Turystyka górska - rzecz dla egoistów czy team player'ów?

Tu możesz porozmawiać ogólnie o turystyce górskiej, nie związanej z żadnym z pasm, znajdziesz informacje ważne dla rozpoczynających przygodę z górami, porady innych użytkowników, porozmawiasz o problemach, z którymi borykają się miłośnicy gór, zagrożeniach związanych z górską turystyką.

Moderatorzy: adamek, HalinkaŚ, Moderatorzy

Pati

Post autor: Pati » 28 stycznia 2008, 23:55

jck pisze:Nie kojarzę tej wypowiedzi
W tygodniu Mooliczek ;)
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3084
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 28 stycznia 2008, 23:57

Partycja pisze:W tygodniu Mooliczek
Dzięki, do wybitnie rozgarniętych ludzi to ja się z pewnością nie zaliczam...
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Awatar użytkownika
RafalS
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1001
Rejestracja: 01 listopada 2007, 23:53

Post autor: RafalS » 29 stycznia 2008, 0:29

Kazdy z nas ma pewne cele marzenia,ktore chce zrealizowac.Tak,kazdy czlowiek jest w mniejszym stopniu egoista.Nawet to wspinaczkowe laczenie sie w pary,jest czesto po to,bo samemu trudno te mazenia zrealizowac.Czlowiek ma rowniez cos takiego jak instynkt samozachowawczy, wiec w sytuacji zagrozenia zwykle mysli o sobie.Dlatego tak cenimy ludzi,ktorzy w tekiej sytuacji ryzykuja swoje zycie dla innych.Powody moga byc rozne.Wiez emocjonalna(milosc,przyjazn itp), ale zdarzaja sie ludie pomagajacy ludzia zupelnie nieznanym.Ale trzeba tu tez zaznaczyc,ze cos co dla jednego jest sytuacja ekstremalna,dla innego jest czyms prawie zwyczjnym.
Podsumowujac.Zatem mimo,ze idziemy w grupie,kazdy musi jednak sam wejsc na gore,lub z nej zejsc na przekor roznym sytuacja i tu potrzebny jest charakter o ktorym mowi Moolik.Dlatego uwazam,ze tak wazne jest przyzwyczjanie organizmu do trudow.Dlatego mimo iz chcialbym aby tak nie bylo rowniez w swoim przypadku,ale zdaje sobie sprawe,ze nie jest tak rozowo i sklaniam sie bardzie ku twierdzeniu,ze jestesmy egoistami,ale...

osobiscie wole chodzic w gory w grupie(samemu tez mi sie zdarza),ale w grupie ludzi,ktorzy rowniez kochaja gory. Widzac ich zadowolenie po wysilku i na szczycie z osiagniecia swojego malego celu,jeszcze poteguje to moje odczucia.Poza tym lubie rozmawiac o gorch.Co innego gdy chodzimy z ludzmi,ktorzy "stale" pytaja,a jak daleko do szczytu itp.Wiem,ze kazdy moze miec slabszy dzien,albo nie miec zwyczajnie kondycji(sam tez czasem tak mialem i mam),ale jak nie marudzi to jest ok.Tu jestem 100% egoista,bo maruda psuje mi odczuwanie gor.

Dodam jeszcze:
Traktujac sprawe na chlodno ciezko mi powiedziec jak bym sie zachowal w sytuacji naprawde ekstremalnej.Dlatego jestem zdania,ze pewnych rzeczy w gorach trzeba sie nauczyc,bo czasami licza sie po prostu dobre nawyki,bo na myslenie moze nie byc czasu.Dlatego uwazam,ze tak wazne jest doswiadczenie,ktorego u mnie wciaz tak malo,pewnie nawet bardziej niz heroizm.Tylko,ze pewne doswiadczenie mozna zdobyc tylko w sytuacjach ekstremalnych.Ale odbieglem od tematu.
Anonymous

Post autor: Anonymous » 29 stycznia 2008, 17:01

Mooliczekmusisz byc tak szczegolowa? :P
Anonymous

Post autor: Anonymous » 29 stycznia 2008, 17:44

Cowboy pisze:Mooliczekmusisz byc tak szczegolowa? :P
Och, aż do bólu :P
Anonymous

Post autor: Anonymous » 29 stycznia 2008, 21:23

Mooliczekboli okropnie :P
Anonymous

Post autor: Anonymous » 30 stycznia 2008, 20:19

Mooliczek pisze:Z wieloma osobami rozmawiam, często w charakterze odpierania zarzutów pod swoim adresem.
Czyżby znajomi i rodzinka? Jak wysyłałem e-maila do TOPR-u i TPN-u z zapytaniem o szlak z Kasprowego do Doliny Gąsienicowej kolega z pracy zaczął napieprzać, żebym się nie ośmieszał i nie wysyłał. Ale wystarczyło zapytać czy mówi to z własnej znajomości tematu żeby siedział cicho; oczywiście, że nie mówił. Ciekawe, że Ci co się nie znają, mają najwięcej do gadania na dany temat.

Co do tematu, to zgadzam się z Noelem, że zależy to od bezpieczeństwa; inaczej będzie na szlaku do Doliny Chochołowskiej a inaczej na szlaku na Rysy (przykładowo). Uważam też, że lepiej chodzić w parę/kilka osób, choćby po to, aby móc się do kogo odezwać.
Anonymous

Post autor: Anonymous » 31 stycznia 2008, 23:16

Ja uważam, że to nie jest sport dla graczy zespołowych.

Nie byłam nigdy w górach wysokich.

Nie wiem, co to znaczy polegać całkowicie na drugiej osobie.

Ale nie wydaje mi się, żeby w sytuacji ekstremalnej móżna się dla kogoś poświęcić zwłaszcza, jeżeli gra toczy się o życie.

Góry mogą dawać poczucie, że chodzisz/wspinasz się po nich dla ogólnej własnej przyjemności....

Ale ilu z Was myślało, żeby pójść w góry samemu?
Niezależnie od tego, czy to rozsądne, czy nie? czy zadawaliście sobie pytanie w stylu: wejdę tam sam? Czy nie? A może wejdę? Ale, czy nie byłoby to głupie/nie rozsądne?

Ciągnęło Was tam kiedyś, mimo wszystko?

A jeżeli nie - to w jakim celu bierzecie partnera? dla towarzystwa? czy są jakieś inne powody? jeżeli tak, to jakie?

Ilu z Was, którzy nie chcą chodzić sami po górach, nie myśli w zasadzie o wysokich szczytach "za wszelką cenę", bo "nie zależy Wam na tym"? bo ważne jest "gdzie i z kim się idzie, a nie jak wysoko"?

Czy na tej podstawie można wysnuć jakieś wnioski?
Awatar użytkownika
RafalS
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1001
Rejestracja: 01 listopada 2007, 23:53

Post autor: RafalS » 01 lutego 2008, 7:13

Mooliczek pisze:Ja uważam, że to nie jest sport dla graczy zespołowych.
W duzej mieze masz racje,bo zawsze moze sie zdarzyc,ze z jakiegos powodu zostaniesz sam w gorach,nawet jak szedles w grupie i jestes zdany/na na siebie.
Mooliczek pisze:Nie wiem, co to znaczy polegać całkowicie na drugiej osobie.
Ze slyszenia i z ksiazek wiem,ze wspinacz czasami musi gdy wspina sie w parach,bo przy odpadnieciu,asekurujacy wylapie cie lub nie.Fakt,ze jak sie nie uda to spadaja obydwaj,wiec walka idzie tez o jego zycie.Zatem w tym wypadku musi polegac na partnerze.Jesli sie myle ktos mnie poprawi.
Moolik boisz sie sytuacji,ze bedziesz musiala polegac kiedys na kims innym i od niego moze zalezec twoje zycie?
Mooliczek pisze:Nie byłam nigdy w górach wysokich.
Ja tez nie.Ostatnio co nieco czytam z ksiazek i zaczynam sobie wyrabiac pewien poglad na nie.
Mooliczek pisze:Ale nie wydaje mi się, żeby w sytuacji ekstremalnej móżna się dla kogoś poświęcić zwłaszcza, jeżeli gra toczy się o życie.
Jak napisalem wczesniej, dla roznych ludzi co innego jest sytuacja ekstremalna i wtedy poswiecenie jest mozliwe,ale odniose sie do sytuacji gdy zagrozone jest zycie wszystkich.Czytajac Wspinaczke "Bukrijewa" odnioslem wrazenie,ze istnieje zasada: uratuj najpierw siebie,a potem moze bedziez w stanie pomoc innym.Zdarzja sie co prawda ludzie,ktorzy rzeczywiscie zaryzykowali zycie dla innych, w takiej sytuacji,ale mysle,ze nie czeste i liczenie na to to glupota.

Na reszte odpisze pozniej bo musze spadac do pracy.Moolik zadajesz trudne dylematy,ktor zmuszaja do myslenia.Ale to dobrze.:)
I want to fly so high
I want to reach the sky
I want to little pice of heaven
As soon as possible :)
Łukasz Z

Post autor: Łukasz Z » 01 lutego 2008, 11:32

A moim zdaniem prawdziwa odpowiedzialność pojawia sie dopiero wtedy gdy między partnerami pojawia sie lina. Ona jest takim symbolem.
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3084
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Kontakt:

Post autor: jck » 01 lutego 2008, 14:26

To chyba kwestia rozgraniczenia:
Krzysztof Wielicki: "W obecnej dobie w górach najwyższych wspinacze jasno zdają sobie sprawę z tego, że uczestnicząc w akcji z innymi, polegać muszą przede wszystkim na własnych siłach", i dodaje: " Jakże inaczej jest w Tatrach, gdzie więź pomiędzy partnerami wspinaczki jest bardzo duża. Nazywa się to braterstwem liny."
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Anonymous

Post autor: Anonymous » 01 lutego 2008, 19:28

RafalS pisze:Moolik boisz sie sytuacji,ze bedziesz musiala polegac kiedys na kims innym i od niego moze zalezec twoje zycie?
To dobre pytanie. Nawet powiem Ci, że bardzo dobre.
Niestety życie moje tak przebiegało, że musiałam szybko nauczyć się polegać na sobie. I tak to się teraz toczy.
Czy się boję polegać na kimś? Nie boję się - ale nie chciałabym tego. Zdecydowanie preferuję polegać na sobie. Raz, że siebie mogę być pewna, dwa - że cholernie nie lubię być dla kogoś obciążeniem, jakimkolwiek. Zapewne jednak przyjdzie jeszcze taki czas, że będę potrzebować czyjegoś wsparcia, pomocy... Oby jednak jak najpóźniej.
Pewnie polegania na kimś można nauczyć się tak samo, jak polegania tylko na sobie, jeżeli okoliczności Cię do tego zmuszą.
Zapisałam się na ściankę...Może będę musiała się tego nauczyć?

Ale wiem jedno: nie chciałabym, aby ktoś dla mnie ryzykował swoje życie.
Awatar użytkownika
RafalS
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1001
Rejestracja: 01 listopada 2007, 23:53

Post autor: RafalS » 01 lutego 2008, 21:32

Odpowiedzi ciag dalszy :)
Mooliczek pisze:Góry mogą dawać poczucie, że chodzisz/wspinasz się po nich dla ogólnej własnej przyjemności....
Mysle,ze to zbyt duze uproszczenie.Chodzenie po gorach daje mi poczucie spelnienia,ale wymaga tez sporo wyzeczen,zrezygnowania z niektorych rzeczy.Poza tym uwazam,ze jest to miejsce gdzie mozna lepiej siebie poznac.Kto tego nie lubi,kocha ten nie zrozumie.
Mooliczek pisze:Ale ilu z Was myślało, żeby pójść w góry samemu?
Niezależnie od tego, czy to rozsądne, czy nie? czy zadawaliście sobie pytanie w stylu: wejdę tam sam? Czy nie? A może wejdę? Ale, czy nie byłoby to głupie/nie rozsądne?
Ja tak mam czesto,do tego stopnia,ze czasami gdybym byl sam nie wachalbym sie isc na szlak,ale gdy ide z kims to bardziej to rozwazam.Latwiej jest ryzykowac tylko soba.Mysle,ze to podobnie jak z byciem kierowca.Jezdzi on ostrozniej gdy nie jedzie sam.Jest tak mimo,ze wszedzie pisza nie chodz w gory samemu.Nawet najbardziej doswiadczeni alpinisci chodzili sami na bardzo ekstremalne wyprawy,mimo,ze wiedzieli,ze w razie wypadku bledu sa bez szans,a pomocy nie bedzie.Mysle, ze poprostu czlowiek czasem chce sobie sam cos udowodnic,nawet jak sie do tego nie przyznaje.
Mooliczek pisze:Ciągnęło Was tam kiedyś, mimo wszystko?
Jak napisalem wyzej.Tak
Mooliczek pisze:w jakim celu bierzecie partnera? dla towarzystwa? czy są jakieś inne powody? jeżeli tak, to jakie?
Jak napisalem wczesniej, dobrze sie czuje w towarzystwie ludzi lubiacych gory.Wtedy radosc z udanej wyprawy jest wieksz,mozna o nie podyskutowac.Poza tym ludzie sa interesujacy sami w sobie.
Mooliczek pisze:Ilu z Was, którzy nie chcą chodzić sami po górach, nie myśli w zasadzie o wysokich szczytach "za wszelką cenę", bo "nie zależy Wam na tym"? bo ważne jest "gdzie i z kim się idzie, a nie jak wysoko"?
Mysle o wysokich szczytach,a w zasadzie marze o nich.Mazenia scietej glowy.Wazne jest z kim sie idzie,ale wazne jest tez jak wysoko.Tak sa gory o ktorych marze,a marzenia powinno sie probowac realizowac.Nawet jak spelni sie tylko ich czesc.
Mooliczek pisze:Czy na tej podstawie można wysnuć jakieś wnioski?
jeni wysnuja wnioski,ze niektozy z nas sa szaleni,inni,ze maja priorytety nie poukladane,ale moze znajda sie tacy ktozy cos zrozumia z tego belkotu;)

Co do twojej odpowiedzi,powiem tylko,ze czegos podobnego sie spodziewalem,ale pogadamy o tym w Taterkach,bo dzisiaj juz i tak za duzo gadam.
I want to fly so high
I want to reach the sky
I want to little pice of heaven
As soon as possible :)
Anonymous

Post autor: Anonymous » 02 lutego 2008, 23:47

Osobiście jestem zwolennikiem teorii, że można chodzić po górach zarówno samemu, jak i w towarzystwie. Ja skoncentruję się tylko na włóczeniu się, nie na wspinaczce. Dodam jeszcze, iż ja uważam, że góry są dla każdego i dla osoby mogącej wytrzymać tylko w czyimś towarzystwie, jak i dla totalnego samotnika. Zgadzam się też z wypowiedziami poprzedników, iż w każdym z nas jest większy czy mniejszy, ale jednak zawsze "zmysł egoisty"...

Otóż ja mogę chodzić sam, bo kocham góry i jeśli sobie powiedziałem, że tego a tego dnia pójdę w góry, to nie zrezygnuję z tego tylko dlatego, że nie ma kto ze mną pójść. Chodzenie samemu po górach ma dla mnie tą zaletę, że mogę w każdej chwili zboczyć ze szlaku w chaszcze żeby dojść do jakiego ciekawego dla mnie miejsca czy polany, mogę w każdym momencie zmienić trasę wycieczki, mogę się zatrzymać i popatrzeć na otaczające mnie góry czy na gwieździste niebo... Osobiście wolę chodzić samemu niżeli z kimś, kto nie czuje gór tak jak ja, albo idzie ze mną tylko po to "żeby mi przykrości nie zrobić".
Jeśli jestem w otoczeniu "ludzi gór", to nie przeszkadza mi ani 5 osób w schronisku, ani też 50. Ja nie jestem duszą towarzyską, to nie ja tworzę klimat towarzystwa czy spotkania, jednak najlepiej czuję się w towarzystwie góra 4 "Sprawdzonych", z którymi mogę łazić po górach bez końca. Bardzo rzadko brałem udział w koloniach czy jakiś szkolnych wycieczkach w góry, gdyż zdaje sobie sprawę, iż na 30 uczestników najwyżej pięciu kocha góry, a reszta to najchętniej by autobusem pod schronisko podjechała... Jednak, gdy byłem w tym roku na sylwestra na Górowej, a towarzystwo liczyło ponad 20 osób, ja nie miałem powodów do narzekania - wszyscy kochali góry, a i trafiło na ludzi z "moim" poczuciem humoru... - w takim towarzystwie czuję się świetnie.

Ja mogę się wypowiadać tylko i wyłącznie w oparciu o moją skromną osobę. Wnioski są dla mnie oczywiste: po górach może łazić każdy, i egoista i "team player", można chodzić zarówno samotnie jak i ze znajomymi. A to wszystko dlatego, gdyż o prawdziwym włóczeniu się po górach możemy mówić tylko wtedy, gdy to góry są gwoździem programu, a ludzie urozmaicają wspaniały klimat wędrówki, bo gdy to ludzie psują ten klimat, wtedy wg mnie nie mamy do czynienia z włóczeniem się po górach a czymś zupełnie innym, podobnie gdy to góry są tłem dla zabawy. Każdy uczestnik takiej wędrówki powinien wiedzieć po co łazi i czuć te "Góry"... Takie jest moje zdanie.
Anonymous

Post autor: Anonymous » 03 lutego 2008, 13:40

ale się rozpisałeś Radek...no ale ok.lepiej Cię poznamy.Pozdro
ODPOWIEDZ