O głupocie przepisów na wesoło

Tu możesz porozmawiać ogólnie o turystyce górskiej, nie związanej z żadnym z pasm, znajdziesz informacje ważne dla rozpoczynających przygodę z górami, porady innych użytkowników, porozmawiasz o problemach, z którymi borykają się miłośnicy gór, zagrożeniach związanych z górską turystyką.

Moderatorzy: adamek, HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Lech
Turysta
Turysta
Posty: 418
Rejestracja: 23 września 2007, 10:13
Kontakt:

Post autor: Lech » 15 sierpnia 2009, 16:08

Przed ponad miesiącem pisałem o pierwszej cegle wyciągniętej w Poznaniu z muru dziwacznej policyjno-prawnej konstrukcji, jaką jest procedura szykanowania przez służby porządkowe turystów zwiedzających nasz kraj w niektórych miastach Polski. Czy inne miasta poszly w ślady Poznania? Niestety, nie...

W czwartkowych wiadomościach w Teleekspressie (TVP1) redaktor prowadzący program szydził sobie z cyrków, jakie nadal wyczyniają przewodnicy wespół ze strażnikami miejskimi w Krakowie, kontrolując turystów i żądając uprawnień od kogokolwiek, kto pokazuje zabytki i opowiada o nich, np. grupie znajomych. Zaproponował aby chodzić w grupie w taki sposób, żeby nie wyglądać na grupę (ha,ha,ha!!!). Wczoraj był to jeden z tematów dyżurnych na TVN.
Przyjaciele po Krakowie cię nie oprowadzą

... JEŚLI NIE MAJĄ LICENCJI PRZEWODNIKA

Oprowadzasz ciocię po mieście? Ciocia jest z zagranicy i nie mówi po polsku? Jeśli nie masz licencji przewodnika i robisz to w grodzie Kraka - możesz mieć problem podobny do Marii Kantor. Funkcjonariusze zagrozili jej, że jeśli będzie opowiadała znajomym o Krakowie bez specjalnego uprawnienia, może stanąć przed sądem.

Do Marii Kantor, mieszkanki Krakowa, przyjechało trzech znajomych, którym chciała pokazać swoje piękne miasto. Wycieczkę, w jaką się wybrali, zapamiętają na długo.

W jej trakcie do kobiety podeszli profesjonalni przewodnicy turystyczni oraz straż miejska. Powiedzieli, że jeśli nie ma licencji przewodnika, oprowadzać po Krakowie nie może. W przeciwnym wypadku - stanie przed sądem.

Kantor, słysząc słowa strażników, nie mogła uwierzyć własnym uszom. Całą sytuację nazywa absurdalną. - W takim razie maltańczyków czy innych gości, nie mogę zaprosić na obiad bo będę musiała się legitymować, że mam uprawnienia kucharskie - mówi z ironią.

"Podróżnicza przygoda" zadziwiła także przyjaciół kobiety. - To było śmieszne i żałosne, przecież Maria nie brała od nas żadnych pieniędzy - opowiada jej znajomy, Paul French.

Kontrola musi być

Barbara Bukowska ze Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych w Krakowie przyznaje, że możliwe, iż zdarzyła się wpadka, jednak zaznacza, że tego typu kontrole są konieczne by nieprofesjonalni przewodnicy nie wprowadzali turystów w błąd. - Słyszymy wypowiedzi, że Piłsudski to przywódca AK - podaje przykład Bukowska.

Takich "kwiatków" jest jeszcze więcej. Pan Ryszard, który bije pamiątkowe medale pod Kościołem Mariackim słyszał np., że "Sukiennice to sklep samoobsługowy".

Będzie dalej opowiadać

I choć pani Maria od straży miejskiej otrzymała upomnienie, swojego zachowania nie zmieni: deklaruje, że nie zważając na absurdalne przepisy, o Krakowie będzie opowiadać nadal.
źródło => http://www.tvn24.pl/-1,1614783,0,1,przy ... omosc.html

To nie scenariusz do jakiegoś ulicznego kabaretu z aktorami grającym główne role przewodników i strażników miejskich. To wszystko naprawdę się dzieje w kraju, w którym władze wszem i wobec trąbią o poszanowaniu wolności przekazywania informacji, a jednocześnie wprowadzają policyjne procedury jak śledzenie, podsłuchiwanie i zaczepanie przez straż miejską ludzi opowiadających grupie znajomych o zabytkach i wtrącają się w prywatne relacje międzyludzkie. Jest gorzej jak za PRL-u, gdzie coś takiego, aby nie można było spokojnie - bez narażania się na zaczepki policyjno - przewodnickich patroli - pokazać znajomym kilka zabytków na otwartej ulicy miasta, było nie do pomyślenia...
Pozdrawiam

Lech z Poznania
http://rugala.sweb.cz/ks_mala.gif
Anonymous

Post autor: Anonymous » 16 sierpnia 2009, 6:35

Uważam, że władze powinny się zająć przywracaniem dawnej śwetnosci niektórym zabytkom, to wyszłoby dla wszystkich z korzyscią, co do przewodników to powinni mieć specjalne uprawnienia potwierdzające ich więdzę, ale to tylko w przypadku dużych grup turystycznych, wycieczek.
Awatar użytkownika
janek.n.p.m
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2034
Rejestracja: 07 października 2007, 12:43

Post autor: janek.n.p.m » 16 sierpnia 2009, 16:42

Manfred pisze:co do przewodników to powinni mieć specjalne uprawnienia potwierdzające ich więdzę
egzaminy mają, ale jak to w każdym zawodzie są tacy co tej wiedzy nie mają
"Żaden zjazd przygotowaną trasą narciarską nie dostarcza tak głębokiego przeżycia jak, najkrótsza nawet, narciarska wycieczka. Wystarczy, że zjedziecie na nartach z przygotowanej trasy, a potem w dziewiczym śniegu nakreślicie swój ślad. Jaką radość, jaki entuzjazm wywoła spojrzenie za siebie, na ten ślad na śniegu, na to małe dzieło sztuki!? To może pojąć jedynie sam jego autor". T. Hiebeler
Awatar użytkownika
Lech
Turysta
Turysta
Posty: 418
Rejestracja: 23 września 2007, 10:13
Kontakt:

Post autor: Lech » 17 sierpnia 2009, 22:24

Manfred pisze:Uważam, że władze powinny się zająć przywracaniem dawnej śwetnosci niektórym zabytkom, to wyszłoby dla wszystkich z korzyscią, co do przewodników to powinni mieć specjalne uprawnienia potwierdzające ich więdzę, ale to tylko w przypadku dużych grup turystycznych, wycieczek.
A gdzie wolność wyboru? Dlaczego to uczestnicy wycieczki nie mają mieć możliwości sami zdecydować, kogo zaangażują w charakterze przewodnika, tylko mają być przymuszani za pomocą administracyjnych nakazów do korzystania wyłącznie z uslug gościa z papierami wydanym przez jakiegoś urzędasa? Dlaczego by nie mógł by ich oprowadzić np. autor przewodnika po danym terenie lub ciekawych publikacj krajoznawczych, który ma wiedzę a niekoniecznie urzędową licencję? Czy nadal mają być szykanowani, jak dzieje się to nie tylko w Krakowie, ale w innych miastach Polski i na szlakach turystycznych. Szczególnie głośnym echem odbiły się ostatnie przypadki zawracania turystów ze szlaków w Tatrach, zmuszania ich do wynajęcia przewodnika lub karania mandatami. Znam problem z autopsji i z relacji ludzi dotkniętych tego rodzaju szykanami. Winne jest głupie prawo, a konkretnie zapis art. 60(1) kodeksu wykroczeń:
"§ 4. (69) Kto: 1) wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego (...) - podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny."

Ten zapis jest często interpretowany wprost i pozwala ukarać każdego, kto tylko sprawia wrażenie, że wykonuje zadania przewodnika i np. grupie znajomych pokazuje zabytki i opowiada o nich.

Wracając do Krakowa mamy kolejny tekst sygnalizujacy, że ciężko wywalczona wolność, którą to walkę zapoczątkowały jeszcze w 1956 r. Wypadki Poznańskie, zaczyna być nam stopniowo odbierana...
Znajomym Krakowa pokazać nie wolno

KONTROWERSJE. Upomnienie, mandat, a nawet grzywna grozi za oprowadzanie bez uprawnień przewodnickich[

Maria Kantor, pracowniczka Uniwersytetu Jagiellońskiego, oprowadzała po Krakowie swoich znajomych z Malty. Pani Maria zabrała przybyszów na ul. Floriańską, pod Sukiennice i kościół Mariacki, opowiadała o historii miasta i zabytków. Nagle podeszły do niej dwie osoby, które zaczęły wypytywać o uprawnienia przewodnika. Okazało się, że to wspólna kontrola urzędników Urzędu Marszałkowskiego i przedstawicieli Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych, którzy w asyście strażników miejskich postanowili wylegitymować podejrzaną.


- Od razu odpowiedziałam, że nie jestem żadnym przewodnikiem, a tylko pokazuje znajomym zabytki Krakowa. A właściwie to byłam tak zaskoczona, że zaniemówiłam. Moi znajomi z Malty nie wiedzieli, co się dzieje i dlaczego nagle zatrzymują mnie obce osoby i umundurowani strażnicy. Na nic zdały się moje wyjaśnienia, że nie oprowadzam żadnej grupy. Byłam przerażona absurdalnym stwierdzeniem, że nielegalnie, bez uprawnień, oprowadzam turystów indywidualnych po Krakowie i że to jest zabronione - mówi nasza Czytelniczka, która otrzymała upomnienie za "oprowadzanie w języku angielskim turystów indywidualnych bez uprawnień przewodnickich".

Jak tłumaczy Biuro Prasowe Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, celem kontroli było "zmniejszenie skali zjawiska nielegalnego przewodnictwa, a także zapewnienie wykonywania zadań przewodnika turystycznego po Krakowie przez osoby spełniające wymagania określone przepisami prawa".

Okazuje się, że przyłapani na nielegalnym przewodnictwie mogą otrzymać od Straży Miejskiej upomnienie (jeśli zdarzyło się im to pierwszy raz), a także wezwanie do Sądu Grodzkiego, gdzie sprawa rozpatrywana jest jako wykroczenie. Kodeks Wykroczeń przewiduje karę grzywny w wysokości od 20 zł do 5000 zł. Jeśli natomiast na miejsce zostanie wezwana policja, może ukarać mandatem w wysokości 500 zł.

Według ustawy o usługach turystycznych "przewodnik turystyczny to osoba zawodowo oprowadzająca turystów lub odwiedzających po wybranych obszarach, miejscowościach i obiektach oraz udzielająca o nich informacji". Sprawę precyzuje Kodeks Wykroczeń, który mówi, że ten, "kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny".

I tu zaczyna się problem. "Wykonywanie zadań" jest bowiem stwierdzeniem na tyle niejasnym, że żaden z przewodników nie chciał wczoraj jasno zinterpretować tych przepisów. Jan Kowalczyk, wiceprezes Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych, podkreśla jednak, że oprowadzanie znajomych nie powinno być karane.

- Zawodowo oznacza, że na tym zarabiam, a ja od razu uprzedzałam, że nie było tu żadnej opłaty - tłumaczy Maria Kantor. - Kontrolujący powoływali się na prawo, które zakazuje wykonywania usług turystycznych, ale ja przecież żadnych usług nie wykonywałam. Po prostu pokazywałam znajomym miasto - dodaje.

- Rozumiem zdenerwowanie tej pani. Nie twierdzę też, że brała od tej grupy pieniądze, ale też z mojego doświadczenia wynika, że w takim wypadku nikt się nie przyzna i każdy będzie się upierał że to znajomi. Też uważam, że można oprowadzać znajomych i rodzinę, ale pozostaje pytanie, jak udowodnić, że to daleka rodzina czy znajomi z Niemiec lub Francji, a nie turyści, których tak po prostu przedstawiam i na których zarabiam? - pyta Anna Gigoń ze Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych, która była jedną z osób kontrolujących Marię Kantor.

Zdaniem Biura Prasowego Urzędu Marszałkowskiego problem w gruncie rzeczy nie istnieje. "W sytuacji gdy osoba kontrolowana nie wykonuje zadań przewodnika turystycznego, a jedynie spędza czas ze znajomymi pokazując miasto, wystarczy poinformować o tym fakcie kontrolujących" - czytamy w przesłanym komunikacie.

- Prawda jest taka, że gdy ktoś pyta, po prostu najlepiej odpowiadać, że jest się nauczycielem na lekcji terenowej albo doktorantem historii czy historii sztuki. Wtedy zapewne dadzą spokój - tłumaczy anonimowo jeden z przewodników.
źródło => http://www.dziennikpolski24.pl/Artykul. ... 121.0.html

hmm... Czy nie dziwne, że nikt z wypowiadających się w tym artykule nie kwestionuje prawa strażników miejskich do żądania tłumaczenia się z tego, o czym się rozmawia ze znajomymi na ulicy? Dlaczego Urząd Marszałkowski traktuje tłumaczenie się nagabywanej Marii Kantor z treści swoich rozmów ze znajomymi przed jakimiś obcymi ludźmi w mundurach jako "oczywistość"? Dlaczego anonimowy przewodnik radzi mówić nieprawdę i nie dziwi go sam fakt iż władza - w tym przypadku Straż Miejska - w ogóle może domagać się takich wyjaśnień!? Dlaczego wg pani Gigoń ze Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych problemem nagabywanej ma być jak udowodnić, że się kimś tam jest lub nie jest (że nie jest się wielbłądem), a nie to iż by należało to jej udowodnić? Dlaczego przedstawiciele prywatnego stowarzyszenia, zainteresowanego w sprawie, biorą udział w czynnościach urzędowych, którymi powinny zajmować się wyłacznie osoby bezstronne? Do jasnej ch....! W jakim kraju my żyjemy???
Ostatnio zmieniony 18 sierpnia 2009, 10:05 przez Lech, łącznie zmieniany 1 raz.
Pozdrawiam

Lech z Poznania
http://rugala.sweb.cz/ks_mala.gif
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7919
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Post autor: PiotrekP » 18 sierpnia 2009, 9:22

A co powiecie, wczoraj schodziliśmy ze Śniezki, a tu przewodnik w sandałkach prowadzi dzieciaki na szczyt. Na zwóconą uwagę stwierdzził, że to sandałki górskie. Czego on uczy, że można w klapkach po górach chodzić.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
janek.n.p.m
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2034
Rejestracja: 07 października 2007, 12:43

Post autor: janek.n.p.m » 18 sierpnia 2009, 10:21

PiotrekP pisze:a tu przewodnik w sandałkach prowadzi dzieciaki na szczyt. Na zwóconą uwagę stwierdzził, że to sandałki górskie. Czego on uczy, że można w klapkach po górach chodzić.
no jeszcze jakby był w krótkich spodenkach byłby, to już w ogóle masakra, zimno zmarznąć można, albo jak słonecznie to poparzenie słoneczne, i jakby glebę zaliczył to zdarłby sobie skórę. :)

Nie dramatyzujmy Sudety to nie Tatry!!
Ostatnio zmieniony 18 sierpnia 2009, 10:24 przez janek.n.p.m, łącznie zmieniany 1 raz.
"Żaden zjazd przygotowaną trasą narciarską nie dostarcza tak głębokiego przeżycia jak, najkrótsza nawet, narciarska wycieczka. Wystarczy, że zjedziecie na nartach z przygotowanej trasy, a potem w dziewiczym śniegu nakreślicie swój ślad. Jaką radość, jaki entuzjazm wywoła spojrzenie za siebie, na ten ślad na śniegu, na to małe dzieło sztuki!? To może pojąć jedynie sam jego autor". T. Hiebeler
Anonymous

Post autor: Anonymous » 18 sierpnia 2009, 10:22

janek.n.p.m pisze:Nie dramatyzujmy Sudety to nie Tatry!!
janek.n.p.m, nie wierzę w to, co czytam :D
Anonymous

Post autor: Anonymous » 18 sierpnia 2009, 10:27

Skoro Blanca w zielonych gumiokach (zwykłe gnojaki, nie te górskie) urobić, to czemu nie Śnieżkę w sandałkach? Zwłaszcza jeżeli są to te górskie. Mooliczek ma takie górskie, markowe za 700zł, z gore i zaczepami pod automaty. Na Czerwone Wierchy też się nadają, nawet jeżeli Wierchy wcale czerwone nie są.
Awatar użytkownika
Lech
Turysta
Turysta
Posty: 418
Rejestracja: 23 września 2007, 10:13
Kontakt:

Post autor: Lech » 18 sierpnia 2009, 10:35

janek.n.p.m pisze:
PiotrekP pisze:a tu przewodnik w sandałkach prowadzi dzieciaki na szczyt. Na zwóconą uwagę stwierdzził, że to sandałki górskie. Czego on uczy, że można w klapkach po górach chodzić.
no jeszcze jakby był w krótkich spodenkach byłby, to już w ogóle masakra, zimno zmarznąć można, albo jak słonecznie to poparzenie słoneczne, i jakby glebę zaliczył to zdarłby sobie skórę. :)

Nie dramatyzujmy Sudety to nie Tatry!!
No właśnie. Po co w ogóle durny obowiązek chodzenia wycieczek w eskorcie przewodnika w tak łatwych turystycznie górach? Po co obowiązkowy przewodnik w drodze z Sobieszowa na Chojnik, w rezerwacie Wąwóz Myśliborski, położonym niewiele ponad 200 m n.p.m. czy na drodze jezdnej z Batorowa do Karłowa w Górach Stołowych?
Pozdrawiam

Lech z Poznania
http://rugala.sweb.cz/ks_mala.gif
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7919
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Post autor: PiotrekP » 18 sierpnia 2009, 12:24

A które to łatwe szlaki? Czy na Świnicę to łatwy?
Dla mnie góry to góry i jeżeli tam idę to trzeba się jakoś zachować. Szczególnie od tych co otrzymali jakieś uprawnienia i powinni uczyć młodych wymagać powinniśmy więcej.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
tymuś

Post autor: tymuś » 18 sierpnia 2009, 12:32

niech kazdy zadba o to na wlasnym poletku a nie starajmy sie pouczac innych na sile bo to zazwyczaj przynosi odwrotny efekt :) jest wiele szlakow ktore nie wymagaja od turysty wysokiego obuwia. kazdy chodzi w tym w czym jest mu wygodnie. zreszta Tu na forum szczerze watpie zeby ktos byl typowym klapkowiczem :D
Anonymous

Post autor: Anonymous » 18 sierpnia 2009, 12:34

tymuś pisze:zreszta Tu na forum szczerze watpie zeby ktos byl typowym klapkowiczem :D
Ja jestem. Mam sandałki górskie za 700 pln. Zawsze w nich asekuruję, w Alpach też je miałam. Chcę być pełnowartościowym klapkowiczem, ale klasę trza mieć.
tymuś

Post autor: tymuś » 18 sierpnia 2009, 12:36

Mooliczek pisze: Ja jestem. Mam sandałki górskie za 700 pln. Zawsze w nich asekuruję, w Alpach też je miałam. Chcę być pełnowartościowym klapkowiczem, ale klasę trza mieć.
w takim razie tu na forum wszyscy sa klapkowiczami. nawet Pan Lech :D oczywiscie wszyscy oprocz Pana PiotraP :lol:
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7919
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Kontakt:

Post autor: PiotrekP » 18 sierpnia 2009, 12:44

Ja też chodzę w klapkach. ale przewodnik nie może.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
janek.n.p.m
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2034
Rejestracja: 07 października 2007, 12:43

Post autor: janek.n.p.m » 18 sierpnia 2009, 12:49

PiotrekP pisze:Dla mnie góry to góry i jeżeli tam idę to trzeba się jakoś zachować.
tzn trzeba mieć wyposażenie turystyczne by się "zachować" ?
PiotrekP pisze: Szczególnie od tych co otrzymali jakieś uprawnienia i powinni uczyć młodych wymagać powinniśmy więcej.
by przed wejściem na śnieżkę zakupili buty górskie za 200zł ?
"Żaden zjazd przygotowaną trasą narciarską nie dostarcza tak głębokiego przeżycia jak, najkrótsza nawet, narciarska wycieczka. Wystarczy, że zjedziecie na nartach z przygotowanej trasy, a potem w dziewiczym śniegu nakreślicie swój ślad. Jaką radość, jaki entuzjazm wywoła spojrzenie za siebie, na ten ślad na śniegu, na to małe dzieło sztuki!? To może pojąć jedynie sam jego autor". T. Hiebeler
ODPOWIEDZ