasta, z wykutymi pomieszczeniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są miejsca przywodzące na myśl kamieniołomy, z równo przyciętymi ścianami.

Obrazek

Obrazek

Na skalnych zboczach można odnaleźć wyryte daty, napisy, przytwierdzone tabliczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też "grzybek" mieszkalny, który nazwaliśmy chatką pustelnika.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W środku jest nawet jakiś z lekka zatęchły śpiwór, więc niewykluczone, że obiekt ma mniej lub bardziej stałych mieszkańców.

Obrazek

Przednia ścianka "grzybka" jest obudowana belkami, widać ktoś zadał sobie sporo trudu, aby wnętrze pieczary uczynić przytulnym.

Obrazek

Naturalna struktura wielu tutejszych skał jest taka, że można się na nią gapić godzinami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak skalne miasta w wersji mini, wykute przez jakieś nieznane cywilizacje krasnoludków.

Obrazek

Obrazek

Pajęczyny pomieszane z próchnem w jednej z napotkanych jaskiń.

Obrazek

Najbardziej przypada nam do gustu wąwóz, pełen nisz wypełnionych drobnym piaseczkiem. Wędrujemy sobie więc takim skalnym krużgankiem i dojrzewa w nas chytry plan!

Obrazek

Od dawna marzyło się nam ognisko, którego ciepły blask odbija się w skałach. Oglądamy więc kolejne i kolejne wnęki, aby wybrać tą najbardziej sympatyczną. Ja trochę przesadzam z poszukiwaniami - tak to głupio jest, że zawsze się człowiekowi wydaje, że najlepiej tam gdzie nas nie ma i kawałek dalej... Już mamy upatrzoną przefajną zadaszoną grotę, z mięciutkim piaseczkiem, z widokiem, ideał pod każdym względem. Ale mi się jeszcze zachciało obejrzeć kolejną, bo z daleka wydawała się taka niesamowicie okrągła. Coś jej jednak strzegło... Idąc skalnym gzymsem, porosłym trawą i borówkami, nagle cały płat ziemi osuwa mi się spod nóg i jadę w dół w stronę przepaści. Na szczęście zatrzymuje się dwa metry niżej na sośnie. Zawsze powtarzałam, że krzaczaste, powykręcane sosny to cudowna sprawa! Wprawdzie myślałam, ze to tylko kwestia wizualnej estetyki, ale to jednak coś więcej. Krzaczaste konary doskonale się spisują jako "bubołapka".

Obrazek

Nie obyło się jednak bez ofiar, przywaliłam łokciem w skałę i boli mnie jeszcze przez miesiąc. Mam też kolejne miejsce do solidnego oplastrowania, więc naprawdę zaczynam wyglądać jak mumia (na razie miałam tylko oklejkę w miejscu gdzie mnie opryskały tłuszczem smażące się kotlety ;) Jak więc można przypuszczać, nie kontynuuję wielkiej wyprawy badawczej do okrągłej skały i jej wnętrza pozostaną nieodkryte.

Wracam na miłe miejsce, gdzie został toperz z plecakami. Mamy grzanki, boczkową roladę i różne ziołowe napoje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z lewej strony widać tą jaskinię, do której nie udało mi się dojść, bo piach uciekł spod nóg ;)

Obrazek

Mrok zapada w wąwozie szybciej niż na odkrytych przestrzeniach. Ciepły blask powoli wypełnia okolice, pełgając po piachach, ściankach, a nieraz i lekko przyzłacając falujące na wietrze czubki sosen. Zdecydowanie było to jedno z klimatyczniejszych i bardziej magicznych ognisk w moim życiu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 13 stycznia 2023, 19:44

Kolejny dzień zaczyna się nieszczególnie - potokami deszczu, wiatrem, który miota busiem i zjazdem temperatury chyba o 10 stopni. Dobrze, że nie zostaliśmy spać w tej skalnej niszy, bo jak nic by nas stamtąd wypłukało z siłą wodospadu! Leje tak, że nawet śniadanie w wiacie odpada, bo wiata jest zalana w stopniu podobnym jak otaczający ją las. Nie ma mowy też o dogodnym przepakowaniu się czy pozamiataniu busiowego dywanu. Nawet wyjście do kibla jest traumatyczne, bo wichura porywa mi parasol i dekoruje nim pobliskie drzewo. Udaje się go zdjąć przy pomocy dwumetrowego patyka, ale przy okazji strząsam na siebie wodną zawartość całej nasączonej, iglastej kiści. Nawet sraj taśmę mam do wykręcenia, więc nie ma mowy o rozwijaniu, trzeba po prostu drzeć na strzępy. Brrrr... Franca nie pogoda, niech ją szlag!

Dziś mamy kawałek do przejechania, bo opuszczamy rejon rzeźbionych skał i kierujemy się do krainy ostrzyc. Od zawsze kochałam krajobraz Pogórza Kaczawskiego z charakterystyczną sylwetką Ostrzycy Proboszczowickiej czy wyżartego przez wyrobiska Wilkołaka, zawsze majaczących gdzieś na horyzoncie. Uwielbiałam słupy wulkanicznych skał Wielisławki, Czartowskiej Skały czy odkrytego tej wiosny, niepozornego wzgórza Świątek. A tu nagle okazuje się, że istnieje miejsce, gdzie takich ostrzyc zgromadziło się przynajmniej kilkanaście, a ich równe stożki ubarwiają cały horyzont! I jeszcze na co drugim siedzą ruiny zamku! To jest po prostu jakieś szczęście niepojęte! Jakaś klęska urodzaju! Człowiek się zaczyna miotać jak w obłędzie, bo nie wie gdzie ma iść najpierw! Bo chciałby iść wszędzie naraz i paść się na tych ostrzycach jak krowa na wiosnę na świeżej koniczynie! :)

Aha! Na mój pozytywny nastrój ma też zapewne wpływ ów drobny fakt, że po przekroczeniu Łaby upiorne deszcze zostały gdzieś w tyle. Pojawia się nawet słońce!

Obrazek

Niedaleko Libochovic czai się pierwsza nasza ostrzyca - to położone na bazaltowej skale ruiny zamku Hazmburk. Z tego co udało mi się wyczytać już po powrocie - losy większości okolicznych twierdz były dość podobne. Zamki były budowane w czasach średniowiecznych, a szczególnie ważną rolę pełniły, gdy po okolicach się gonili w ramach wojen husyckich. Ponoć koło XVI wieku twierdze zostały opuszczone i zacząły popadać w ruinę. Kolejne swoje historyczne 5 minut "zamki na ostrzycach" miały jeszcze w okresie romantyzmu, gdy różni lokalni poeci zakochali się w tego typu miejscach i masowo je odwiedzali piejąc z zachwytu.

Teraz Hazburk uchodzi za atrakcję dla turystów, ale jak się potem okazuje, jedynie tych, którym nieobce jest wspinanie się po skałach i mijanie bram "bokiem".

Miejsce już z daleka prezentuje się całkiem zacnie!

Obrazek

Obrazek

Droga na szczyt obchodzi pagór szerokim kołem, wędrując przez winnice i owczarnie.

Obrazek

Obrazek

Całe tutejsze wzgórze jest najeżone słupami wulkanicznych skałek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali rysują się sylwetki różnych górek o ciekawym kształcie, acz w większości nie wiem jak się nazywają. Tak to jest pojechać gdzieś bez konkretnej mapy, tylko z jakimiś wydrukowanymi świstkami uzupełnionymi długopisem ;)

Obrazek

Obrazek

Droga porzuca płowe łąki i nurkuje w cieniste zarośla. Jakiś czas pnie się w górę lasem. Już, już się wydaje, że dotarlismy do celu i zaraz roztoczy się przed nami cudny widok - a tu nagle bęc! Drogę przegradza solidna, zamknięta brama. Wokół zamkowy mur. Ani widoczku, ani nic. Wisi kartka, że w poniedziałek zamknięte. Nie mogli tego napisać na dole, przy parkingu?? Bo tak to człowieka przecież szlag może trafić ze złości - wyspinał się tu, namęczył i co? Ma odejść z kwitkiem? Nosz kurde! Musi tu być chyba jakieś boczne wejście? Nie wiem ostatecznie jak z wejściami, ale mur przy samej bramie jest dość porowaty, bez problemu udaje się wspiąć. Ufff! Jesteśmy! Trochę się nam nie podoba, że patrzą na nas kamery, ale przynajmniej możemy się cieszyć pustką. Bo jak można się domyślać - na zamku jesteśmy sami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stąd też po raz pierwszy mamy okazję zobaczyć w pełnej krasie panoramę okolicznych ostrzyc! :)

Obrazek

A u podnóża rozciąga się bezmiar uprawnych pól i czerwone dachy miasteczek.

Obrazek

Obrazek

Ta z lewej to chyba najwyższa ostrzyca w rejonie - zwana Milesovka. Zaraz przy niej, sporo poniżej przycupnął Ostry, a na prawo od nich Kostalov, gdzie jeszcze dziś zamierzamy podreptać. Dwa ostatnie, jak przystało na region, z ruinami zamków!

Obrazek

Kostalov na większym zbliżeniu.

Obrazek

Dwa kolejne, jakieś niewielkie stożki, o odkrytych, kamiennych zboczach.

Obrazek

Zza jeszcze innych kukają dymiące kominy...

Obrazek

Można też zajrzeć do sporych wyrobisk...

Obrazek

No dobra - koniec bawienia się zoomem i zwiedzania na odległość ;) Trzeba tuptać dalej. Zostawiamy za sobą Hazmburk i suniemy ku kolejnym przygodom.

Obrazek

Druga ostrzyca i zamek na naszych krętych dróżkach to Kostalov. Najpierw mijamy miasteczko Trebenice, które jest zupełnie puste. Fakt, przemykają auta, ale pieszego nie spotkaliśmy żadnego. Zajrzałam nawet do jednej knajpy - i też nikogo. Nawet barmana! Tylko muzyka grała...

Obrazek

Obrazek

Straszą nas vlakiem! ;) Ale my się bardziej boimy ruchliwej szosy! Na szczęście można się wygodnie przebrać pod nią.

Obrazek

Z cyklu "dwie drogi, dwa światy".

Obrazek

Terenami ogródków działkowych powoli wspinamy się ku miłej, stożkowatej skałce z niespodzianką na szczycie. Chociaż? Chyba źle to ujęłam. Słaba to niespodzianka, jak wiemy, że prawie na każdej górce siedzi ruina! Acz tu mamy poczucie, że bedzie jeszcze fajniej niż na poprzednim zamku!

Tu idziemy:

Obrazek

Obrazek

Tam byliśmy!

Obrazek

Mamy też widok na Milesovkę, najwyższy szczyt skupiska ostrzyc czyli czeskiego Średniogórza. Ma ona ponad 800 metrów więc to już kawał solidnego wzniesienia górującego nad otoczeniem. Początkowo myśleliśmy, że na szczycie jest klasztor albo jakiś odremontowany zamek. Okazuje się, że jednak nie tym razem. Na szczycie jest kilka budynków, m.in. stacja meteorologiczna czy chata Milesovka, która pełni rolę czegoś na kształt schroniska czy knajpy.

Obrazek

Zabudowania na szczycie na dużym zbliżeniu.

Obrazek

Najbardziej zainteresowała mnie istniejąca tam ponoć towarowa kolejka linowa. Tylko jedno zdjęcie znalazlam (na googlemaps) i wygląda bardzo klimatycznie! Oczyma wyobraźni już się widzę jadącą w tym pudełku!

Obrazek

Widoczek tu, widoczek tam i się dokulalim do kolejnego zamku! Kostalov i jego mury z bliska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Buba cieszy szeroką przestrzenią! :)

Obrazek

A wokół morze ostrzyc! Gdzie nie sięgnąć okiem tam coś szpiczatego wystaje! :) I człowiek ma ochotę wyleźć na każdą i pętać się tu bez końca! A wszystko tylko nasze! Tylko my i ta wielka przestrzeń. Tylko my i wiatr!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...i tylko patrzeć jak ten wiatr nam zaraz podprowadzi kanapki i kapelusz! ;)

Obrazek

Oltarik na zbliżeniu. Tam wybieramy się jutro.

Obrazek

Rzut oka w strone bardziej plaskatą.

Obrazek

Obrazek

Ze szczytu widać całkiem sporą miejscowość. Najprawdopodobniej są to Lovosice.

Obrazek

W okolicy nie tylko na ostrzycach można użyć. Na kominach również! :)

Obrazek

Obrazek

Słonko trochę usypia czujność... Ale już widzimy jakiego koloru chmurki się zbliżają...

Obrazek

Na obrzeżach wioski Vlastislav miga nam fragment ruin zamku zwanego Skalka. Całkiem solidna baszta! W tle oczywiście Milesovka, którą tu zewsząd widać.

Obrazek

Odwiedzamy też zamek Kostomlaty. Też w ruinie, ale całkiem sporo z niego pozostało, tak w porównaniu z innymi okolicznymi okazami na ostrzycach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce to jednak jako jedyne z okolicznych wzgórz nie przypada nam do gustu. Zamek jest w remoncie, włóczą się jacyś robotnicy z wiadrami i drą japy. Na wieży akurat nic nie robią, ale nie pozwalają nam wejść. Kilka stopni mi zabrakło do wślizgnięcia się na basztę...

Obrazek

Coś nas bacznie obserwuje... Może to coś zeżera turystów i dlatego tak tej baszty skubańce pilnują?

Obrazek

O podnóżach tego zamku ktoś gdzieś wspominał, że są dobre na biwak. Widać był to jakiś miłośnik nocowania w parkach miejskich, bo taka atmosfera tu panuje. Miejsce głównie spełnia rolę sralni na psów miejscowych z okolicznych wiosek. Obraz jest więc taki, że zajeżdża auto, otwierają się drzwi, wylatuje z ujadaniem pies (lub kilka), siku, kupka (albo dwie) i powrót do auta wytrzeć zadek w siedzenie. Sytuacja powtarza się kilka razy, a im późniejsza godzina tym kudłatych miłośników podzamkowego stolca przybywa.

I jeszcze tu, dokładnie w tych całych Kostomlatach, mi się but rozwalił! Dobrze, że se gęby nie roztrzasłam schodząc z tego zamku. Potykałam się chyba 20 razy a wyrżnełam chyba z pięć!

Obrazek

Kiedyś słyszałam taką hipotezę, że nie ma miejsc o złej energii. Są tylko takie, gdzie nasza i ich energia ze sobą nie współgra ;) Tu widocznie aura nie zagrała również z moją podeszwą ;)

Jak to dobrze, że w busiu mam zapasowe buty!

Jedziemy więc dalej. Ostry miał być na jutro, ale widać los chciał inaczej! I bardzo dobrze! Opuszczając mało gościnne Kostomlaty jeszcze nie wiemy jakie przefajne atrakcje na nas czekają dzisiejszego wieczora!


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 16 stycznia 2023, 8:55

Nieopodal wioski Kocourov zatrzymujemy się na skraju pola. Jak tu pięknie! Widok, przestrzeń, żaden pies nie leje nam na koła! Ideał biwakowego miejsca!

Obrazek

Obrazek

Hazmburk majaczy na horyzoncie. Już kawałek od niego odjechaliśmy.

Obrazek

Kostalov podziwiany z przeciwnej strony niż w czasie podejścia.

Obrazek

Skalka, gdzie ostatecznie nie poszliśmy.

Obrazek

Ostry jest nieopodal. Suniemy w górę w ciepłych barwach powoli zachodzącego słoneczka. Mijamy leśne gęstwiny, kamulcowiska, kolejne zgrupowania bazaltowych słupów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co kolejna góra to nam się wydaje fajniejsza! (no oprócz Kostomlatów rzecz jasna ;) Na szczycie znów resztki zamku, idealnie wkomponowane w naturalne skały, aż momentami ciężko powiedzieć, gdzie się jedno kończy a drugie zaczyna. Przesiąkły sobą do imentu przez te długie lata współistnienia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy witaliśmy dzisiejszy dzionek wśród potoków deszczu, w najśmielszych snach byśmy nie przypuszczali, że zachód słońca będziemy oglądać z malowniczego szczytu, siedząc na suchej skale, mającej w sobie zgromadzone ciepło kilku minionych godzin. To jest chyba właśnie najpiękniejsze w tego typu wędrówkach - ten brak dokładnego zaplanowania i scenariusz wydarzeń piszący się na bieżąco.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to jest ponoć "symulator buby" ;) Toperz się ze mnie śmieje, że była taka gra komputerowa, gdzie się chodziło kolesiem i na pierwszym planie było cały czas widać ręce z karabinem. To niby ma być kolejna wersja - chodzi się bubą, która wszędzie robi zdjęcia ;)

Obrazek

Odkrywamy, że mają tu skrzynkę z wpisownikiem! To bardzo fajna rzecz, która jest dość popularna w Czechach. I zapewne bardzo ogranicza pisanie po skałach czy ścianach wiat, bo większość ludzi mając taką możliwość - zrealizuje swoje atawistyczne potrzeby znaczenia terenu w zeszycie :) Należąc do tej grupy ochoczo to czynię! :)

Obrazek

Obrazek

Nie przyszliśmy tu tak o! tylko na widoczki popatrzeć. Wczorajsze ognisko wśród skał rozbudziło chęć codziennych międzyskalnych biwaków. Tu nie jesteśmy pierwsi, miejsce solidnie wyznaczyli lokalni turyści.

Obrazek

Obrazek

Dziedziniec zamkowy zdaje się być (wnioskujemy po lekturze wpisownika) popularnym miejsce noclegów i ognisk. Acz dziś jesteśmy tu sami. Tylko jakiś jeleń wciąż krąży gdzieś pod szczytem i donośnie porykuje. Mimo że człowiek wie, że to nie niedźwiedź ani inny smok, ale i tak jest w tym dźwięku coś nieco niepokojącego, zwłaszcza gdy wokół ciemność, między drzewami lekka mgiełka, na której szybko rozprasza się blask każdej latarki, a to coś ryczy dokładnie na naszej drodze powrotu ;)

Podziwiamy jeszcze widoki na migoczące w dole miasto.

Obrazek

Całą noc ryczały jelenie! :)

Kolejny poranek to znów deszcze i przewalające się wokół chmury. Widok na wioskę Kocourow. Mgła przyczepiona do szczytu i rżące konie - to chyba taka ich pogawędka podczas śniadania.

Obrazek

Obrazek

Pół pola przykleja mi się do butów, wystarczy iść do kibla albo obejść busia dookoła! Co za dziwna gleba! Pod każdym butem rośnie mi kilkanaście centymetrów dodatkowej podeszwy, aż ciężko podnosić nogi, bo każda waży odpowiednio więcej. Cały poranek więc skrobie buty patykiem...

Idziemy jeszcze na Oltarik, kolejny przefajny zamek na szczycie ostrzycy. Na podejściu nam dolewa, ale na szczęście akurat blisko jest wiata, w której udaje się nam zdążyć schować na czas.

Obrazek

W wiacie znajdujemy kolejny wpisownik, więc robimy z niego użytek. Urzekły mnie malowidła kotów :)

Obrazek

Wiata, mimo że na pierwsze wrażenie mało solidna, ale jednak wytrzymała oberwanie chmury. I nawet nie zacinało do środka. Około 20 minut lało jakby wejść pod wodospad. Acz może dobrze, że całe zapasy wody wypuściło naraz? A nie, że mżyło cały dzień?

Przy wiacie znajduje się też dziwna gablota. Są w niej wyeksponowane przedmioty, których nie powinno się wyrzucać w krzaki. Nie do końca rozumiem sens tego przedsięwzięcia. Opony np. nie było. Znaczy oponę można??

Obrazek

Na podejściu towarzyszą nam poszarpane skały i gołoborza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre jaskinie okazują się być zamieszkane!

Obrazek

Jest też grzybna rodzinka.

Obrazek

W końcu przychodzi czas i na zamek. Pogoda jak widać jest zmienna ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie chce się wierzyć - na chwilę nawet błyska słońce, podświetlając nieco jesienne już kolorki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rozglądamy się wokoło. Jesteśmy trochę jakby na pograniczu złej pogody i tej jeszcze gorszej ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyraźnie widać, że tereny na wschód i południe stąd toną w granatach i smugach kolejnych ulew. Nie mamy jakoś parcia, aby tam ruszyć i kolejne ostrzyce odwiedzać pod wodospadem. W kierunku zachodnim pogoda jakby bardziej rokuje - nie żeby na pewno, ale jakaś nadzieja w popękanych chmurach jest...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skądinad ciekawe czy na każdym okolicznym wzniesieniu była kiedyś jakaś twierdza? Tylko niektóre nie dochowały się do naszych czasów i pamięć o nich wymazała się z krajobrazu na dobre?

My tymczasem uciekamy przed potopem, który zdaje się powoli acz konsekwentnie zmierzać w naszą stronę. Zobaczymy kto jest szybszy - on czy busio! ;)

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 19 stycznia 2023, 8:56

Na obrzeżach wioski Hrobcice zaglądamy w pewne niecodzienne miejsce. To coś na kształt ni to ścieżki dydaktycznej, ni to placu zabaw. Atmosfera jest tutaj dosyć nietypowa, a człowiek wciąż czuje się obserwowany. Może miejsce nie jest aż tak spektakularne jak bajkowy zakątek z Siergiejewki na czarnomorskim wybrzeżu ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... jewka.html ) , ale również nie można mu odmówić uroku. Wrażenie potęguje fakt, że jest tu pusto - tylko my i lokalne postacie. Niebo spowijają czarne, szybko sunące chmury. Leje... Jakiś dziwny ptak drze się w koronach drzew. Ale nie widzimy go. Widzimy za to oczy. Dużo oczu. Wszystkie wbite w nas. No bo w kogo? Tylko my tu jesteśmy w tą zdechłą pogodę...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też gęby wyłaniające się nie z drzew, ale prosto z ziemi.

Obrazek

Obrazek

Tu mamy pewne wątpliwości czy niedźwiedź planuje zaatakować dziewczynkę czy może na odwrót? Obojgu z oczu patrzy jakoś nieszczególnie...

Obrazek

Ten pan wygląda jakby chciał coś do nas zagadać. Ma się wrażenie, że zaraz podciągnie gacie, a jego pełna wyrazu, zmarszczona twarz odwróci się w naszą stronę... Zwijamy się więc stąd biegusiem - i tak po czesku nic nie zrozumiemy ;)

Obrazek

Był kiedyś taki dowcip:
" - Czemu krasnoludki jak idą przez las to zawsze się śmieją?
- Bo je mech w jaja łaskocze!"

Nie wiem czemu jakoś akurat teraz mi się przypomniał ;)

Obrazek

Króliki się nie śmieją. Sprawiają wrażenie niezwykle zdumionych albo jednocześnie przerażonych. Oczy im wychodzą z orbit.

Obrazek

Ciekawe co tu mieszka? Może te Smerfy?

Obrazek

Biedronka. Nie wiem co po niej przejechało, ale zrobiło to dosyć skutecznie.

Obrazek

Królewny ponoć często są zaklęte w żaby. A babuszki w dżdżownice.

Obrazek

Domek dla dzieci. Do zabawy. Tylko czy każde odważy się wejść?

Obrazek

Przechodzimy w sektor zwierząt gospodarskich. Są takie nieco... pofragmentowane?

Prosięciu brakuje nie tylko ogonka i kawałka ucha. Również grzbietu. Prześwitują jakieś wnętrzności...

Obrazek

Wewnątrz prosiaka jest... kot! I teraz pytanie? Czy to świania zjadła kota? Czy może właśnie nie - tylko to kot wygryzł świnie?

Obrazek

Jedno jest pewne - ta krowa chce zjeść nas!

Obrazek

Z konia pozostała tylko głowa - co zupełnie nie przeszkadza bocianom w gniazdowaniu.

Obrazek

A z tego pnia coś wyrosło. Nie jest to gałąź, nie jest to huba... Jest to coś zgoła innego...

Obrazek

Obrazek

Nie zapominajmy, że jesteśmy na placu zabaw! Mamy więc zjeżdżalnię! Ta wygląda na taką nie byle jaką! Chyba można się tu konkretnie rozpędzić! I jeszcze zakręt na końcu! Kabak nam nie wybaczy, że wybraliśmy się w takie miejsce bez niej!

Obrazek

A horyzont zamykają dymiące kominy wśród sinych, deszczowych chmur...

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 21 stycznia 2023, 19:17

Z miasteczka Bilina idziemy na Boreń. Wyboista droga mija ogródki działkowe i tam wchodzi w pola przetykane zaroślami. Tam też wyłania się nasza skałka.

Obrazek

Górka jest niewielka, bo coś trochę ponad 500 m, ale sporo wystaje nad okolicę, no i skalista forma nadaje jej klimat wręcz wysokogórski.

Obrazek

Droga w kierunku szczytu długo kluczy łąkami i zagajnikami, obchodząc wzgórze dookoła. Z bardziej odkrytych fragmentów trasy mamy widok na miasto u podnóża - rozsiane po wzgórzach blokowiska, sprawiające wrażenie otoczonych gęstym kożuchem lasów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na leśnej ścieżce można napotkać różne niezbędne dla turystów przedmioty. Tu np. można wziąć prysznic.

Obrazek

Samo główne podejście jest dosyć pionowe i prowadzi skalnymi urwiskami lub wąwozami, pełnymi korzeniastych drzew i uciekających spod nóg kamulców.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skała jest tu przeważnie czarna lub zielona - gdy omszeje.

Obrazek

Obrazek

Są też stromo opadające gołoborza, a gdzieś tam w dole właśnie śmiga pociąg.

Obrazek

Obrazek

Miło kwitnąca roślinność naskalna.

Obrazek

U podnóża Borenia przebiega straszliwie wyjąca autostrada. Górka, którą widać na zachód to chyba Zelenycky Vrch (częsciowo solidnie wygryziony przez kamieniołom), a jeszcze dalej Zlatnik.

Obrazek

Obrazek

Zdjęcie na szczycie musi być! :)

Obrazek

Krajobrazy mocno już zapodają jesienią.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z góry można dogodnie zajrzeć do wielkich jam kopalni odkrywkowych, które rozciągają sie od Biliny po Sokolov. Największe wrażenie robią na mnie te maszyny, te różniste glebogryzarki, zwłaszcza jak zwrócić uwagę na stojace przy nich ciężarówki czy baraki. To są jakieś monstra! większe chyba niż dwa wieżowce jeden na drugim! Długo więc wślipiam się w okienko aparatu, które od dawna traktuje jako lunetę, obserwując jak urobek jeździ taśmociągami, machają łapy dźwigów, a nawet z dużej wysokości upada jakiś spory kamień, co chyba nie było planowane, bo widać konsternację robotnków - biegają w kółko jak mrówki w mrowisku po wsadzeniu patyka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu też coś ryją i jakieś taśmociągi przecinają przestrzeń.

Obrazek

Jeśli ktoś lubi krajobraz pełen dymiących elektrowni, to widok z Borenia zapewne go nie rozczaruje :) Najbliższą widzimy w miasteczku poniżej, w Bilinie.

Obrazek

Możemy pozaglądać w różne zaułki zakładu czy w plątaniny torowisk na jego obrzeżach.

Obrazek

Obrazek

Inne dymiące okazy w bliższych i nieco dalszych okolicach.

Obrazek

Obrazek

Fabryka chmur ;) I to takich specjalnych - podświetlonych od środka.

Obrazek

Pozyskiwanie energii - tradycja kontra nowoczesność ;)

Obrazek

Chyba od dzieciństwa nie widziałam nigdzie naraz tylu porządnie dymiących kominów! :) Daje to do myślenia... że u nas na każdym kroku kwik, łapanie się za odwłok i manie prześladowcze jaki to węgiel zły i jak trzeba go przestać używać, a tuż za miedzą kominów jak grzybów po deszczu. I ponoć ta sama "Europa" na nich łapę trzyma... Acz może te porównania to kwestia mojego niedoinformowania - może Czesi fiołkami palą?

A odnośnie pozosykiwania fiołków - na dno wyrobisk są chyba organizowane wycieczki, aby połazić wśród krajobrazu księżycowego w cieniu gigantycznych maszyn. Przynajmnienej niektóre zdjęcia z googlemaps nasuwają takowe przypuszczenia.

Obrazek

Obrazek

Ze szczytu widać też zamek Kostomlaty, gdzie byliśmy wczoraj. Jest więc wielce prawdopodobne, że z wieży zamkowej było widać i Boreń. Może więc gdyby robotnicy nie byli złośliwi i puścili nas na basztę - to i z tej górki byśmy mieli jakiśkolwiek widoczek, a więc i lepsze wspomnienia.

Obrazek

Można wypatrzeć też takowe cudo. Radar nie radar - nie wiem co to za licho!

Obrazek

A tu coś bulastego ze wzgórza sterczy...

Obrazek

Krajobrazy pełne polnych dróg.

Obrazek

Na zejściu mijamy chyba jakieś praktyki studenckie z geologii, bo kują młotkami w skały próbując zagłuszyć wycie autostrady. Najstarszy z nich z lubością obraca w ręce każdy kamyk coś tłumacząc, a potem chowają je do worków. Część kamieni trafia do kuferka - chyba te najcenniejsze okazy, bo każdy z nich jest wcześniej owijany w szmatkę. Studenci mają na stanie dwóch czarnoskórych, zawiniętych szczelnie w szaliki i wełniane czapki, którzy wyglądają jakby dujący, lodowaty wiatr znosili jeszcze gorzej ode mnie ;)

Gdy schodzimy chmury gęstnieją. Wygląda na to, że pogoda znad ostrzyc jednak i tutaj dotarła. Ledwo zdążamy do busia, tylko trochę nam dolało na ostatnich 200 metrach.

Obrazek

Na nocleg zatrzymujemy się przy wiatce na rozdrożu, na terenach wsi Hetov.

Obrazek

Obrazek

Wsi tam nie ma. Jest tylko nazwa, kapliczka i droga prowadząca w pola, gdzie według wiszącej przy wiacie mapy są jeziorka. Znad pagórka unoszą się dymy wyziewane przez elektrownie.

Obrazek

Chcieliśmy przejść się do owych jeziorek, za widoczny na zdjęciu pagór...

Obrazek

...ale kolejna fala deszczu niweczy nasze zamiary.

Obrazek

Siedzimy więc w wiacie. Na stole, bo na ławy zacina. Mamy gulasz węgierski z puszki i nalewkę. Jedna z lepszych ziołowych nalewek jakie piłam. Kupiliśmy w Bilinie na stacji benzynowej. Potem już nigdzie nie widziałam takowej...

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 24 stycznia 2023, 20:42

Poranek jest lodowaty i leje. Całe niebo jest zasnute chmurami. Widzimy dokładnie skąd je wypuszczają! :P

Obrazek

Ostatni planowany zamek (Oparno) i kolejne ostrzyce zostawiamy sobie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jedziemy w kierunku Czeskiej Szwajcarii. Kawałek mamy - może więc tam będzie coś lepiej z pogodą?

Po drodze nie możemy uzupełnić zapasów żarcia, bo chyba mają jakieś święto. Wszystkie sklepy są zamknięte. Dobrze, że na stacjach benzynowych handlują bułkami, serem i kiełbasą. Co ciekawe nie jesteśmy sami w kompletowaniu takowego asortymentu - 3/4 osób to nie po paliwo tu przychodzi.

Dojeżdżamy do Jetrichovic. Widać, że w sezonie ta miejscowość jest upiornie turystyczna, acz sporo starych, drewnianych domów się tutaj uchowało. Stan ich jest różny. Są zarówno puste jak i zamieszkałe, ociekające świeżą farbą po dopiero co ukończonym remoncie lub zarosłe pajęczynami i mchem pod falistymi ze starości dachami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu też po raz pierwszy spotykamy się z tablicami dla turystów, które są stylizowane na stare obrazy. Bardzo nam się one podobają! W całej okolicy jest ich pełno :)

Obrazek

Obrazek

W miejscowości jest też opuszczony pałac. Ponoć da się wejść do środka, ale powierzchowne, szybkie oględziny żadnego wejścia nie wyłuskują z krajobrazu.

Obrazek

Wieża nieco zwiędła.

Obrazek

Gdy łazimy między chałupkami na chwilę przestaje padać. Postanawiamy więc ruszyć w skałki - o gdzieś tam!

Obrazek

Obrazek

Po 200 metrach trasy jednak znów sikło. Zatrzymujemy się, aby ubrać kurtki. Ledwo ruszamy - a deszcz słabnie i wychodzi słońce. Gorąco! Musimy się rozebrać. Chmura jednak wraca. Leje jak z wiadra. Kurtka wraca, ale nie na długo... Tak wygląda cały dzisiejszy dzień. Przebieraliśmy się na bank kilkanaście razy! Fajnie, że nie pada i nie pizga bez przerwy, ale od takiej huśtawki to też mozna szału dostać!

Dobrze, że krajobraz jest tu zaopatrzony w wiele naturalnych okapów, gdzie można się schronić w czasie kolejnych przepakowań.

Obrazek

Skały mają tu dziurkowaną strukturę i wyposażone są w sporo schodów. Wiele z nich sprawia wrażenie bardzo starych, wykładanych kamieniami lub wykutych w skale i już porządnie wyżłobionych przez setki nóg tuptających tu przez dziesięciolecia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okolicę urozmaicają omszałe napisy...

Obrazek

i wąskie przejścia międzyskalnych tunelików.

Obrazek

Podchodzimy do miejsca zwanego Skała Mariny. Wzniesienie jest pełne drabin, ścieżek przeciskających się prawie jaskiniami i mostków nad przepaściami. Tu chyba jakoś bardzo niedawno robili remonty, bo metale jeszcze nie pordzewiały, a z drewna gdzieniegdzie sączy się żywica (wiem, bo se w nią siadłam ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Obrazek

Na szczycie skały zbudowali nową wiatę. Tak beznadziejnej konstrukcji to ja jeszcze nie widziałam! Pizga nie tylko z boków, ale i od dołu, bo podłogę ma ażurową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zgodnie z nazwą - jest tu obraz owej nadobnej matrony z dawnych lat.

Obrazek

Gęste, ociekające wodą chmury przewalają się po całym widnokręgu, dodając uroku miejscowym obłym górkom, poszarpanym skałkom i cienistym dolinom. Dosyć ciężko jest robić zdjęcia z tego miejsca, bo wiatr wyrywa aparat z rąk. Tzn. może nie tak całkiem dosłownie, żeby go chciało unieść w dal, ale robienie zdjęć na zoomie ponad 50 jest mocno utrudnione, żeby nie powiedzieć "niewykonalne" (bo co chwilę się okazuje, że tak szarpnęło, że zamiast skałki (w którą celowałam), mam na zdjęciu sufit wiaty albo buty toperza :P Kilka widoczków jednak się udało zarejestrować ku pamięci tej sympatycznej chwili.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stąd już dokładnie widać miejsce, do którego zmierzamy :)

Obrazek

Tuptamy więc dalej. Skalne nawisy stają się coraz ciekawsze! I bardziej obszerne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak widać po piachu, suchym i zamoczonym - za wiatę może toto robić.

Obrazek

W grocie nie brakuje starszych i nowszych napisów i tabliczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiatrołomy, korzeniowiska...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre są naprawdę solidne, a i tak się wykopyrtnęły.

Obrazek

Po drodze jeszcze jest skała Wilhelminy - takowa to dama:

Obrazek

O! A tam byliśmy przed chwilą, u Mariny z wizytą.

Obrazek

Nie zatrzymujemy się tu zbyt długo, z racji na brak dachu, nawisu czy nawet drzewa, pod którym można by się schować od tej paskudnej lepkiej mżawki co wpełza nawet pod kaptury.

Obrazek

Skalnymi półkami suniemy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak widać na załączonych obrazkach - wyszło słońce. Jak można się domyślać - nie na długo ;) Acz nawet to krótkie mgnienie pozwala się trochę ogrzać i nacieszyć ciepłymi jesiennymi kolorami krajobrazu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu docieramy do naszego głównego celu wizyty w tym regionie - chatki na szczycie skały Rudolfa.

Obrazek

Jeszcze trochę wspinania i jesteśmy na miejscu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rudolf oczywiście trwa na posterunku!

Obrazek

Jest to prawdziwy domek, a nie jakaś dupiana, fikuśna, ażurowa wiatka. Jest tu drewniana podłoga, ławeczka i okno, które można zamknąć okiennicą.

Obrazek

Obrazek

Chatka nie tylko jest klimatyczna, ale ratuje nam tyłek w sposób bardzo dosłowny - właśnie idzie najczarniejsza z dziesiejszych chmur.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Świat spowija ciemność i wodospad. A my siedzimy w przytulnej chacie targanej wiatrem, który wyje za ściankami jak dusze potępieńcze. Osz kurde! Duje tak, że się zaczynamy zastanawiać czy aby na pewno chatka jest dobrze przymocowana do podłoża. Hmmm... ciekawe też jak potem zleziemy po ociekającej, śliskiej skale? Ale póki co jest miło i zacisznie. Biedna ta para co schodziła 5 minut temu i mineliśmy się z nimi na schodkach... Oprócz nas przeczekuje tu zlewę trzech niemieckich turystów. Jeden z nich jest ustylizowany na niunie - ma pomalowane pazurki i usteczka. Musi używac jakiś dobrych kosmetyków, bo skoro tu dotarł to kilka razy musiało mu dolać po drodze, a nic nie spłyneło ani się nie rozmazało - stan jak prosto od kosmetyczki. Dwóch pozostałych kolesi stara się zabiegać i konkurować o jego względy - podkarmiają czekoladkami i ciasteczkami, coś tam gruchają do ucha czy poklepują. Od czasu do czasu widać też, że warczą i fukają na siebie, jak któryś przegnie w zalotach albo wyraźnie widać, że zyskuje przewagę w grze. Bardzo ciekawy takowy trójkącik do obserwowania, gdy burza się przedłuża a gapienie na kłębiące chmury akurat już ci się znudzi.
I jeszcze taka mała dygresja - ile warta jest szkolna nauka języków... 6 lat miałam niemiecki w szkołach. I podobał mi się ten język, lubiłam się go uczyć (w odróżnieniu od znienawidzonego angielskiego). I zawsze miałam same piątki... I co? I siedze w tej wiacie, uszy mi rosną do rozmów kolesi i nie rozumiem kompletnie nic. Nie że mało. Zero. Jakieś poszczególne słowa: że czapka, że pięknie, że ktoś gdzieś pojechał... Nie zbierające się w żadną całość. Smutne takie. A mam wrażenie, że kolesie mówią bardzo wyraźnie...

Zlewa w końcu odchodzi, a uciekające czarne chmury podświetla słońce. Cudnie jest! Wędrując przy ładnych pogodach nigdy się nie uraczy oczu takimi widokami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jeszcze na koniec rzut oka na chatkę w słońcu :)

Obrazek

Droga powrotna mija w przedziwnych barwach, jakby przekolorowanych na ciepło, ale to pewnie z racji wieczornych podświetleń.

Obrazek

Pełni fajnych wrażeń suniemy w stronę upatrzonego noclegu.



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 27 stycznia 2023, 20:56

Zapewne wiele osób wie, że jesteśmy miłośnikami ciekawych czy nietypowych przystanków autobusowych i wszędzie ich szukamy. Będąc w Czeskiej Szwajcarii również na takowe zwrócilismy uwagę. Mają tu zaciszne domki, pełne książek i doniczek z kwiatkami. Sama bym chętnie sobie siadła i poczytała, acz są dwa problemy - nie rozumiem po czesku i nie czekam na żaden autobus ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W jednym nawet mamy towarzystwo - jak ktoś nie lubi samotności to jak znalazł.

Obrazek

Obrazek

Acz czekać tu na autobus wieczorową porą, w czasie jakiejś śnieżnej zawiei? Gdy autobus się spóźnia, a koleś na ławce jakby odwracał lekko głowę w twoją stronę? hmmmm... ;)

Obrazek

Ten maluteńki, ale też utrzymany w konwencji.

Obrazek

Obrazek

Mają tu nieco literatury dla koneserów - dzieła wybrane z radzieckiej prasy w latach 70 tych. Książeczka dla dzieci też już nie pierwszej nowości.

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 2108
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Kontakt:

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Post autor: buba » 28 stycznia 2023, 19:43

Nocujemy w zatoczce przydrożnej koło wsi Srbske Kamenice.

Obrazek

W dole mają tu niewielki stawik o lekko postindustrialnym klimacie.

Obrazek

Obrazek

Odwiedzają nas tu różne zwierzaki, zarówno nadrzewne jak i łąkowe.

Obrazek

Obrazek

Ognisko palimy na brukowanym placyku pośród kocich łbów.

Obrazek

Obrazek

Jest to miejsce gdzie w 1972 rozbił się jugosławiański samolot. Historię pokazują tablice w stylistyce podobnej jak w mijanych wcześniej skałach z Mariną i Rudolfem. Są rozrysowane dokładne mapki, w którym miejscu upadły jakie szczątki. Poszlismy się tam przejść, ale nic nie znaleźliśmy. Ani fragmentów wraku, ani dodatkowych tablic. Wiem, że to katastrofa i nic wesołego, ale słowo "letadło" jakoś automatycznie wywołuje uśmiech na twarzy! Nawet jak nie wypada ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejnego dnia chcemy podjechać do Hrenska i iść na te super turystyczne skalne bramy, gdzie latem się zjarały lasy. Nigdy nie chodziłam po spalonym lesie, więc pomysł wydaje się być ciekawy. Droga do Hrenska okazuje się jednak być zamknięta. Szlag wie, czy przez te pożary właśnie (bo nie potrzebują tam węszących bub) czy dlatego, że w Jetrichovicach właśnie remontują kanalizację. Wbijamy pod zakaz, trudno czasem trzeba, ale dziura na pół drogi i koparka na drugie pół hamuje na dobre nasze nieuczciwe zapędy już po 50 metrach ;) Można próbować pojechać dookoła i wbijać na Hrensko z drugiej strony, ale czy warto? Akurat świeci słońce, zanim objedziemy to gotowe znów zacząć lać, a szkoda całość dzisiejszej pogody przesiedzieć w aucie. Odpuszczamy sobie więc wielkie bramy i pogorzeliska. Połazimy gdzieś tu. Suniemy w stronę zamku Saunstein. Mijamy sporo grzybiarzy i ludzi z psami. Dominują psy wielkości cielaka puszczone luzem lub formy szczura noszone na rękach. Jak widać mają tu bardziej wyrąbane w parkach narodowych, bo z tego co kojarzę to u nas gonią za wprowadzanie bydlaków nawet na smyczy. Jeśli chodzi o grzyby to widzimy, że sporo osób zbiera czerwone muchomory. Ciekawe jaki mają sposób przyrządzania?

Tam wyłaziliśmy wczoraj.

Obrazek

Po drodze mijamy różne atrakcje - skalne kapliczki, krzyże jak gdzieś z zapomnianych dolinek Dolnego Śląska, kolejne tablice utrzymane w lokalnym stylu czy ryte w skałach daty z odległej przeszłości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy też potencjalne miejsce noclegowe.

Obrazek

Jak ktoś się zmęczy wędrówką może przysiąść na ciekawej ławce.

Obrazek

Mają tu nawet jelenia!

Obrazek

Można też pobiesiadować pod skalnym okapem w towarzystwie jaskiniowca.

Obrazek

Zaczynamy się wspinać po kamulcach.

Obrazek

Wdrapywanie się na zamek Saunstein upływa pod hasłem kładeczek, mostków, drabin i wąskich przejść, gdzie przetarganie nawet nie bardzo wielkiego plecaka jest dosyć wymagającym zajęciem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ogólnie całkiem ładna skałka, ale żadnego zamku nie zauważyliśmy.

Obrazek

Są za to groty, gdzie można przeczekać deszcz czy nawet od biedy zanocować.

Obrazek

Obrazek

Nie brakuje też starych napisów rytych w skale.

Obrazek

Obrazek

Na szczycie jesteśmy świadkami dramatu - wygląda na to, że ze skały zleciał pies i jakaś para mocno desperuje. Koleś próbuje zejść za nim, ale wszystko wskazuje, że też zaraz zakosztuje podniebnych lotów, bo skała w tym miejscu jest oględnie mówiąc dosyć pionowa.

A widoki ogólnie nienajgorsze. Wiatr we włosach, przestrzeń - fajna sprawa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedyne co nam się nie do końca podoba - to te tutejsze ławeczki i poręcze. Trochę za nowe, zbytnio parkowe... ale cóż, nie można mieć wszystkiego.

Obrazek

Obrazek

Tu po raz pierwszy udaje się wypatrzeć pogorzeliska z letnich pożarów, jakie nawiedziły tą okolice. Z daleka wyglądają nieco jak lekkie rudości świadczące o zbliżającej się jesieni...

Obrazek

Z bliska widok jest już znacznie bardziej ewidentny...

Obrazek

Obrazek

Saunstein widziany z oddali. W żadnym rzucie zamku nie stwierdzono. Musi być jakaś ściema albo świetnie zamaskowany skubaniec!

Obrazek

Tuptamy dalej a szlak wije się przepaścistymi półkami, mija nawisy i groty, a wszechobecne korzenie łapiące się skał jak stada węży mocno dodają uroku okolicy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem jeszcze zaglądamy na skałkę zwaną Mała Pravcicka Brama.

Obrazek

Obrazek

Dalej czerwony szlak jest zatarasowany belami i taśmami, z napisami że zamknięte. Rozważamy przez chwilę czy tego aspektu parku nie potraktować jak inni psów i grzybów, ale zabija nas kilometraż. To jeszcze chyba wychodzi z 18 km tam i z powrotem + to co przeszliśmy, a już jest czternasta! Nie damy rady, a po zwalonych pniach to tempo nam raczej nie wzrośnie. Latarki niby mamy, ale chęci do kicania w ciemności po skałach jakoś mniej. Wystarczy mi jedna skała, z której zleciałam na tym wyjeździe i łokieć jeszcze boli... Wracamy więc... Trochę żal, ale warto umieć ocenić swoje możliwości.

Podjeżdżamy jeszcze do Janova na wieżę widokową. Fajna ta wieża, nie jakieś byle popierdółki pod turystów, z których widać tyle co i z dołu. Ta rzeczywiście jest wysoka i widok oferuje konkretny. To raczej wieża obserwacyjna albo taka pod anteny, której po prostu nie zamknęli jak zazwyczaj bywa.

Obrazek

Obrazek

Jest stąd widok na pagóry o nietypowych kształtach - już chyba po niemieckiej stronie.

Obrazek

Obrazek

Ciekawie układające się struktury skał.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I stąd widać te spalone połacie lasów, którymi nie udało się dziś powędrować.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy od Hreńska dało by się wbić w jezdną droge albo w szlaki. Czy by nas upolowały lokalne służby? Czy od tamtej strony byśmy mieli szansę wyrobić się czasowo? Tego już niestety nie sprawdzimy. Za godzinę robi się ciemno, a na jutro mamy już inne plany. Wracamy więc nad nasz stawek. Pozostaje uczucie niedosytu i nie do końca zrealizowanych zamierzeń. Ale i tak bywa. Może tak miało być...

W Janovie przy blokach zwracamy też uwagę na kamienny pomnik. Dwoje dzieci. I zdecydowanie nie są one zadowolone... Nie wiem czy im zimno, czy się czegoś boją czy probują się schować bo coś je chce zeżreć. Ogólnie miła okolica, pełne kwiatków ogródki, ale ów pomnik wieje jakimś takim niepokojem...

Obrazek

Jadąc w stronę Srbskej Kamenicy mijamy porośnięty bujnym bluszczem zruinowany budynek. Pałac nie pałac, kościół nie kościół...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Srbskej Kamenicy w jednym z przydomowych ogródków zwraca uwagę mini skalne miasto, obecnie użytkowane na komórki i składziki.

Obrazek

Obrazek

Mają tu też skalny relief przedstawiający koronowanie Matki Boskiej.

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
ODPOWIEDZ