Howerla

W tym dziale rozmawiamy o górach z całego świata oraz przedstawiamy nasze relacje i zdjęcia z wycieczek zagranicznych. Również tu możesz zapytać o przygotowania, problemy i trudności przy organizowaniu wypraw zagranicznych.

Moderatorzy: adamek, PiotrekP, Moderatorzy

Anonymous

Post autor: Anonymous » 05 stycznia 2008, 8:43

Gaclan, gdzie zgubiłeś avatarka? :kukacz:
Gaclan

Post autor: Gaclan » 05 stycznia 2008, 8:55

Mooliczek pisze:Gaclan, gdzie zgubiłeś avatarka? :kukacz:
Specjalnie dla Mooliczka :oops:

Przepraszam za mały off-top. Mam nadzieję że Admin się nie obocy :D.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 05 stycznia 2008, 10:18

Takie moje skromne zdanie: jak już tam jechać to minimum na dwa dni, żeby przejść główną grań Czarnohory. Ma około 40 kilometrów długości.
Tak jak pisał Królik to jest kawałek więc wypad na jeden dzień to raczej nadgorliwość.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Gaclan

Post autor: Gaclan » 05 stycznia 2008, 10:21

Dokładnie.
Może zorganizować kilkudniowy wypad (np. weekend majowy) i zachaczyć o Bieszczady Wschodnie i Gorgany?

Przydałby się jakiś prywatny bus...
Awatar użytkownika
Królik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6130
Rejestracja: 22 lipca 2007, 23:27
Kontakt:

Post autor: Królik » 05 stycznia 2008, 18:25

Gaclan pisze:Może zorganizować kilkudniowy wypad (np. weekend majowy) i zachaczyć o Bieszczady Wschodnie i Gorgany?
Pomysł przedni, rzekłbym nawet bardzo. Piszę się jak najbardziej.
Należy pamiętać, co dla nas dobre, że nie potrzebujemy na Ukrainę wiz, tylko ważny paszport /ważność min. półroczna/
http://www.ukraine-emb.pl/pl/info_2.php#wiza
"I'd waited so long to find you, I'd been through the heartbreak and the pain
But of course you already know that cos you've been throught the same."

"Cliche" - FISH

KRÓLICZA GALERIA ZDJĘĆ
Oscar

Post autor: Oscar » 05 stycznia 2008, 18:48

Na Ukrainie byłem w sierpniu 2004. Konkretnie to mieszkaliśmy bodajże 3 dni we Lwowie. Pojechaliśmy autem. Jeśli chodzi o samo przekraczanie granicy i drogę do Lwowa to dużo by opowiadać.

Na Howerle mam ochote już od jakiegoś czasu i chętnie się na taką wyprawę wybiore. Z tym że właśnie miałbym ochote na przejście grani Czarnohory od Howerli do Popa Iwana.

Jeśli chodzi o odległośc to z Ustrzyk Dolnych do Worochty jest 300 km (jadąc przez przejście graniczne w Krościenku, którym ja przejeżdżałem jadąc do Lwowa). Z większych i bardziej znanych miast przejeżdza sie po drodze przez Iwano-Frankowsk.
Gaclan

Post autor: Gaclan » 05 stycznia 2008, 19:13

Królik pisze:Pomysł przedni, rzekłbym nawet bardzo. Piszę się jak najbardziej.
Należy pamiętać, co dla nas dobre, że nie potrzebujemy na Ukrainę wiz, tylko ważny paszport /ważność min. półroczna/
http://www.ukraine-emb.pl/pl/info_2.php#wiza
Święta racja. Tylko już teraz musimy się do niego dobrze przygotować logistycznie.
1. Termin
- mysle że najlepszy byłby weekend majowy. 4 dni to optimum dla takiego wypadu.
2. Plan całego wyjazdu:
- środek transportu
- ubezpieczenie
- noclegi
- plany trans, jekie będziemy pokonywać już na Ukrainie
- pogoda

itd.

Z Wroclawia chętny na pewno byłby jeszcze Oscar.
Oscar

Post autor: Oscar » 05 stycznia 2008, 19:27

Weekend majowy ma plusy i minusy. Plus to to ze są 4 dni wolnego, minus
że zapewne będzie jeszcze duzo śniegu i może być tez oblodzenie więc mogą być potrzebne raki. Minus to także temperatura w nocy na około 2000 metrów w tym terminie, a jesli chcielibysmy przejsc grań to konieczny jest jeden nocleg gdzies w okolicach grani. Można oczywiście zejsć troche w dół ale dużo to nie zmieni.

Plan całego wyjazdu:
- środek transportu:
najlepsze byłoby auto, bo komunikacja na Ukrainie jest słaba.

- ubezpieczenie:
Ukraina jest członkiem grupy państw, w których obowiązuje zielona karta. Należy również wykupić ubezpieczenie zdrowotne. Zgodnie z postanowieniem Gabinetu Ministrów Ukrainy honorowane są jedynie polisy wystawione przez Państwową Asekuracyjną Spółkę Akcyjną Ukrainmedstrach (nowa nazwa: PROSTO) lub przez firmy, z którymi spółka ta podpisała stosowną umowę. Ubezpieczenie to można wykupić na granicy. Z tego co pamiętam to kosztowało chyba 1,5 hrywny za dzień, czyli jakieś grosze.

- noclegi:
nie ma problemu, w zależności skąd sie zdecydujemy podchodzić zawsze się znajdzie. Mam namiary jakby co. W zasadzie w grę wchodzą dwie miejscowości Worochta lub Dżembronia. Chyba że zdecydujemy się na nocleg w Zaroślaku, ale to raczej niezbyt dobry pomysł.

- plany tras, jekie będziemy pokonywać już na Ukrainie:
Jeśli chodzi o Howerle to mam opisy szlaku dośc dokładne.

- pogoda:
Na to nie mamy wpływu, jak ktoś ma jakąs strone z prognozami okolic Howerli to niech poda adres
MariuszM

Mam ochotę na ponowny wyjazd - łącznie z Gorganami!

Post autor: MariuszM » 15 marca 2008, 18:42

WYPRAWA –CZARNOHORA
Czerwiec 2003 r.

W czerwcu tego upalnego roku wraz z kolegą Januszem odbyłem bardzo interesującą podróż do Ukrainy. Dokładnie w góry, które kiedyś leżały w granicach Polski – Czarnohora.
Pozwolicie, że zacznę swoje wspomnienia od Przemyśla, gdyż stamtąd wyruszyliśmy bezpośrednio na Ukrainę (wcześniej byliśmy tydzień w naszych Bieszczadach). Przy dworcu kupiliśmy w kantorze troszkę hrywien ok. 70. Warto nastawić się na ich zakup po stronie ukraińskiej i to za dolary, gdyż tam jest to wyjątkowo twarda waluta (ok. 15% będziecie do przodu). Wyjechaliśmy z Przemyśla o 18.06 pociągiem do Kołomyi. W Mościskach II czekała nas ukraińska kontrola graniczna. Oficer ukraińskiej Straży Granicznej zachowywał się przyzwoicie i nie stwarzał problemów przy sprawdzaniu naszych dokumentów. Tak samo celnik. Pytał tylko dokąd jedziemy i gdzie dokładnie mamy zamiar spędzić czas. Jedno co wiem ze wcześniejszych doświadczeń, w przypadku kontaktu z jakimkolwiek pogranicznikiem, czy to zagranicznym czy naszym, należy spokojnie znosić ich uwagi i udać nawet nieco głupawego, aby bez większych problemów osiągnąć wytyczony cel jakim jest pokonanie Granicy.
Niestety nieprzyjemnym była rozmowa z pewną „panią” (czyt. babą) w mundurze, która strasząc nie wpuszczeniem nas na teren Ukrainy próbowała wcisnąć ubezpieczenie dla turystów. Jest ono nieobowiązkowe i można się wykpić. Odmówiliśmy stanowczo zapłaty tegoż „myta” argumentując, że w konsulacie ukraińskim w Warszawie poinformowano nas
o braku tego typu opłat! Niemniej jednak warto wykupić ubezpieczenie w Polsce, gdyż na obcym i surowym terenie różne sytuacje mogą nas spotkać.
Do Kołomyi przez Lwów i Ivano Frankowsk dojechaliśmy ok. 2.45 (pociąg nawet całkiem schludny, tylko że miał twarde siedzenia, można było pospać, ludzie byli mili, a w każdym wagonie czuwała "dyżurna").
W Kołomyi od razu podeszło do nas dwóch mundurowych (już na bani) i zaczęli nas wypytywać skąd, gdzie, po co, itp. Potem udzielili nam kilka rad jak dalej jechać. Mogliśmy spod dworca PKP prywatnym busem (busy i autobusy robią wrażenie) wyjechać do Ksowa
o godz. 4.00, a stamtąd dalej do Wierchowyny, ale postanowiliśmy się przejść no dworzec autobusowy skąd mieliśmy bezpośredni autobus (czyt. bus typu diesel o twardych siedzeniach i „pachnącym wnętrzu”) o godz. 6.10. Spacer na ten dworzec zajął nam ok. 40 min.
Bus pokonał drogę do Wierchowyny w 3h, skąd o 11.00 miał być bus, który wyboistą, błotnistą i kamienistą drogą doliną Czarnego Czeremoszu dojeżdżał w okolice blisko Dzembronii.

Górski potok - Czarny Czeremosz.
U nas żaden kursowy autobus by tamtędy nie przejechał, ale też u nas nie ma takich autobusów jak na Ukrainie. Potwierdziło się wszystko, co na ten temat ich komunikacji przeczytałem: ciasnota, duchota, pozamykane okna, ogrom tobołków (beczek po kiszonej kapuście, ogórkach i serze). Do samej Dzembronii z Wierchowiny jeździ dziennie tylko jeden autobus o 17.20, ten odchodzący o 11.00 dociera do skrzyżowania skąd do centrum wsi jeszcze ok. 4,5 km marszu.

Charakterystyczna kapliczka w Karpatach Ukraińskich.
W wiosce okazało się, że drogi domki są przy głównej „drodze” jeden obok drugiego ogrodzone i trudno było znaleźć właściwą ścieżkę. Miejscowi wskazali nam ją (biegnie przez jeno z gospodarstw) i ruszyliśmy już w konkretne góry.
Krajobraz okolic Dzembronii wraz z zabudowaniami na stokach przypomina mi do złudzenia nasze Gorce lub pasmo Ukleiny, Chełma, Łysicy i Lubomira sprzed 25 lat.

Dzembronia.
Po ok. 1,5 h podejścia – wypisz - wymaluj jak na Gęsią Szyjkę - dotarliśmy do chaty huculskiej, i niestety nie zapytaliśmy jej mieszkańców gdzie dalej podążać. Skręciliśmy
w niby wydeptana ścieżkę (tam nie ma szlaków) i ten wieczór straciliśmy na rozbicie obozu
w nieznanym miejscu, ale za to spokojnym i nawet wygodnym. Pospaliśmy że hej!

Nasze błędne podejście po prawie niewidocznej ścieżce
przysporzyło nam nie lada atrakcji.

Następnym razem postaram się znowu tam skoczyć na biwak. Rano wstaliśmy
i skoczyliśmy z powrotem do hucułów, którzy poczęstowali nas ziemniakami z bryndzą (troszkę jej od nich kupiliśmy), a następnie wskazali nam drogę, która biegła przez ich podwórze. Poszliśmy ścieżką w kierunku wodospadzików i dalej na północny i zachodni stok Smotreca.

Wodospady na podejściu na Smotreca.
Tutaj muszę wszystkim wybierającym się tym szlakiem zwrócić uwagę, że pomimo
w miarę łagodnego podejścia na ten szczyt, różnica pomiędzy doliną Czarnego Czeremoszu
a jego wierzchołkiem wynosi ok. 1100 m. Przy założeniu, że zabrano prowiant na kilka dni wycieczki pasmem Czarnohory i dźwigamy w plecaku sporo kilogramów, należy się liczyć
z dużym wysiłkiem już na początku szlaku.

Widok z północnego stoku Smotreca.
Po drodze spotkaliśmy schodzące dwie polskie studentki (odważne kobiety) i grupkę ukraińskich turystów. Na grzbiecie Smotreca, przed zejściem do ruin przedwojennego polskiego schroniska AZS-u i wejściem na grań Czarnohory jest dobre miejsce na biwak, gdzie do dyspozycji mamy wodę, płaski plac i już wyrąbaną (na nieszczęście przez naszych „turystów” również) kosodrzewiną, która służy na podpałkę do ogniska. W kosodrzewinie zostawiliśmy plecaki i szybko skoczyliśmy do ruin polskiego obserwatorium na Popie Ivanie.

Pop Ivan – 2028 m.
Ładne widoki i ze Smotrec i z Popa. Ruiny obserwatorium wyglądają nieszczególnie, ale czego można się spodziewać po kilkudziesięciu latach, jak zostało ono pozostawione na pastwę pogody i przypadkowych ludzi. Prawdopodobnie bardziej opłacałoby się je wyburzyć i postawić od nowa, niż rekonstruować.

Obserwatorium Astronomiczne na Popie Ivanie.
Po powrocie rozbiliśmy namiot, zjedliśmy i w kimę. Niestety ta noc zapowiadała już zmianę pogody. Wstaliśmy wcześnie ok. 5.30, gdyż wiatr zaczynał być niepokojący. Bez śniadania ruszyliśmy w stronę najwyższego szczytu Howerli.
Wędrownie po Czarnohorze przypomina mi szlaki w Tatrach Zachodnich lub najwyższe partie Bieszczad. Jedno co je różni od Tatr, to że poszczególne szczyty nie mają ostrych podejść i dużych urwisk skalnych, a od Bieszczad tym, że połoniny są sporo rozleglejsze, a w niższych partiach występuje kosówka.

Wczesnym porankiem mieliśmy piękny widok na otaczające na góry.
Później było już kiepsko.

Większość szczytów od Popa Ivana do Howerli jest trawersowana i można zobaczyć na niektórych kamieniach oznakowanie czerwonego szlaku, który biegnie do Zaroślaka. Należy uważać podczas złej pogody na pojawiające się co jakiś czas rozwidlenia ścieżki, aby nie zboczyć gdzieś na bok i nie stracić orientacji. Grozi to utratą wielu godzin na poszukiwania właściwej drogi. Dlatego też słupki graniczne są nieocenioną pomocą podczas wędrówki po tym szlaku.
My postanowiliśmy pomimo kiepskiej pogody (wiatr i chmury powalały nas na kolana i nawet musieliśmy jego apogeum przeczekać leżąc na stoku przywarci do kamieni) dojść, aż do Jeziorka Niesamowitego. Jago nazwa zmieniła chyba pierwotny sens. Teraz jest to wysoko położne miejsce, dogodne do biwaków, ale niestety zaśmiecone przez turystów z dużą ilość miejsc po ogniskach i wyrąbaną kosodrzewiną.
Mniej więcej w połowie Czarnohory w bok odchodzi ramię, którego zwieńczeniem jest Gutin Tomnatyk. Dzięki odsunięciu od linii głównej grani i położeniu w środkowej części pasma, widać cały przebieg grani Czarnohory z poszczególnymi szczytami, tj.: Pop Ivan, Munczeł, Brabenieskuł, Pożyżewska, Turkuł, Dancerz, Breskuł, Howerla, Pietros. W dole w polodowcowym kotle znajduje się jeziorko, nad którym można przenocować. Patrząc na północny zachód mogliśmy w prześwitach pomiędzy pędzącymi chmurami podziwiać Gorgany oraz pasmo Bilznica - Świdowiec. Warto więc zboczyć z głównego szlaku na ten szczyt.
Bardzo interesujący jest również wierch Szpyci, od którego odchodzą ostre kozły w formie ostańców skalnych. Widok ich grani robi wrażenie i już sama myśl jej przejścia wzbudza dreszcz emocji z racji ich wyjątkowej ekspozycji oraz wspinaczkowych fragmentów szczytów. Niestety stoki porośnięte są kosówką, która jest wyjątkowo trudna do pokonania. Ponadto z ciężkimi plecakami na taką ostrą grań lepiej nie startować.

Pogoda nad Jeziorkiem Niesamowitym była kiepska.
Noc nad Jeziorkiem Niesamowitym spędziliśmy w towarzystwie Polaków
i Ukraińców, w nadziei że pogoda zmieni się. I rzeczywiście zmieniła się, ale na gorsze. Skoczyliśmy z samego rana następnego dnia bez plecaków na Howerlę, ale chmury nie pozwoliły nam nic zobaczyć. Dopiero schodząc do Zaroślaka na wysokości ok. 1500 m chmury i deszcz pozwoliły nam co nieco zobaczyć z urokliwych dolinek m.in. rz.Prut.
Do Zaroślaka znad Niesmowitego jest nawet całkiem spory kawałek drogi, na której można się zgubić nie znając ścieżek. Nam drogą dedukcji udało się (po doświadczeniach
z pierwszego dnia byliśmy ostrożniejsi i nasze zmysły były wyostrzone) bez problemu odnaleźć właściwą trasę. Być może warto byłoby po prostu wejść na Howerlę z całym dobytkiem i zejść już czerwonym szlakiem bezpośrednio do Zaroślaka. Stamtąd można również dzikimi ścieżkami przez Pietrosa czy też bezpośrednio z Howerli dostać się do Łazeszczyny, skąd można piękną, starą i niesamowicie wolną trasą kolejową dostać się do Ivano Frankowska.
Na dole w Zaroślaku spotkaliśmy parę Polaków, którzy szli przenocować w Stacji Botanicznej (koło niej schodziliśmy do Zaroślaka). Podzieliśmy się informacjami
i życzyliśmy dobrej pogody chociaż sami byliśmy pewni, po tym co się działo na górze, że to nie będzie kwestia kilku najbliższych dni. Powiedzieli nam, że musieli zapłacić po 6$ za możliwość niby nocowania na terenie Karpackiego Narodowego Parku (Hoverla leży
w jego granicach) przy bramie wjazdowej. Nie chcieliśmy ich zasmucać, gdyż pakowali się okropną pogodę, ale również chyba z nich zdarli co nieco - gdzie się płaci w obcej walucie pracownikom państwowym!!!
W Zaroślaku przenocowaliśmy u gospodarza za 1$. Rano przypadkowym autobusem turystycznym zabraliśmy się do Ivano Frankowska. Zapłaciliśmy kierowcy ok. 10 hrywien.
Z Frankowska mieliśmy bezpośredni pociąg do Przemyśla, jeżeli się nie mylę o 10.50 (ich czasu tzn 1h wcześniej). Na dworcu jest specjalne okienko do zakupu międzynarodowych biletów.
Z Zaroślaka, można również dojechać do Worochty skąd odchodzą pociągi (te już są podobno obskurne) do Ivano Frankowska lub do Lwowa. Bardzo interesująca jest droga kolejowa z Łazeszczyny do Worochty. Ze swoimi tunelami oraz wiaduktami robi podobno niesamowite wrażenie, nawet na tubylcach.
Pod drodze w Mościskach znowu nas kontrolowali, zapytali czy nie wieziemy czegoś cennego, ale nic nie przeszukiwali. Natomiast w Przemyślu po walce o jak najlepsze miejsce w Urzędzie Celnym (oj biegliśmy co tchu), nasi celnicy widząc, że my turysty machnęli ręką
i puścili bez problemu.
Tak po krótce podsumowując wiem, że pomimo przejścia tego szlaku, w następnym roku planuję jogo powtórkę oraz kontynuację wędrówki w Gorgany lub pasma Bliznicy
i Swidowca. Dopóki ich urok, jeszcze nie jest zadeptany jak u nas w Polsce Tatry, będzie pozwalał odkrywać nieznane i jednocześnie pozostawiać coś nowego na kolejny wyjazd pozwolę sobie zwiedzać te piękne tereny. Studiując mapy i miejsca w których byłem i które widziałem, zdaję sobie sprawę, że dopóki te tereny nie są do końca „uturystycznione” można tam fantastycznie spędzić urlop.

Z praktycznych rad:
Bilety:
Przemyśl - Kołomyia - 52 zł
Kołomyia - Wierchowyna - 7,60 hrv
Wierchowyna Dzembronia - 1,25 hrv
Worochta - Ivano Frankowsk - 3,10hrv
Ivano Frankowsk - Przemyśl - ok. 40hrv
Produkty spożywcze:
Ogólnie patrząc produkty spożywcze dostanie się bez problemu w miejscowościach typu Wierchowina, Zaroślak, Łazeszczena, Kwasy. Ceny ich są średnio o ¼ niższe niż u nas
i jeżeli ktoś wybiera się na dłuższą włóczęgę warto dokupić tam niezbędne produkty.
- piwo – 1,2-2,5 hrv
- 1kg bryndzy - 8hrv
- mają bardzo dobre wino - rewelacja nie to co u nas

Noclegi w turbazach (nazwa ich ośrodków wypoczynkowych w górach):
Wierchowina: 50 hr/os za „luksus”, oraz 18 hr/os „normalny” standard;
Zaroślak i Worochta: od 20 do 25 hr/os, w namiocie u gospodarza nawet za 1 dolara.

Mapy:
W sklepie turystycznym Podróżnika na Kaliskiej w W-wie zakupiłem reprinty przedwojennych map wojskowych w skali 1:100 000 oraz nieco nowszych wydawnictw ukraińskich (również 1:100 000). Po powrocie z Ukrainy stwierdziłem, że pojawiły się aktualniejsze mapy z już istniejącymi szlakami (po doświadczeniach z wyprawy wiem, że oznakowanie szlaków w porównaniu do naszych gór pozostawia wiele do życzenia).

Uważać należy na kłusowników w górach. Podobno potrafią przyłożyć dubeltówkę do głowy i garbują (albo dolary albo ekwipunek) – ja osobiście nie widziałem ich (na szczęścieJ).


To tyle z moich wspomnień minionego pięknego lata. Mam nadzieję, że moje opisy poszczególnych etapów wyjazdu przydadzą się wielu turystom oraz po powrocie zechcą się podzielić uwagami o aktualnej sytuacji w tym pięknym zakątku Karpat. Serdecznie pozdrawiam, zapraszam do wspólnej korespondencji (chętnie zapoznałbym się
z uwarunkowaniami pobytu w Karpatach rumuńskich) oraz trzymam kciuki za szczęśliwe powroty ze szlaków górskich.

Mariusz
smerek1@wp.pl
GG 3626993
Anonymous

Post autor: Anonymous » 16 marca 2008, 18:40

Oscar pisze:Minus to także temperatura w nocy na około 2000 metrów w tym terminie, a jesli chcielibysmy przejsc grań to konieczny jest jeden nocleg gdzies w okolicach grani.
Możecie się przespać w ruinach obserwatorium na Popie Iwanie, jeśli chcecie spać na grani. Trochę prześwitują, ale w jakiś sposób też ochronią od wiatru.

Dorzucam parę zdjęć/widoczków... Czarnohora plus Świdowiec w weekend majowy :)
1. Świdowiec
Reszta: Czarnohora
5. Ruiny na Popie Iwanie
6. Pop Iwan

MarcinM Super relacja, aż się fajnie czytało. :) Rumunia? Polecam Fogarasze. Postaram się coś wrzucić późniejszym wieczorem :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Anonymous

Post autor: Anonymous » 25 marca 2008, 12:37

MariuszM.. poniżej link do całkiem niezłego info o Fogaraszach (apropos Karpat Rumuńskich)

http://www.e-gory.pl/index.php?option=c ... &Itemid=96
Awatar użytkownika
Królik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6130
Rejestracja: 22 lipca 2007, 23:27
Kontakt:

Post autor: Królik » 25 marca 2008, 17:40

No i musi, no i musi robić smaka i wciskać się w wyobrażeniowo-marzniowe zamyślenia tuż przed obiadem Elik :twisted:
"I'd waited so long to find you, I'd been through the heartbreak and the pain
But of course you already know that cos you've been throught the same."

"Cliche" - FISH

KRÓLICZA GALERIA ZDJĘĆ
Anonymous

Post autor: Anonymous » 25 marca 2008, 17:42

Królik pisze:No i musi, no i musi robić smaka i wciskać się w wyobrażeniowo-marzniowe zamyślenia tuż przed obiadem Elik :twisted:
Ja wcale nie jestem tuż przed obiadem :D:P. Przeciwnie muszę go dopiero ugotować.
Awatar użytkownika
Królik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 6130
Rejestracja: 22 lipca 2007, 23:27
Kontakt:

Post autor: Królik » 25 marca 2008, 17:43

Elik o moim mówiłem, o moim :lol:
"I'd waited so long to find you, I'd been through the heartbreak and the pain
But of course you already know that cos you've been throught the same."

"Cliche" - FISH

KRÓLICZA GALERIA ZDJĘĆ
Anonymous

Post autor: Anonymous » 25 marca 2008, 17:56

Królik, to może nie być całkiem zdrowe na trawienie ;).
ODPOWIEDZ