Góry Opawskie okiem sprocketa

Relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową.

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 767
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06

Góry Opawskie okiem sprocketa

Post autor: sprocket73 » 29 czerwca 2020, 23:46

Góry Opawskie są najbliższym mi krańcem Sudetów. Mimo tego nigdy w życiu tam nie byłem. Na mapie prezentują się mało atrakcyjnie. Określenie "góry" wydaje się w tym przypadku nieco na wyrost, gdyż w większości są to pagórki (kopy) o wysokościach 500 metrów i mniej, wyrastające z płaskich równin położonych powyżej 300 metrów. Wysokości względne tych kop są więc bardzo małe. Nieco lepiej przedstawia się sprawa w ich najwyższym paśmie masywu Biskupiej Kopy, która ma aż 890 metrów.
Jeszcze ciekawiej wygląda czeska część Gór Opawskich, gdzie mamy sporo wyższych szczytów, ale i tak nie przekraczających 1000 m. Na Czechy przyjdzie kiedyś pora, na razie bierzemy na cel to co w Polsce.

Do gór zbliżamy się od strony miejscowości Moszczanka.
Na zdjęciu mamy z prawej Biskupią Kopę (890), z lewej Srebrną Kopę (785), a pośrodku Zamkową Górę (571). Całkiem fajny widok i zapowiedź miłego dnia.

Obrazek

Zaczynamy w miejscowości Pokrzywna. Jest to miejscowość typowo turystyczna o dobrze rozwiniętej, luksusowej infrastrukturze. Wypasione hotele, porządnie wyglądające drewniane domki, park rozrywek. Wszystko jakieś takie porządniejsze niż w Beskidach.

Obrazek

Nas jednak luksusy zupełnie nie interesują. Wchodzimy w las. Jest mokro, jeszcze w nocy sporo popadało.

Obrazek

Bujna zieleń. Taka już letnia, dojrzała. Im jestem starszy, tym większą przyjemność sprawia mi obserwowanie przyrody i zmian pór roku.

Obrazek

Wychodzimy na pierwszą górę - Szydzielowa Kopa (533), a z niej taki widok na Biskupią Kopę.

Obrazek

Srebrna Kopa z Zamkowej Góry.

Obrazek

Szlak na razie wiedzie lasem i widoki są rzadkością. Jednak nie ma co narzekać.

Obrazek

Miejscami przechodzi przez gęste młodniki. W ekstremalnym miejscu spory kawałek wygląda tak. Gdyby liście były mokre, byłoby niezbyt przyjemnie.

Obrazek

Na podejściu pod Srebrną Kopę robi się bardziej widokowo.

Obrazek

Biskupia Kopa.

Obrazek

Srebrna Kopa.
Z daleka wygląda intrygująco.

Obrazek

Z bliska również.
Wygląda jakby niedawno przeszła tedy wichura, która powaliła większość drzew. Zostały marne niedobitki. Teren został posprzątany i teraz ładnie zarasta. Szlak to wąska ścieżka.

Obrazek

Dużo fajnych pieńków. Tobi ma co robić.

Obrazek

Na szczycie kamienny schron.

Obrazek

Tak, Srebrna Kopa zdecydowanie ma coś w sobie.

Obrazek

Idziemy w stronę Biskupiej Kopy.

Obrazek

Pieniek gigant.

Obrazek

Ależ Tobi sobie z takimi atrakcjami dobrze radzi. Pełne skupienie i nienaganna technika.

Obrazek

Biskupia Kopa coraz bliżej.

Obrazek

Naparstnica purpurowa.

Obrazek

Obrazek

Rozpoczynamy dość mozolne podejście na Biskupią Kopę. Jest stromo, długo i upalnie, bo stok idealnie pochylony do słońca. Musze sprostować moje wątpliwości - słowo "góry" jest tu w pełni uzasadnione.

Obrazek

Widok na Srebrną Kopę.

Obrazek

Szczytujemy. Ale wypasiony, 2-metrowy, słupek graniczny.

Obrazek

Jest i główny znaj rozpoznawczy Biskupiej Kopy - charakterystyczna wieża.
Nie wiem tylko czemu parę metrów obok niej Czesi budują jakieś duże brzydkie schronisko, ktoś chyba upadł na głowę.
Podoba nam się natomiast budka z czeskim piwem. Kupując za korony, piwo wychodzi po 5 zł. A wybór jest spory. Kupujemy sobie 3 piwka, w tym po raz pierwszy piję piwo ciemne cytrynowe i uważam, że jest świetne.

Obrazek

Nieco niżej polskie schronisko. Wypasione, z ozdobnikami. Ludzi tu sporo.

Obrazek

Do schroniska żółtym szlakiem od dołu idzie tłumek ludzi, tzw. stonka. Stonka ma to do siebie, że wszyscy idą tą samą trasą i mniej więcej o tej samej porze, z tego samego parkingu w dole.
My schodzimy i obserwujemy. Jest więc laska i 4 kolesi, laska dyszy i jęczy. Kiedy wypadli zza zakrętu pomyślałem, że przed chwilą był niezły gangbang. Jest dużo rodzin z dziećmi i psami. Sporo eleganckich parek, za którymi ciągnie się intensywny zapach perfum zmieszanych z potem. Jest wysportowany koleś pchający pod górę wózek (ten dla odmiany wygląda jakby doskonale widział co robi i tak sobie tylko ćwiczył do triathlonu). Ale są też ludzie wyglądający jakby zaraz mieli umrzeć w tym skwarze. A podejście mają długie i strome. Idąc tam też jesteśmy częścią stonki. To też ma jakiś tam swój urok, ale dużo fajniej się robi jak skręciliśmy w bok w ścieżkę przyrodniczą idącą przez rezerwat Cicha Dolina.

Obrazek

Tu znowu byliśmy prawie sami.

Obrazek

Cisza, spokój i przyroda.

Obrazek

Dnem doliny płynie sobie Bystry Potok. Tobi miał atrakcje, przechodził rurami pod drogą oswajając się żywiołem.

Obrazek

Zmieniamy szlak na Gwarkową Perć.

Obrazek

Jest tutaj atrakcja pod postacią bardzo długiej drabiny, coś jak w Słowackim Raju.
Drabina okazała się w pełni przejściowa dla Tobiego, ale próbowaliśmy tylko w górę.

Obrazek

Inna atrakcja - wąwóz Piekiełko.

Obrazek

Pomiędzy atrakcjami piękny las. Bardzo nam się tu podoba.

Obrazek

Schodzimy do miejscowości Jarnołtówek.
Nadchodzą ciemne chmury i grzmi. Dziwne, bo miało nie być burz.

Obrazek

Wychodzimy na masyw Olszaka. Burza straszy coraz bardziej. W końcu zaczyna padać, ale na szczęście intensywny opad jest bardzo krótki. Psuje nam to jednak podziwianie widoków z okolicznych skałek.

Obrazek

Pogoda wraca, a my mamy jeszcze atrakcje w postaci małych leśnych jeziorek. Są to wyrobiska dawnych kamieniołomów. Pierwsze nazywa się Żabie Oczko.

Obrazek

Widok z góry.

Obrazek

Drugie to Morskie Oczko.

Obrazek

Oba oczka są w całości pokryte rzęsą.

Obrazek

Pierwsza wizyta w Górach Opawskich dobiega końca. Słońce już nisko.

Obrazek

Wracamy do cywilizacji.

Obrazek

Góry Opawskie zrobiły na nas bardzo dobre wrażenie. Na pewno należy tam wrócić, poznać je lepiej, szczególnie czeską część. Obawiałem się trochę o dojazd. Mam nieco ponad 150 km. Jednak drogi są bardzo dobre, bo najpierw można pomknąć autostradą, a potem jedzie się dość sprawnie lokalnymi pustymi drogami. Zajęło mi to 2 godziny, czyli dokładnie tyle samo ile jadę 100 km pod Babią Górę. Ponieważ Ukochana drzemała w samochodzie dostałem polecenie bardzo delikatnej jazdy i tu ciekawostka, spalanie z ponad 300 km wyszło 4,3 l.
ODPOWIEDZ